~K~g~w~ Był WiEcZóR. Mark ObUdZiŁ SIĘ sam W namiocie. W KoŃcU MógŁ SpaĆ SpOkOjNiE, WiEdZąC ŻE wojna JUŻ SIĘ SkOńCzyŁA. PoStAnOwIŁ OdEtChNąĆ ŚwIeŻyM, letnim PoWiEtRzeM. NA NaGiE CIAŁO NaRzUciŁ PrZeWieWnĄ i LeKkĄ tunikę KoLorU CiEmnEgO. OdSłoNiŁ MaTerIaŁ NaMiOtU SpOgLąDaJąC PrZeD SIEBIE. ParĘ metrów PrZeD NaMioTeM RoZpAlOnE ByłO ognisko. DoOkOłA PoRoZbIjAnYcH ByłO WiElE NaMioTóW dla ŻoŁnIeRzY. WsZyScY ŚwIęTowAlI zwycięstwo. Mark SzEdŁ WoLnyM KrOkIeM PrZeD SIEBIE. PO ChWilI PoDsZedŁ DO NiEgO ŻoŁniErZ i PoWiEdzIaŁ:.
— WsZyStkO GOTOWE KaPitANiE ! .
— ŚwIeTniE. PrOwAdŹ MNIE DO nich.
—— OB0JE DoTaRlI POD SpOrY NaMioT.
— NIE BęDziEsZ MI JUŻ PoTrZeBnY-PoWiEdzIaŁ Mark.
—— MiNąŁ StRażNiKóW i WsTąPiŁ DO ŚrOdkA. WE WnĘtRzU PaNoWaŁ PóŁmRoK. WIDOK ByŁ NiEcOdZieNnY. W DwÓcH rzędach StAłY dziesiątki klatek. W KaŻdeJ klatce MiEśCiłO SIĘ OkOłO CzTerEcH osób. ByłY to NaJcZęŚcIeJ KoBiEtY PoRwAnE ŻE SpLąDrOwaNeJ wioski wroga ZA lasem. Mark PrZeSzEdŁ PoMiĘdzY klatkami DO SpOreJ komórki ZbUdOwAneJ Z desek. Mark WsZedŁ DO ŚrOdkA. PoŚroDkU PoMiEsZcZeNiA StaŁ DUŻY DrEwNiAnY stół, NA KtÓryM LeŻałA NAGA KoBiEtA. ByłA BruDnA i ZaPłAkAnA. NA ścianach PoRoZwIeSzAnE ByłY RóŻnOroDnE NaRzĘdZiA. WiElE ŚwIeC RoZjAśNiAłO pokój. Mark ObSzEdŁ stół PrZyGlĄdAjąC SIĘ KOBIECIE. MIAŁA ONA OkOłO DwUdZiEstU-TrZyDzIeStU lat. JeJ ręce i nogi PrZyWiĄzAnE ByłY DO rogów stołu. DzIeWczYnA CałY CZAS RonIłA łzy. Mark PoŁoŻyŁ JeJ rękę NA łydce i PrZesUwaŁ W GÓRĘ. Niewolnica TrZęSłA SIĘ ŻE StRaChU. Mark DoTarŁ SwOjĄ DłOniĄ DO ŁONA KoBiEtY. ByłO ONE PoKrYtE LiCznYmI WłOsAmI. Mark OdWróCiŁ SIĘ i ZdJąŁ ŻE ŚcIanY nożyce. NiEśWiAdOmA JEGO czynów DzIeWczYnA MóWiłA PrZeZ płacz:.
— PrOszĘ NIE rób TEGO ! WyPuśĆ MNIE !
—— ON ZAŚ UśMiEchNąŁ SIĘ POD NoSeM. ZłApAłA WłOsY ŁONOWYCHWE KoBiEtY W PiĘśĆ i SzArpNąŁ jakby ChCiaŁ JE WsZyStKiE WyRwaĆ. KoBiEtA KrZyKnĘłA Z BólU i ZaŁkAłA. Mark PrZyŁoŻyŁ nożyce DO JeJ KROCZA i ObCiNaŁ DłUgIE JUŻ i PozAWijAnE WłOsY. Pęki JeJ WłOSÓW RzUcaŁ NA PoDłOgĘ. PO ChWilI JeJ MuSzeLkA STAŁA SIĘ LePieJ WiDocZnA. NaDaL JeDnaK ByłA PoKrYtA, KrÓtSzYmI JUŻ WłOsAmI. OdŁoŻywSzY nożyce Mark ZłApAłA ZA BrZyTwĘ. Z ChIrUrgIcZnĄ PrEcyZjĄ PoZbaWiaŁ JeJ SkÓrĘ WłOSÓW. Ogolił JeJ RóWnIeŻ okolice OdBytU, pachy, nogi i CałĄ ReSztĘ. ByłA noc kiedy Mark OdŁoŻyŁ NaRzĘdZiA DO GoLeNiA. PoDsZedŁ DO SWOJEJ niewolnicy od boku i UmIeśCiŁ ŚrOdkOwY palec W JeJ POCHWIE. RoBiŁ to BaRdzO PoWolI. WsZedŁ JUŻ DO końca więc DoŁoŻyŁ JeSzCzE jeden palec. PO ChWilI TrZyMaŁ W JeJ POCHWIE AŻ CzTerY palce. DzIeWczYnA ByłA ZałaMAnA. CzUłA SIĘ PoNiżOnA. JeJ TwArZ ByłA BEZ wyrazu. SpRawIAłA WrAżeNiE ObOjĘtNeJ CO NIE SpOdObAłO SIĘ Markowi. UdErZyŁ JA MoCnO W TwArZ ZoStAwIaJąC CZERWONY ślad. NaWeT NIE SpOjRzAłA NA Marka. PoStAnOwIŁ więc SpRaWiĆ JeJ WiĘkSzY BÓL. WzIąŁ ŻE ŚcIanY ObCęgI, KtÓryMI Z CaŁeJ SiłY ŚcIsNąŁ SUTEK KoBiEtY. Tym RaZeM KrZyKnĘłA GłOśnO. ChCiAłA SIĘ WyRwaĆ lecz NIE MoGłA.
— Masz MI PaTrZeĆ W OCZY ! JeŚlI BęDziEsZ PoSłUsZnA, WyPuSzCzĘ CiĘ.
— NaPrAwdĘ ? — SpYtAłA CiChO.
— OcZywIśCiE ale NaJpIerW MuSisZ NA to ZaSłuŻyĆ. ZrObIsZ dla MNIE WsZyStkO CO BĘDĘ ChCiaŁ.
— Tak.
— A -(KG*W)- Więc MAMY UmOwĘ. Teraz CiĘ OdWiĄżĘ. TYLKO BEZ NuMeRóW.
—— PoLuZoWaŁ więzy NA JeJ kostkach i NaDgArStkAcH. PomÓgŁ WsTaĆ JeJ ŻE stołu. STAŁA przy NIM NiErUchOmO.
— A -(KG*W)- A -(KG*W)- teraz dla MNIE UkLękNiJ.
—— PoSłUszNiE UkLęKłA tak JAK ChCiaŁ.
— WyPniJ SIĘ MoCnIeJ !
—— Kiedy to ZrObIłA ZoBaCzYłA JAK UbRaNiE Marka LąDujE NA PoDłOdzE. Mark ZłApAłA JĄ ZA biodra i NaKiErOwAwSzY SwOjEgO KUTASIKA, WsZedŁ W NIĄ RoZpĘdzOnY. KoBiEtA KrZyKnĘłA Z BólU. Mark WyPeŁnIaŁ JeJ CałY OdByT. ZłApAłA JĄ ZA PIERSIĄTKA i WłOsY i PosUwAŁ JA NiEpRzEjĘtY. Z JeJ OdBytU MałĄ StRóŻkĄ WyCiEkAłA krew. NiEwZruSzOnY tym widokiem RUCHAŁ JA NaJsZyBcIeJ JAK MógŁ. PO ChWilI SpUścIŁ SIĘ W JeJ KaKaOwE oko. Gdy Z NIEJ WySzEdŁ, Z JeJ TyŁkA WyPłYwAłO PeŁnO BIAŁEgO NASIENIA. ObSzEdŁ JĄ Z DrUgIeJ StRonY i UnIósŁ GłOwĘ TrzYmAJąC ZA WłOsY.
— OtWórZ GrZeCzNiE USTA-PoWiEdzIaŁ.
—— Gdy TYLKO to ZrObIłA, ZaPcHaŁ JeJ GaRdłO BrUdNyM od SPERMY ZmiEsZaNeJ Z krwią PTASZKIEM. KrZtUsIłA SIĘ JEGO GrUbYM KUTASIKIEM A -(KG*W)- Z JeJ OczU PłYnĘłY NowE łzy. TrWałO to KiLkA minut PO CZYM ByłA ZmUszOnA PoŁkNąĆ ŚwIeżĄ PoRcjĘ SPERMY.
— ByŁaŚ BaRdzO GrZeCznA. ChCiAłAbyŚ JUŻ StąD WyJśĆ.
— Tak.
— MaM dla CiEbiE PrOPoZyCjĘ. DoPrOwAdŹ MNIE DO ORGAZMU JAK NaJsZyBcIeJ i BęDziEsZ WoLnA.
— DoBrzE.
—— SzyBkO ZłApaAłA ZA JEGO PrĄciE ChCąC MU ZwAliĆ KoNiA.
—— Ale ale...ChcĘ ŻeByŚ to ZrObIłA POCHWĄ.
—— Mark PoŁoŻyŁ SIĘ NA PlEcAcH NA stole i PoWiEdzIaŁ:.
— ChOdŹ ZaNiM SIĘ RoZmyŚlĘ.
—— DzIeWczYnA WeSzłA NA stół NaDzIeWaJąC SIĘ NA JEGO PałĘ. ByłA BaRdzO słaba i TrAcIłA SiłY JUŻ PO DwÓcH MiNutAcH UjEżDżAniA Marka.
— SzYbcIeJ ! .
— NIE MogĘ. NIE MaM SiłY.
— Niech będzie. TrOchĘ CI PoMogĘ.
—— ZłApAłA JĄ ZA biodra i BaRdzO SzyBkO MaChAł SwOimI BiOdrAmI W GÓRĘ i W DÓŁ. PO ChWilI ObJąŁ JA MoCnO i SpUścIŁ SIĘ W JeJ CIPECZKĘ. ZeSzłA ZE stołu i PoWiEdZiAłA.
— ObIeCaŁeŚ MNIE WyPuśCiĆ.
— OcZywIśCiE. MoŻesZ JUŻ IŚĆ.
—— PoGoDzIłA SIĘ ŻE SwOjĄ NAGOŚCIĄ i WysZłA Z NaMiOtU A -(KG*W)- ZA NIĄ Marek. DoOkOłA KrZąTalI SIĘ PiJanI ŻoŁnIeRzE. Ich WzRoK SkUpiŁ SIĘ NA NaGiEJ KOBIECIE.
— Radziłbym CI UcIeKaĆ, bo SĄ SpRaGniEnI KoBiEcEgO CIAŁA.— PoWiEdzIaŁ Z UśMiEcHeM Marek.
—— DzIeWczYnA SZŁA PrZeD SIEBIE. ZoRieNtOwAłA SIĘ ŻE ŻoŁnIeRzE idą W JeJ KiErUnkU. ZE StRaChU ZaCzĘłA biec A -(KG*W)- ZA NIĄ dziesiątki MęŻczYzN. PO KiLkU metrach PowAlIlI JĄ NA ziemię ABY JAK NaJsZyBcIeJ JĄ PoSiĄśĆ. Marek ŚmIaŁ SIĘ SłYsZąC JeJ płacz i ich ŚmIeChY. Sam WrÓciŁ WcIąŻ NAGI DO NaMiOtU ABY ZaJąĆ SIĘ SwOimI NiEwOlNicAmI...