~K~g~w~ Uległość kobiety wzmocniła witalność dyrektora. Wycofał SIĘ i kolejne PcHnIęCiE było bardziej energiczne.
— Łóżko nieustannie skrzypiało niemiłosiernie. Model przedwojenny, wykonany z żelaza, najwyraźniej mocowania PoLuZowAłY SIĘ, A -(KG*W)- sprężyny MoCnO wysłużone. Dlatego skrzypiało w nim wszystko. Nawet małe ruchy wywoływały hałas, A -(KG*W)- co dopiero zamaszyste dźgnięcia dyrektora. A -(KG*W)- przy takich, oparcie łóżka uderzało w ścianę.
— Marta była przekonana, ŻE sąsiedzi wszystko słyszą, WyObRażAłA ich sobie z kubkami przyłożonymi do ściany. Choć przy takiej donośności hałasu łóżka, kubeczki ZdAwAłY SIĘ zbędne.
— Chyba te same myśli ZaKoŁatAłY SIĘ w głowie urzędnika.
— Jęcz paniusiu ! Jęcz głośniej lubię jak kobita stęka donośnie.
— Martę, i tak podnieconą, polecenie Ptaka zawstydziło, ale też podekscytowało. Posłuchała się. Wkrótce JeJ jęki DoRóWnYwAłY skrzypieniu łóżka.
— Aaaaa… aaaa… aaaaa !
— Urzędas był wniebowzięty.
— O taaak ! Tak ! Niech sąsiedzi słyszą ! Niech wiedzą jak pan dyrektor daje do pieca !
— Dziewczyna tymi SłOwAmI była z jednej strony upokorzona wszak CI sąsiedzi widzieli JĄ doskonale wiedzą komu „daje do pieca” dyrektor. Z drugiej strony, zupełnie nie wiedzieć czemu, niesłychanie JĄ to PoDnIeCaŁO. Jeszcze bardziej wytężyła głos. ChCiAłA wyrazić podziw dla Ptaka, jakby po to, żeby to też usłyszeli sąsiedzi.
— Och panie dyrektorze… aaaa… aaa… ależ jest pan męski… ależ aaa…. aaa… energiczny.
— I nie przesadzała. Trudno byłoby oczekiwać tyle witalności od mężczyzny w jego wieku, tymczasem ten miał niespożyte wręcz siły.
— Co, dziwi Cię, ŻE stary ale jary ? Oj dam CI wycisk maleńka! Oj dam! Długo poboli cię psita !
— Marta wciąż czuła NA sobie niemały ciężar otyłego urzędnika, do tego jego ruchy w niej. „Kurcze… mam wrażenie, ŻE on przerżnie MNIE NA wylot…”.
— Aaa…. panie dyrektorze… nie…. aaa… aaa… nie tak mocno.
— Takie prośby wbijały Ptaka w większą dumę.
— Widzisz paniusiu to dlatego ŻE „ptak” jest całkiem spory. A -(KG*W)- dziupla przyciasna ! Ha ha !
— Metafory, słowa kobiety, JeJ jęki, wzmagały jurność dyrektora. PrZyŚpiEsZyŁ.
— Marta pamiętała, ŻE urzędnik nie założył prezerwatywy. Przerażała JĄ myśl, ZE Może wytrysnąć w JeJ pochwie.
— Panie dyrektorze PrOszĘ tylko niech pan uważa żeby nie SkOńCzyĆ we mnie.
— Czuła SIĘ upokorzona tym, ZE Musi o to zabiegać, ale z drugiej strony, OdCzUwAłA z tego powodu dziwny rodzaj PoDnIeCeNiA.
— Jeszcze bardziej PoDnIeCaŁO to Ptaka. „O tak ! SPUŚCIĆ SIĘ tej damulce do CIPECZKI ! To byłoby to ! Taka wytworna paniusia. A -(KG*W)- teraz leży pod nim, rozkłada nogi ! I jeszcze do tego mogłaby przyjąć w psitę jego SPERMĘ ! O tak !”.
— Nie martw SIĘ mała ! Nie WiEdZiAłAŚ, ŻE Ptak może tak całą noc bez WYTRYSKU ?
— W tym momencie, Marta przypomniała sobie słowa Cudzesa o tym, ŻE dyrektor ogląda SIĘ za spódniczkami: „niejednej zmajstrował brzucha !” i aż JĄ zmroziło.
— Wyobraziła sobie, ile to kobiet mogło przewinąć SIĘ przez łóżko dyrektora. Ile z nich potem odkupiło to brzuchami. Już widziała siebie, jak z naprężonym „bębenkiem” przedziera SIĘ przez slumsy...