Miłość - Uwodzenie cz.1
Dzisiaj pogadamy sobie na bardzo interesujący, choć rzadko poruszany temat. W społeczności uwodzenia jest on przez wiele osób pomijany. Mam na myśli temat koncepcji miłości.

Miłości prawdziwej albo i płytkiej, głodnej, zdesperowanej jak i nakarmionej, chciałbym pokazać mój punkt widzenia jako trenera uwodzenia.

Skąd najczęściej trafiają faceci do społeczności uwodzenia ?

Ano w większości z rozpadniętych związków. Była wielka miłości i klops. Coś jest, a później tego nie ma – jak śpiewa w piosence Sidney Polack.

W którymś momencie życia czułeś się zakochany, a potem wszystko wali się w gruzy. Twoje życie nagle staje się pustką, czarną dziurą i wydaje się, że nic już nie ma sensu (Żeby się odkochać będziesz musiał m.in. „załatać” tę czarną dziurę chociażby techniką wizualizacji z NLP).

Potem zaczynasz szukać informacji i trafiasz np. na mojego bloga. A tam informacja:

„Jak chcesz odnieść sukces z jedną konkretną dziewczyną, to naucz się odnosić sukcesy z kobietami ogólnie, stań się ogólnie atrakcyjnym dla kobiet, doświadcz znajomości z wieloma kobietami, abyś nauczył się radzić sobie ogólnie z kobietami. ZAMIAST liczyć na przysłowiowy ŚLEPY STRZAŁ i miłość do grobowej deski od jednorazowego (fartownego) poznania jakiejś dziewczyny”.

To oznacza często, że musisz wyjść z tego społecznego modelu miłości, w którym zakochujesz się bez pamięci w każdej dziewczynie, którą poznajesz (albo w każdej której sie po prostu spodobasz). Z braku laku. Niestety. Olbrzymia większość facetów jest w związkach nie ze swoją wymarzoną kobietą, lecz najczęściej z taką jaka się trafiła, taką której się spodobali. A z powodu braku realnego wyboru między kobietami, zaakceptowali taką dziewczynę, jaka się trafiła. I sami się dalej na nią nakręcili.

Nazywam to wchodzeniem w związek z poziomu emocjonalnej desperacji.

(polecam Ci artykuł na blogu o błędach facetów wchodzących w związek – wrzesień 2012).

Jak poradzić sobie z taką mentalnością, z takim nastawieniem, podejściem ? Jak przez to przebrnąć ? (O tym będzie kolejny artykuł). Na początek musisz zrozumieć, że nie dowiesz się naprawdę jaka jest ta druga osoba dopóki jej bliżej nie poznasz. Nie oceniaj dziewczyny za wcześnie, nie snuj przypuszczeń, nie halucynuj tego jaka ona jest ZBYT WCZEŚNIE.

Nie masz szklanej kuli .

Ta dziewczyna może spotykać się z 5 facetami, z którymi nie przestanie się spotykać nawet będąc w związku z Tobą, choć może mówić Ci, że Cię kocha, że masz najfajniejszego fiuta na świecie.

Może być wielu facetów, którzy się za nią uganiają i wyświadczają jej przysługi, są orbiterami, a co jakiś czas ona niektórym z nich się „odwdzięcza”. Nie wiesz jaka ona jest. Bo to lubi, choć to ukrywa. Może kłamie, może oszukuje, może ciągle jest emocjonalnie przywiązana do innego (byłego) faceta ?

A może traktuje Cię tylko jak zabawkę (oby chociaż do seksu), A Ty widzisz ją jako niepokalany ideał i pragniesz z nią być na zawsze. Błąd.

Dlatego nie wskakuj z „związkowe” myśli zaraz po pierwszym seksie.

Swoją drogą ...

Trafiając (wypełnieni goryczą) do społeczności uwodzenia, poparzeni, w jakimś sensie zamykamy się na pewien czas na emocje miłości, bliskości, czułości. Może nie wszyscy, ale część na pewno.

Np. masz dziewczynę. Jesteście razem i jest super. Ale nagle odkrywasz, że ona cię prawdopodobnie zdradziła albo – po prostu Cię rzuca. Może zerwała z tobą, bo już jej nie pociągałeś, bo byłeś nudny, bo siedziałeś non stop grając na komputerze, a jej „Battlefiled” nie podnieca? Różne są powody…

Najbardziej szokujące w utracie dziewczyny jest w mojej opinii to, że dziewczyna, którą kochałeś, z którą miałeś taką silną więź, myślałeś że to „już na zawsze”, że już nigdy nie będziesz sam” – zmienia się.

Tej osoby już nie ma. Ta dziewczyna, która ZAWSZE była dla ciebie taka słodka, która patrzyła w Ciebie jak w obrazek, mówiła że nikt nigdy tak jej dobrze w łóżku nie zaspokajał - JUŻ JEJ NIEMA. Jeśli składała pewne obietnice, wycinała wraz z Tobą serduszka scyzorykiem na drzewie - ONA JUŻ NIE ISTNIEJE.

Myślisz sobie „Gdzie ona do cholery zniknęła? Wyjechała na wczasy ?” .

ZMIENIŁY SIĘ JEJ EMOCJE >> Zmieniło się jej zachowanie przy Tobie.

To co się dzieje jest naprawdę silne i bolesne. Pewnie wciąż ją kochasz, wciąż są w tobie te silne uczucia, emocje, wizja wspólnej przyszłości, błogiego lenistwa damsko-męskiego do końca życia. I NAGLE pojawiają się też te nowe – mega negatywne.

Cała Twoja sytuacyjna pewność siebie „Mam Dziewczynę, jestem o niebo lepszy od tych wszystkich łże-podrywaczy” nagle rozbija się w drzazgi.

Zamiast znaleźć przyczynę w sobie zaczynasz szukać winnych gdzie indziej. „Pewnie inny koleś ją zmanipulował/może ją jakiś PUA zahipnotyzował? co za skurwiel niech go tylko dopadnę !!”

Nie chcesz spojrzeć prawdzie w oczy, że cholernie często jest to Twoja wina. Jak stracisz dziewczynę to chcesz tylko żeby wróciła. I trafiasz np. na mój blog.

Nie chcesz dowiedzieć się jak zostać SUPER PUA, jak mieć dużo kobiet, nie chcesz poznawać nowych ludzi, stawać się atrakcyjnym kolesiem. I dlatego w mailach czytam „Adept, ja nie chcę innych dziewczyn, tylko odzyskać ją. WIEM, że to ona jest wyjątkowa. Daj mi magiczną pigułkę, żeby ona wróciła!! To będzie mój „Powrót Jedi” ;).

OK, facet postanawia, że ją odzyska. Czemu? Bo zobaczył to w jakimś hollywoodzkim filmie, tak został uwarunkowany społecznie. Zobaczył, że w filmie może pobiec z kwiatami za dziewczyną odjeżdżającą na lotnisko, zatrzymać taksówkę i wykrzyczeć „Anka, ja Cię NAPRAWDĘ kocham”, a ona powie „Naprawdę ? Ojej…” i rzuci mu się w ramiona.

Tymczasem w życiu usłyszał by pewnie „Czy Ciebie popierdoliło do końca?? Weź sobie odpuść, nie chcę już mieć z Tobą nic do czynienia, nie kocham Cię dotarło?! spierdalaj !!”

Potem ją zobaczy na mieście i doprowadza go to do szału. Przecież ona z nowym facetem odwiedza te same „specjalne” miejsca, które odwiedzała z tobą ! Patrzy na niego TAK SAMO jak patrzyła na Ciebie !

To miejsce, gdzie sobie coś przysięgaliście, w którym po raz pierwszy cieszyliście się sobą, pieściliście czy kochaliście się. I ona pójdzie tam z innym facetem. Dlaczego? Bo ty już jesteś wspomnieniem. Założy pewnie nawet tą samą miniówkę, w której tak cię podniecała. Założy ją dla tego nowego faceta.

A to wkurza „Jak ona mogła ?!! Co za kurwa!! Jak ona mogła tak robić ?”.

W związku często ponownie potwierdza się czemu jest się razem. „Niesamowite, łączy nas tak wiele…”. To coś łączy Cię z dziewczyną. Dlatego jesteście razem, macie tą specjalną więź. Wyjątkową na cały świat… To jest dobre. Macie specjalną więź, ciągle wam mówi, że jest między wami coś specjalnego, coś czego inni nie mają. Dlatego kiedy dziewczyna Cię opuści to masz kompletny mętlik w głowie.

„A gdzie nasza miłość? Gdzie jest nasza specjalna więź ?”.

Znikła.

Ideą miłości jest, że jest wyjątkowa i będzie trwać zawsze .

„A ona mówiła, że to już na zawsze!! Jak to możliwe? Miało być na zawsze, poza tym mam te cechy, których inni faceci nie mają! Sama mi to powiedziała!!”. A ona nosi ciuchy, które jej kupiłeś, chodzi z tym innym facetem do „waszych” miejsc, słucha „waszej” muzyki. To kompletnie jebie w umyśle. Pewnie każdy facet, który to czyta przez to przeszedł.

Niektórzy ludzie mają przez to dość. Mówią „Nie chcę mieć już żadnej dziewczyny. Nie będzie mnie żadna panna robić w chuja” itp. I zaczynają nienawidzieć kobiet. Mówią „wszystkie kobiety to KURWY!! trzeba traktować je jak dziwki, być dla nich chujem”. I często daje to pewne sukcesy z kobietami ;) Ale o tym już pisałem.

Zastanówmy się, czym jest właściwie miłość ? Jakie są jej różne definicje ?.

Czy miłość to dwójka zakochanych w parku nie mogąca się od siebie odkleić ? Czy miłość to para staruszków, którzy siedzą na kanapie ? Czy to dwójka nastolatków w namiocie szukających prezerwatywy ?

Miłość to wg mnie (upraszczając) właśnie forma autohipnozy, w którą sami się wprowadzamy. Jedni łatwiej, inni trudniej. Jedni wierzą, że każdy ma swoją idealnie bratnią duszę, że prawdziwa miłość trwa wiecznie. Łatwiej wtedy od razu „zgłupieć”.

Albo wierzą, że tylko pierwsza miłość jest prawdziwa itp. Albo że TYLKO pierwsza miłość jest najpiękniejsza.

Ciekawe skąd ta wiara? Media, filmy, literatura, od znajomych ?.

Niektórzy wierzą też, że w życiu można zakochać się tylko określoną liczbę razy.

Jak sam sobie wmawiasz, że najlepsza miłość to ta pierwsza, to prawdopodobnie będziesz się starał w zdesperowany, nieprofesjonalny sposób odzyskać swoją pierwszą ukochaną. I Ci się to na 97% nie uda, za to stracisz dużo nerwów, czasu i energii.

Jeszcze inni wierzą, że przeznaczenie za nich wszystko załatwi, że nie trzeba próbować kogoś znaleźć, bo… sama się znajdzie. W mówienia takich dziecinnych głupot celują zwłaszcza niezbyt emocjonalnie inteligentne kobiety. Oczywiście będąc atrakcyjną kobietą możesz sobie tak myśleć, ponieważ cały czas podbijają do Ciebie faceci i w końcu jakiś fajny się znajdzie. Ale będąc facetem, strategia czekania na miłość jest jak strzał w kolano.

Gdyby to z przeznaczeniem to była prawda, to wiele moich dziewczyn nie byłoby w ogóle mną zainteresowanych, nie miałoby prawa w ogóle do niczego dojść, bo sam zrobiłem bardzo wiele (nie czekając na „przeznaczenie”), żeby znaleźć się w obecnej sytuacji (w relacji seksualnej z atrakcyjną kobietą… albo z wieloma). Masakrycznie dużo musiałem się nauczyć o kobietach, seksie i relacjach z kobietami. Ale niektórzy wierzą „To samo się stanie, los sam się tym zajmie”.

Jeśli ktoś wierzy w takie rzeczy czyli w to, że pomagają nam w tym potężne siły, Bóg, PRZEZNACZENIE itp, to nie ma się co dziwić, że się cierpi masakrycznie po stracie dziewczyny. Bo przegrało się z Przeznaczenie przez duże P, przegrało się z Miłością przez duże M.

Przesąd, że gdzieś tam w świecie znajduje się nasza bratnia dusza, czy połówka pomarańczy, skutecznie zamyka wiele osób na życie tu i teraz. Na wieczne niezadowolenie z sytuacji obecnej. A gdy tracisz swoją „bratnią duszę” to wydaje się, że całe życie legnie w gruzach. Bo nie masz już tej „bratniej duszy” czyli jesteś „niepełny”.

Doświadczenie życiowe nauczyło mnie, że bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu…

Nie jeden raz i nie dwa razy :).

Zostają z nami na krótką chwilę, później znikają.

Czy miłość to odczucie pociągu, więzi, żądzy, fizycznego przywiązania do drugiej osoby ? a ciągłe myślenie o tej dziewczynie ? Ciągle zastanawianie się co ona robi, o czym (o kim) myśli, czy Cię lubi, czy jej się podobasz ?.

Takie coś to często mylenie bycia emocjonalnie zdesperowanym z miłością. (rozwinę to w cz.2).

Trzeba zrozumieć jedno – miłość tylko po części jest powodowana przez drugą osobę. To trans, w który sami siebie wprowadzamy (nakręcamy), sami ją w sobie wywołujemy. Jak zapętlimy swoje myśli wokół jednej, konkretnej osoby, zaczniemy sobie zbyt szybko, zbyt wiele wyobrażać. tworzyć w głowie wizje przyszłości razem to nasz umysł zmienia sposób w jaki tą osobę postrzegamy i nagle wszystko zaczyna nabierać sensu. Bo to jest MIŁOŚĆ.

I nagle wszystko zaskakuje. Tak! To JEST MIŁOŚĆ!! Więc teraz nagle umysł zaczyna czuć pozwolenie na jeszcze większe nakręcenie. Setki obrazów z przeszłości, z mediów, filmów itp. zaczyna kręcić się w głowie jeszcze szybciej.

Mówisz sobie, że jesteś zakochany i co to sprawia? Czujesz się do kobiety przywiązany, a jak społeczeństwo mówi ci, że to miłość, to to przywiązanie się wzmacnia. Bo masz wymówkę, możesz zracjonalizować swoje uczucie i WZMOCNIĆ je. No bo jesteś zakochany :).

Obrazy w głowie przejmują kontrolę nad umysłem, Twoje ciało (kinestetyka) odpowiednio za nim podąża, podkręcając emocje do momentu w którym jesteś kompletnie zaobsesjonowany.

Miłość przekształci wizję danej osoby w coś czym ta osoba nie jest.

Twoja wizja twojej dziewczyny, to tylko TWOJA UMYSŁOWA halucynacja.

Niekoniecznie to kim ta dziewczyna jest naprawdę. Widzi się to dopiero wtedy, gdy po czasie klapki spadną z oczu…

Dziewczyna, która w 2004 roku mnie odrzuciła i na miesiąc stoczyła na dno – była moim bodźcem do radykalnej zmiany w 2005 (poznanie uwodzenia). Zobaczyłem ją po 3 latach i … sam się dziwiłem, że mogła mi się podobać.

Może odróżnijmy od siebie wizję miłości „frajera” od tego czym miłość staje się dla kogoś, kto siedzi w temacie uwodzenia od dłuższego czasu i ma sporo doświadczeń z kobietami (ok, nie musi to być PUA, może to być pewny siebie, atrakcyjny koleś, który rozumie kobiety i swoje emocje).

„Frajer” chodzi przez życie z wielką dziurą w samoocenie. Kiedy znajdzie TĄ kobietę, to ta dziura ma na jakiś czas włożoną zatyczkę. Pojawiają się emocje i przyjemne uczucia, odczuwanie, że jest się świetnym facetem. To właśnie doświadczasz jeśli jesteś frajerem i zostaniesz trochę doceniony przez dziewczynę. I nagle zaczynasz myśleć, że kochasz tą drugą osobę. To może być często uzależnienie od drugiej osoby, bo gdzieś wiesz, że „bez niej jesteś nadal frajerem” .

Dziewczyna jest czymś co Cię podtrzymuje w Twojej samoocenie oraz w poczuciu wysokiej wartości. Jak proteza. Ale co jeśli zniknie ? .

Jeśli wiesz co to jest sytuacyjna pewność siebie to wiesz, że w niektórych sytuacjach możemy czuć się lepiej, jesteśmy pewniejsi siebie np. profesor na uczelni, policjant na służbie w mundurze itp. ?

Wielu facetów wykorzystuje swoją kobietę jako pewną formę sytuacyjnej pewności siebie. Kiedy ją tracą, to czują jakby ktoś zabrał im ich magiczny pierścień +3 do Charyzmy i pewność siebie pada jak domek z kart.

Te dobre uczucia, poczucie „pełności siebie”, cieszenie się z bycia sobą to coś co powinieneś umieć sam stworzyć. To coś co pochodzi z wewnątrz Ciebie. Jak kogoś kochasz, będąc PEŁNĄ osobą, to ta więź, którą tworzysz z tą drugą osobą może to uczucie wzmocnić. A jeśli jesteś „dziurawym kubkiem” to uczucia od dziewczyny napełniają na chwilę kubek, po to aby on znowu stał się pusty, kiedy ona odejdzie. Trochę jak syzyfowe prace…

To jest słabe.

Nie możesz podchodzić do dziewczyny z perspektywy braku czy niedostatku. Nie chcesz podchodzić z pustym kubkiem, żeby dziewczyna go napełniła. Jeśli dziewczyna ma wysoką samoocenę, jest atrakcyjna, ambitna to nie możesz być pijawką, która się pod nią podłączy i podleczy na chwilę swoją samoocenę. Możesz ją zmanipulować na pewien czas, ale na dłużej to się nie uda.

Wielu facetów naprawdę nie zdaje sobie sprawy czym jest związek albo co oznacza związanie się z kimś. Mylą etap podrywu z etapem związku. Jak się z kimś wiążesz to problemy tego kogoś stają się na wiele sposób Twoimi własnymi. Często angażujesz się w jej życie rodzinne, jej problemy… Jeśli jej przyjaciel/przyjaciółka ma problemy, to musisz razem z nią przez to przejść. Na początku znajomości nie powinieneś brać się za rozwiązywanie jej problemów życiowych, bo nie o to chodzi. Pisałem już o tym wielokrotnie, że kobieta jak Ci mówi o problemach to nie oczekuje żebyś dał jej rozwiązanie, tylko, żebyś ją np. przytulił, wysłuchał, zamiast się mądrzyć i przedstawiać jej 3 alternatywy właściwego postępowania. Ale jak już jesteś w związku, to sprawy się nie co zmieniają. I wielu PUA nie potrafi już sobie dać rady.

Załóżmy, że poznajesz kobietę w klubie. Jest między wami niesamowita więź, jesteś samiec alfa, ona rzuca ci komplementy, mówi, że jesteś fajny, przystojny (mimo że jak patrzysz w lustro to ni cholery tego nie dostrzegasz ;) )

Może się też całujecie, przytulasz ją, głaszczesz jej włosy, a w twoim ciele następuje chemiczny przypływ. To bardzo uzależniające uczucie. Jest niesamowite. Żeby podkręcić to uczucie zaczynamy tworzyć więź z tą dziewczyną, żeby czuć to częściej. Co się wtedy dzieje? Jak kobieta uzna cię, że jesteś wesoły, fajny, niezależny, nie szukasz reakcji, nie jesteś zdesperowany, zwisa ci czy to wyjdzie, czy nie, to jesteś dla niej atrakcyjny. I jej się robi mokro.

Ale potem dzieje się tak, że jesteś dla niej miły, pojawia się przywiązanie „jesteśmy razem”. Zaczyna ci NADMIERNIE zależeć na tym czy się uda z nią, czy nie.

Dziewczyna na imprezie mówi, że musi iść do łazienki i Ty czyli ten sam fajny koleś, który jeszcze niedawno był wyluzowany przy waszym pierwszym spotkaniu, zaczyna myśleć „Wróci tu, czy nie wróci? A co jeśli przy wc kogoś pozna? A jak ją ktoś poderwie?” I nagle czujesz tą fizjologiczną stratę w organizmie. Zaczynasz się lekko stresować. Szukasz jej, „Gdzie ona jest? Gdzie ona poszła? Miała być w wc, a jej nie ma!!”, myślisz tak, bo jej ZA BARDZO pragniesz . Widzisz jak ona wychodząc z toalety zaczyna rozmawiać z jakimś innym facetem. Jeszcze 5 minut wcześniej byłeś SAMCEM ALFA („o tak, jestem zajebisty, mam DZIEWCZYNĘ!, Tak, tak, mam DZIEWCZYNĘ!!”), a teraz czujesz jak uchodzi z Ciebie powietrze, jak z różowego balonika.

Czy podchodzisz tam i stanowczo ją łapiesz za rękę zabierając na parkiet? Obejmujesz ją i całujesz ? Nie. Czujesz, że tracisz stan pewność siebie, podchodzisz grzecznie i wtrącasz się do rozmowy albo stoisz z boku z wyrazem niepewności na twarzy. Dziewczyna intuicyjnie czuje Twoją zazdrość i nutę desperacji.

Prawda jest taka, że możesz jej się spodobać, ale jak tylko przestaniesz się tak zachowywać, zaczyna ci NADMIERNIE na niej zależeć, to już jest inaczej.

Czy to oznacza, ze nie powinniśmy się zakochiwać ? Nie.

Chodzi o to, że musimy być mężczyznami ze standardami. Możesz poznać bliżej dziewczynę, wytworzyć z nią niesamowitą więź, czuć się z tym dobrze NIEZALEŻNIE czy idzie Ci dobrze z dziewczyną czy nie. Nie możesz uzależniać swojego samopoczucia od reakcji dziewczyny.

Często czytam wiadomości od moich czytelników i stale przewija się motyw „tak bardzo chcę, żeby dziewczyna mnie pragnęła, żeby ciągle chciała ze mną spędzać czas, jak to zrobić, żeby ona chciała ?”. Ale jak masz wewnętrzny dostatek, to po prostu tego nie potrzebujesz.

Jak sam napełniasz swój własny kubek i nie jesteś spragniony, to nie czujesz potrzeby spędzania każdej chwili z dziewczyną i myślenia o niej non stop. I nagle zaczyna dziać się magia - dziewczynę zaczyna mocniej ciągnąć do Ciebie.

Ciesz się doświadczeniem, emocjami, bieżącą chwilą, ale nie przywiązuj się duchowo zbyt gwałtownie do kobiety. Bo uwierz mi, jak dziewczyna zobaczy, że zaczyna CI NADMIERNIE zależeć na wyniku („na niej”) to na Twoich oczach zmieni się w zupełnie inną osobę. Mówiąc o „wyniku” mam na myśli „Chcę być z tą dziewczyną, będziemy razem, będę bardzo szczęśliwy jak ona będzie moją dziewczyną” bla bla bla.

Przywiązywanie się do myśli czy uda sie seks, czy ona Cie pokocha, czy po seksie będziecie już razem parą – to wszystko generuje porażkę. Również mentalne przywiązanie się do myśli, że musisz koniecznie dostać od niej numer telefonu albo musisz mieć seks na pierwszej randce., itp.

Musisz znaleźć swój własny złoty środek pomiędzy „Nie zależy mi AŻ TAK BARDZO, a Chcę Żeby BYŁA ZE MNĄ. (czy też wziąć jej numer i się z nią umówić)”.

Śmieszne jest to, że jak już masz w sobie to przyjemne uczucie i związek nie jest już nawet Ci potrzebny, to dziewczyna, którą poznajesz chce zostać Twoją Dziewczyną. Teraz to ona stara się ze wszystkich sił, żebyś chciał ją mieć na stałe. To paradoks. Głodni nie zostają nakarmieni, potrzebujący nie otrzymują wsparcia - to usłyszałem wiele lat temu na moim pierwszym szkoleniu. I to jest brutalna życiowa prawda.

Może teraz sobie pomyślisz „Tak bardzo potrzebuję dziewczyny. Bez niej jestem tylko facetem w połowie. Adept mówi, że muszę wykształcić u siebie uczucie emocjonalnego dostatku. OK, wykształcę je w sobie, bo zrobię wszystko, żeby mieć dziewczynę” :) I to jest paradoks :) bo nie do końca o to chodzi.

Ale nawet jeśli robisz to wszystko ze złych powodów, to i tak to zadziała, choć w dłuższej perspektywie. Bo dzięki temu wchodzisz na dobrą drogę, a od czegoś trzeba zacząć.
Powrót