⬅ Powrót

Pamiętnik Marty - taxi

~K~g~w~ To była dziwna przejażdżka taksówką. Fakt, zamówiłam JĄ NA baaardzo długą trasę, bo z Warszawy aż do wioski, gdzie mieszka moja koleżanka, ale dopiero gdy DoTarLiŚmY do lasu przed tą miejscowością, DoWiEdZiAłaM SIĘ, ŻE to będzie tak astronomiczna suma za podwózkę. - PrOszĘ pana… ale JA nie mam tyle pieniędzy! Niech pan weźmie to pod uwagę! - No więc on wziął to pod uwagę.  
— Masz paniusiu szczęście, ŻE jesteś ładną i taką elegancką dupencją! Odpuszczę CI rachunek, jak MI obciągniesz.
— Co PrOszĘ ? JA SIĘ chyba przesłyszałam! – ByŁaM potwornie oburzona. - „Co za wulgarny cham!”  
— Damulko nie dramatyzuj, tylko albo teraz MI dajesz kasę, albo MI possiesz PTASZKA !
- Masz paniusiu szczęście, ŻE jesteś ładną i taką elegancką dupencją! Odpuszczę CI rachunek, jak MI obciągniesz.
— Co PrOszĘ ? JA SIĘ chyba przesłyszałam! – ByŁaM potwornie oburzona. - „Co za wulgarny cham!”  
— Damulko nie dramatyzuj, tylko albo teraz MI dajesz kasę, albo MI possiesz PTASZKA!  
— A JA przecież nie miałam pieniędzy… Jeszcze trochę SIĘ PrÓboWaŁaM targować… ale bez skutku.  
— Zaproponowałam, ŻE pójdę do domu i stamtąd przyniosę pieniądze, ale on nie chciał o tym słyszeć.
— Jasne, pójdziesz i tyle cię będę widział, ani kasy ani obciągania. Nie ma nawet mowy !
— Wyczuwałam, ŻE staje SIĘ agresywny. Z jednej strony MNIE to przerażało, ale z drugiej, jakoś bardzo ekscytowało. Podobnie jak cała TĄ sytuacja, jak to ZE Miałabym WzIąĆ do UST PTASZKA nieznajomego mężczyzny... taksiarza.
— Wyczuł zawahanie w moim GłoSiE, A -(KG*W)- pewnie jeszcze bardziej mój strach.
— Wyszedł z auta, OtWorZyŁ MI drzwi i WyCiĄgNąŁ MNIE siłą.  
— Protestowałam:.
— Ależ co pan robi !
— A jednak jakaś siła nie kazała MI SIĘ zbyt MoCnO opierać. PoZwOlIłAm SIĘ sprowadzić najpierw do pozycji "kucającej".
— Wkrótce, kucając przed tym draniem, który szybko rozsunął ROZPOREK, ZoBaCzYłaM, jak przed MOJĄ twarzy pręży SIĘ jego, całkiem niemałych rozmiarów, kutas.
— Cholernie MNIE to PoDnIeCaŁO... cholernie...  
— Natychmiast sobie przypomniałam sytuację, gdy jako StUdEnTkA klęczałam kiedyś, także w lesie przed moim chłopakiem, który wywiózł MNIE NA randkę "na ŁONOWYCH natury", właśnie tylko po to, żebym mu ZrObIłA laskę, bo wiedział, ŻE NA "przespanie SIĘ z nim" nie zgodzę SIĘ jeszcze. Ależ przeżywałam wówczas tamtą sytuację...  
— Ale teraz przeżywałam nie mniej, przecież to nie był żaden mój chłopak, ale obcy mężczyzna... taksówkarz.
— W dodatku to było nieopodal wioski, w której trochę osób MNIE jednak znało.
— Ależ SIĘ wstydziłam !
— Ale, im bardziej SIĘ wstydziłam, tym bardziej PoDnIeCaŁam.
— ---------------------------------------------------.
— Prosiłam go:.
— Nie... nie... PrOszĘ.
— Ale on jedną ręką trzymał MNIE za głowę, A -(KG*W)- drugą ujął swego ŻoŁnIeRzA i przystawił do MOJEJ twarzy. Jakby po to, żebym SIĘ NA niego bardziej napatrzyła. Dotykał nim do moich policzków, A -(KG*W)- nawet przejechał SIĘ po moich oczach, demonstrując jego zaskakująco dużą główkę.  
— Jak CI SIĘ podoba? - Dopytywał z uśmiechem NA twarzy, PaTrZąC z góry MI w oczy.
— Boże... — Szeptałam przerażona. - Ależ on wielki.
— Czułam, ŻE takie wychwalanie jego instrumentu podnieca jego, ale... i mnie.
— Wreszcie zjechał nim pod MOJĄ brodę, by unieść nim MOJĄ głowę, bym jeszcze bardziej patrzyła mu w oczy.
— Gdy tak MNIE sobie ułożył, najechał swym berłem NA MOJE usta, suwał SIĘ w prawo i w lewo, jakby starał SIĘ rozmazać MI szminkę. A -(KG*W)- rzeczywiście nałożyłam JeJ chyba zbyt dużo... Dlatego faktycznie JĄ rozmazał.
— Potem ZaCząŁ nim NaPiErAć NA MOJĄ buzię, PoKaZuJąC, ŻE chce SIĘ dostać do środka. Wzbraniałam SIĘ i trzymałam USTA zaciśnięte mocno. PoDnIeCaŁO MNIE to, ŻE tak NA nie NaPiErA.
— Zaczął robić to jeszcze silniej. Wtedy znów zaprotestowałam: - Nie... PrOszĘ... nie.
— Ale on tylko NA to czekał, WyKoRzYsTaŁ ten moment, żeby wjechać swym palem prosto w MOJĄ buzię.
— Prosiłam go:.
— Nie... nie... PrOszĘ.
— Ale on jedną ręką trzymał MNIE za głowę, A -(KG*W)- drugą ujął swego ŻoŁnIeRzA i przystawił do MOJEJ twarzy. Jakby po to, żebym SIĘ NA niego bardziej napatrzyła. Dotykał nim do moich policzków, A -(KG*W)- nawet przejechał SIĘ po moich oczach, demonstrując jego zaskakująco dużą główkę.  
— Jak CI SIĘ podoba? - Dopytywał z uśmiechem NA twarzy, PaTrZąC z góry MI w oczy.
— Boże... — Szeptałam przerażona. - Ależ on wielki.
— Czułam, ŻE takie wychwalanie jego instrumentu podnieca jego, ale... i mnie.
— Wreszcie zjechał nim pod MOJĄ brodę, by unieść nim MOJĄ głowę, bym jeszcze bardziej patrzyła mu w oczy.
— Gdy tak MNIE sobie ułożył, najechał swym berłem NA MOJE usta, suwał SIĘ w prawo i w lewo, jakby starał SIĘ rozmazać MI szminkę. A -(KG*W)- rzeczywiście nałożyłam JeJ chyba zbyt dużo... Dlatego faktycznie JĄ rozmazał.
— Potem ZaCząŁ nim NaPiErAć NA MOJĄ buzię, PoKaZuJąC, ŻE chce SIĘ dostać do środka. Wzbraniałam SIĘ i trzymałam USTA zaciśnięte mocno. PoDnIeCaŁO MNIE to, ŻE tak NA nie NaPiErA.
— Zaczął robić to jeszcze silniej. Wtedy znów zaprotestowałam: - Nie... PrOszĘ... nie.
— Ale on tylko NA to czekał, WyKoRzYsTaŁ ten moment, żeby wjechać swym palem prosto w MOJĄ buzię...
⬅ Powrót