Nie należy zaczynać zbyt wcześnie
Czytając historię działalności polskich emancypantek pióra pani Duninówny ubawiłam się szczerze problemami bulwersującymi świat w ubiegłym stuleciu. Rozgorzała wówczas sroga wojna na pióra na łamach prasy warszawskiej. Autorka cytuje:
„Czy kobiety, które zaniedbują dla książek i talentów własnych, ważniejszych daleko, domowych i kobiecych zatrudnień, można uważać za uczciwe?” „Czy pocałunek jest grzechem?” „Czy niewiastę jeżdżącą na bicyklu należy uważać za kobietę upadłą...”*.
Czy wydekoltowane suknie noszą tylko bezwstydnice? Czy każdy chłopiec długowłosy to chuligan i łobuz? Niezwykle podobnie brzmią wyliczone wyżej problemy, pomimo że pierwsze trzy mają już sto lat niemal, a ostatnie dotyczą obecnej mody młodzieżowej, która spopularyzowała się na tyle, że postępuje według jej wskazań kto chce i kiedy chce, prawie nie budząc „świętego oburzenia”.
Zmieniają się ubiory, obyczaje, rozrywki, a co najważniejsze, zmieniające się środowisko zmienia także człowieka. Pięcio- i sześcioletnie dzieci biegle dziś liczą i czytają, a w eksperymentalnych przedszkolach uczą się z powodzeniem wyższej matematyki. Średnia wzrostu przesunęła się w górę o piętnaście do dwudziestu pięciu centymetrów w stosunku do ubiegłego stulecia, kobiety przekwitają o dziesięć lat później.
Świat zmienia się wokół nas w zawrotnym tempie. Czyżby człowiek mógł się nie zmieniać, gdy z dnia na dzień nieomalże zmienia się środowisko, w którym żyje ?
Zmienia się na pewno i to w różnych dziedzinach życia, a rodzice i wychowawcy chcą „na siłę” utrzymać młodzież w opracowanych troskliwie i niezmiennych ramkach obyczajowo-seksualnych.
Stałe usiłowania dorosłych, zmierzające do rozładowania w najrozmaitszy sposób napięcia seksualnego u młodzieży, wydają się trochę nielogiczne w wyborze metod. Z zainteresowaniem czytuję w prasie oraz niektórych wydawnictwach poważne rozważania na temat: co by tu dać młodzieży zamiast? Padają propozycje: sport, gimnastykę, naukę itp. A więc rzecz stawia się na głowie !
Trudno przecież zaproponować człowiekowi sen zamiast picia, a oddychanie zamiast jedzenia. Nie my skonstruowaliśmy nasze organizmy takimi, jakimi są, musimy więc pogodzić się z sytuacją, że jednych funkcji innymi zastąpić się nie da, mamy natomiast obowiązek zharmonizować ich współistnienie.
Abstrahując od przyczyn przyspieszających rozwój młodzieży przypomnijmy, że również w dawnych wiekach rozmaicie bywało z okresem rozpoczęcia współżycia seksualnego. Nawet w Polsce i w krajach europejskich nasze babki i prababki zawierały małżeństwa w wieku lat czternastu-piętnastu (za indultem papieskim), a w czasach dzisiejszych w Indiach czy Afryce nie są wcale rzadkością, małżeństwa dziesięcio-, dwunastoletnich dziewcząt. Niewątpliwie warunki klimatyczne odgrywają też pewną rolę, ale jest to zgodne z uwagą, którą zrobiłam wyżej, mówiąc o wpływie warunków środowiskowych na przyspieszenie rozwoju seksualnego.
Statystyki europejskie i polskie w ostatnich trzydziestu latach wykazują, że chłopcy zaczynają współżycie przeciętnie w siedemnastym, a dziewczęta w osiemnastym, dziewiętnastym roku życia. Liczby uzyskane przeze mnie z wywiadów zebranych w poradni od czterech tysięcy pięciuset kobiet (dane zbierane w latach 1959 - 1969) wykazały średni statystyczny wiek rozpoczęcia współżycia: dwadzieścia jeden i pół do dwudziestu dwu i pół lat. Granica uzyskana z moich materiałów jest nieco wyższa niż dane statystyczne zbierane obecnie wśród młodzieży do lat dwudziestu, ponieważ badania dotyczyły kobiet w wieku od trzydziestu do czterdziestu lat.
Jak wynika z dotychczasowych rozważań, bardzo wiele czynników niezależnych od naszego „planowania” wpływa w sposób istotny na zmianę obyczajowości, a nawet wzrost i biologiczny rozwój człowieka, i musimy wszystkie względy brać pod uwagę nie uciekając od rzeczywistości. Niecelowe jest budowanie potężnych tam, które i tak zrywa życie. Czy nie jest lepiej przyjąć rolę życzliwego obserwatora, starając się w miarę potrzeby pomóc młodzieży dyskretnie i przyjaźnie, ukierunkowując nurt jej życia osobistego? Udostępnić rzetelne materiały naukowe z biologii, anatomii, fizjologii, socjologii, higieny itp., aby mogła sięgnąć do nich w razie potrzeby i budować swój przyszły świat, w którym będzie żyć zgodnie z własnym, najbardziej odpowiadającym jej modelem.
Być może w wieku bezpośrednio po okresie pokwitania dominować będą cienie i strony negatywne przedwczesnego współżycia, ale na te właśnie strony chcę zwrócić uwagę moich czytelników, pomimo że w życiu stanowią one na szczęście margines i nie dotyczą ogółu młodzieży.
Z góry zastrzegam, że wnioski i propozycje, które wynikają z dalszych rozważań, nie są pomyślane jako następne - tym razem własnej produkcji - ramki do regulacji życia seksualnego młodzieży. Są one próbą ukazania różnych aspektów tego zagadnienia, dają młodym czytelnikom materiał do własnych przemyśleń i wniosków oraz okazję do wybrania najwłaściwszej dla siebie ścieżki i uniknięcia choć w części niebezpieczeństw, które na nich czyhają.
Uczuciowość człowieka dojrzewa z wiekiem i pod wpływem kolejnych nauczycieli miłości. Od urodzenia dziecko uczy się miłości od matki, potem od ojca i przyjaciół.
Jeżeli młodzież między okresem dojrzewania a szesnastym rokiem życia rozpoczyna współżycie płciowe, to stosunki fizyczne wyprzedzają okres rozwoju psychicznego, w którym kształtuje się uczuciowość. Podobnie jak niemowlę i małe dziecko, pozbawione w dzieciństwie miłości matki, cierpi w późniejszym wieku na niedorozwój uczuciowości - rozpoczęcie kontaktów seksualnych w niedługim czasie po okresie pokwitania (dwunasty - szesnasty rok życia) może spowodować deformację psychiczno-uczuciową, którą nazwałam chorobą „bezmiłości”.
Młodzież rozpoczynająca kontakty seksualne przed szesnastym rokiem życia, zanim nauczy się przyjaźni i nawiązywania więzów uczuciowych z drugim człowiekiem, traktuje współżycie seksualne jako jedną z przyjemności rzędu zjedzenia ciastka, wypalenia papierosa czy pójścia do kina. Stosunek fizyczny jest celem samym w sobie i nie zostaje włączony w całokształt życia uczuciowego młodego człowieka. Wskutek takiej postawy występują częste zmiany partnerów czy partnerek, wykształca się z wiekiem donżuanizm czy coś w rodzaju nimfomanii (nie myślę tu o zboczeniu, a jedynie o kolekcjonowaniu stosunków seksualnych bez powiązań uczuciowych).
Z wiekiem rozwija się klasyczna postać podrywacza czy podrywaczki, chyba że młody człowiek napotka na drodze swego życia partnerkę, która twardo nie ustępując w sprawach kontaktów fizycznych zmusza go swoją postawą do przywiązania się i pokochania jej. W pozostałych przypadkach styl życia podrywacza utrwala się, dając w efekcie skutki szkodliwe nie tylko dla chłopca czy dziewczyny, ale również dla ludzi z ich otoczenia, a nawet dla społeczeństwa, w którym żyją.
Podrywacze mają swój własny sposób bycia i obyczaje. Kiedyś w poradni rozmawiałam o tych sprawach z dziewczyną szesnastoletnią, ładną, inteligentną i wyraźnie chełpiącą się swoją postawą życiową. Spytałam ją, co ona rozumie przez podrywanie, na czym to polega. Wyjaśniła mi, że jest to rodzaj gry seksualnej, uprawianej zwykle w pewnych grupach i środowiskach, gdzie wytwarza się jak gdyby konkurencja podrywaczy. Podrywanie polega na tym - tłumaczyła - że szuka się chłopca poważnego, traktującego życie i miłość jak najbardziej na serio (podrywanie podrywacza nie jest w tych kołach żadnym sukcesem!). Uwodzi go się tak, aby zakochał się i stracił głowę dla dziewczyny, doprowadzając do kilku pierwszych stosunków. W momencie, gdy chłopak jest najbardziej zakochany, porzuca się go w sposób demonstracyjny, nie tłumacząc ani nie motywując swego postępowania, a ponadto należy go jeszcze ośmieszyć wśród koleżanek i w jego środowisku, traktując złośliwie i upokarzająco. Dopiero wtedy, gdy z jego uczuć i cierpienia zrobi się widowisko dla zaprzyjaźnionej grupy podrywaczek, „podryw” zostaje zaliczony. Ta okrywa się największą chwałą w swoim środowisku, która zaliczy największą liczbę partnerów.
Słuchając jej opowieści, wygłaszanej swobodnie i z uśmiechem, jak relacja ze znakomitej zabawy, patrzyłam ze zdumieniem, jakie spustoszenie w jej życiu uczuciowym zrobiło wykolejenie prawidłowego rozwoju przez głupią modę czy złe towarzystwo. Zdumiewające było skojarzenie sobie tej miłej dziecinnej buzi z seksem bez odrobiny tkliwości, z wyraźnym okrucieństwem o zabarwieniu sadystycznym.
Rozmowa przypominała mi żywo obyczaje miłosne w osiemnastowiecznej Francji, o których Boy-Żeleński tak pisze w przedmowie do Niebezpiecznych związków. „Podczas gdy część Francji XVIII wieku filozofuje, zajmuje się zagadnieniami ekonomii, polityki, nauki, dla drugiej części miłość staje się treścią życia, rozmów, literatury, ulubioną zabawą towarzyską, przedmiotem ambicji, wszystkim... Oczywiście bóstwo to, obłaskawione w ten sposób i sprowadzone ze świątyni do buduaru, samo też nie mogło się uchronić od pewnych przeobrażeń. Miłość staje się synonimem pożądania, przelotnej skłonności, „wymianą dwóch kaprysów i zetknięciem dwóch naskórków”, wedle dosadnego określenia Chamforta (...) Nawet prawdziwe uczucie ukrywa się wstydliwie pod maską obojętności i cynizmu. Syntezą epoki staje się głośne zdanie Buffona: „Jedyną rzeczą coś wartą w miłości jest jej strona fizyczna”, cały balast uczuciowy odpada, zazdrość nawet wychodzi z mody, osadzona jako śmieszny i niecywilizowany przeżytek (...)
Miłość staje się rodzajem sportu, miejsce sentymentalnej mowy miłosnej zajmuje u mężczyzn zuchwalstwo, impertynencja, smaganie szyderstwem najtkliwszych potrzeb serca. Posiąść kobietę, ani jednym czulszym słowem nie budząc pomostu dla usprawiedliwienia jej słabości; więcej nawet, stawiając jej przed oczy wspomnienie człowieka, którego kocha i zdradza - oto znamienny rys intelektualnej rozpusty wyziębłych Don Juanów. Do wysokości dogmatu podniesiona jest zasada, aby nie zrywać z kobietą, póki się nie posiada w ręku środków zgubienia jej (...) W rozpuście umysłowej i bezwzględnym złośliwym okrucieństwie kobieta w pewnym swoim typie przechodzi niemal mężczyznę. Zepsucie staje się sztuką, w której skład po równi wchodzą: okrucieństwo, wiarołomstwo, zdrada, kunszt tyranii. Ten rys okrucieństwa w miłości znamienny jest dla epoki i przesunąwszy się z dziedziny moralnej w fizyczną dojdzie w markizie de Sade do najpełniejszego wyrazu”.*

Jak widać, styl życia podrywaczy nie jest bynajmniej oryginalnym odkryciem doby dzisiejszej. Podrywacze i podrywaczki w jakimś okresie swojego życia zawierają związki małżeńskie na podłożu jedynie pociągu seksualnego. Znana jest nietrwałość tego rodzaju więzów, a w efekcie również nietrwałość małżeństw. Życie we dwoje wypełniają - prócz porywów seksualnych - robieniem pieniędzy, zbieraniem przedmiotów (tu ambicja, żeby były najdroższe i koniecznie w najlepszym gatunku, aby sąsiedzi zielenieli z zazdrości), wycieczkami zagranicznymi i zabijaniem nudy we dwoje na wszystkie możliwe sposoby.
Nietrwałość związków małżeńskich zawieranych przez podrywaczy rzutuje jeszcze na jedno zagadnienie. Małżeństwa takie nie pragną mieć dzieci. Dziecko wiąże partnerów, komplikuje życie, ogranicza swobodę, wreszcie utrudnia odejście. W ostatecznych konsekwencjach tego rodzaju układów wybitnie narasta częstość rozwodów i maleje liczba dzieci w rodzinach. Czasem pojawiają się w tych małżeństwach niepożądane dzieci, które mają zwykle wspaniałe warunki materialne, ale nie mają koniecznego im do prawidłowego rozwoju klimatu miłości w domu, i wyrastają następnie na istoty o kalekiej i niedorozwiniętej osobowości.
Wniosek nasuwa się prosty: rozpoczynanie współżycia seksualnego między dwunastym a szesnastym rokiem życia nie jest bynajmniej przejawem postępu i „nowoczesności”, ale raczej wykrzywieniem prawidłowego rozwoju i źródłem wielu komplikacji. Oczywiście w tej regule, jak w każdej innej, mogą być wyjątki: zdarza się, że młodzi zaczynający życie seksualne w czternastym czy piętnastym roku życia pokochają się i stworzą kiedyś udane i szczęśliwe małżeństwo, ale jak w każdym materiale naukowym, dotyczącym organizmów żywych, potwierdza to tylko słuszność reguły.
Po rozpatrzeniu deformacji psychiczno-uczuciowych, jakie powoduje przedwczesne rozpoczęcie współżycia, warto się zastanowić nad stroną fizyczną tego zagadnienia.
Mężczyzna w okresie pierwszych tygodni czy miesięcy miłości erotycznej przejawia wysokie napięcie seksualne, czego efektem są odbywające się bardzo często stosunki. Po pewnym czasie przychodzi moment przesycenia, zmęczenia fizycznego. Znajomość się kończy, po czym wyrusza się na poszukiwanie następnej przygody. Rezultatem takiego życia jest stałe i nadmiernie częste utrzymywanie stosunków płciowych przez wiele lat. W miłości ustabilizowanej pary występują zwykle na przemian fazy porywów seksualnych i ochłodzenia fizycznego, kiedy partnerzy przesuwają punkt ciężkości swoich zainteresowań na wspólną pracę, rozwijanie własnych hobby czy opiekę nad dziećmi. Mężczyzna lub młodzieniec „podrywacz” prowadzi życie seksualne ciągle na najwyższych obrotach. Z chwilą pierwszych objawów przesytu, gdy powinien się zacząć relaks fizyczny, porzuca zdobytą kobietę i szybko znajduje następną, aby „nie wyjść z obiegu”. Ponadto mężczyźni podrywacze prowadzą niezbyt higieniczny tryb życia, nieracjonalnie się odżywiają i dość często nadużywają alkoholu (niezbędny atrybut szybkiego podrywania). Wszystko to nie poprawia ogólnej kondycji fizycznej i często już po trzydziestym roku życia skarżą się na widoczne osłabienie możliwości płciowych, a około czterdziestki często pozostają już tylko chęci, gdyż możliwości realizacji są bardzo zredukowane. Na koniec, jak zwykle zastrzegam - istnieją atleci seksualni, którzy do późnej starości prowadzą bujne życie seksualne bez żadnych ujemnych skutków dla zdrowia.
Nieco inaczej wyglądają kłopoty zdrowotne u dziewcząt rozpoczynających intensywne życie płciowe w okresie wczesnej młodości. Tu wchodzą w grę dwa momenty: niepożądana ciąża - jej przerwanie albo poród oraz szkody fizyczne wynikające ze zbyt wczesnego i nadmiernie częstego współżycia seksualnego. Macierzyństwo u dziewczyny trzynaste-, szesnastoletniej jest zawsze dramatem. Nie ma ona warunków ani psychicznych, ani materialnych do wychowania dziecka i cały kłopot spada na barki rodziców, nie mówiąc już o krzywdzie dziecka — niepożądanego intruza.
Dwukrotnie w swojej praktyce lekarskiej spotkałam się z podobną sytuacją i namówiłam młode jeszcze matki tych dziewcząt do wyjazdu w ostatnich miesiącach ciąży wraz z córką i przywiezienia dziecka po urodzeniu jako dziecka matki - a nie córki. W ten sposób dzieciak chował się w prawidłowych i normalnych warunkach rodzinnych, a dziewczyna, nauczona przykrym doświadczeniem, rozwijała się dalej umysłowo i psychicznie w warunkach odpowiednich dla swego wieku. Obydwa te przypadki zakończyły się względnie szczęśliwie, ale nie jest to na pewno sytuacja, jakiej można by sobie życzyć dla swego dziecka.
Istnieje jeszcze drugie rozwiązanie, którym jest przerwanie ciąży u nieletnich. Wpływ tego zabiegu na organizm kobiety omówię szerzej w rozdziale o antykoncepcji. Chciałabym tylko zaznaczyć, że wszelkie jego ujemne skutki ujawniają się znacznie drastyczniej w organizmie młodzieńczym, nie przystosowanym jeszcze do ciąży, a tym bardziej do jej przerwania.
Istnieje nie mniej groźne niebezpieczeństwo, dotyczące i dziewcząt, i chłopców, to możliwość zarażenia się chorobą weneryczną. Należy wspomnieć o tym koniecznie w tym kontekście, ponieważ zakażenia chorobami wenerycznymi trafiają się najczęściej wśród młodzieży nastoletniej. Zakażenia, szczególnie kiłą, są bardzo niebezpieczne, ponieważ przy dość częstym obecnie stosowaniu antybiotyków i sulfamidów w związku z różnymi schorzeniami, nawet przeziębieniami, objawy infekcji są nietypowe i bardzo łatwo można je przeoczyć. Skutkiem tego często pacjenci trafiają do lekarza z chorobą już w stanie zaawansowanym i trudnym do leczenia, a wiadomo, że im wcześniej rozpoczyna się leczenie, tym efekty są lepsze. Nie rozwijam szerzej tego tematu, ponieważ zainteresowani mogą znaleźć z łatwością liczne i łatwo dostępne publikacje dotyczące profilaktyki chorób wenerycznych.
Na koniec, od dziesięciu lat rosnące stale liczby zachorowań na AIDS - stały się poważnym ostrzeżeniem dla młodych ludzi, beztrosko i bez zastanowienia zmieniających partnerów czy partnerki seksualne. Właśnie te częste zmiany stanowią największe zagrożenie infekcją, a choroba jest, jak, dotąd, nieuleczalna.
W pewnym stopniu można się zabezpieczyć przed zakażeniem stosując prezerwatywy, ale i one, jak wykazują badania, nie zabezpieczają na sto procent. Literatura dotycząca problemów AIDS jest ogromna i wszędzie dostępna. Warto się z nią zapoznać.
Powrót