⬅ Powrót

Nie do końca gwałt

~K~g~w~ Nieznośny promyk porannego czerwcowego słońca PrZeŚlIzgNąŁ SIĘ PO TwArzY Judyty BuDząC JĄ ŻE snu. SpoD OzDoBiOnYcH DłUgImI CZARNYMI RzĘsAmI powiek NiEśMiAłO WyJrZałY ZiElOnE oczy. RoZeJrZałA SIĘ OsZoŁoMiOnA PO panującym W PoKojU bałaganie. JeJ WzRoK SpOcZąŁ NA StOjąCyM przy ŁóŻkU zegarku. ZA pół GoDzInY ZaCzyNaŁA SIĘ PiErwSzA lekcja. BóL GłOwY i DzIwnE UcZuCiE W żołądku PrZyPoMnIałO JeJ o tym ŻE od 2 dni NIE jadła (za to PiŁA DUŻO – TaNiEgO wina). MIAŁA taki CuDoWnY, sen. KOCHAŁA SIĘ Z nim, ByłO tak NAMIĘTNIE, iiii SIĘ ObUdZiłA, ChCiAłA SzyBkO WsTaĆ Z ŁÓŻKA, lecz zaplatała SIĘ W PrZeŚcIeRaDłO i RuNęłA niezgrabnie NA PoDłOgĘ.
— Judyta bezwartościowa kupo tłuszczu OgArNiJ SiĘ. – MaMroTałA. WsTaJąC, ZeBrAłA LeŻącE NA PoDłOdzE UbRaNiA: CzArnĄ BlUzkĘ Z DUŻYM dekoltem, TEGO SaMegO KoLorU rajstopy i SwOjĄ UlUbiOnĄ SpÓdNicZkĘ W szkocką kratę.
— UbIeRaJąC SIĘ ZeRknĘłA W WiSząCE NA ŚcIaNiE DużE lustro. NiEnAwIdZiŁeM SIEBIE, NIE PoDobAłA SIĘ SoBiE. NIE MIAŁA PrZyJacIóŁ ZA to BaRdzO niską samoocenę, 17-lat, CzArnE WłOsY SiĘgaJąCE ZA łopatki (obecnie W nieładzie, CO W ZeStAwIeNiU Z wręcz BlAdĄ cerą i RoZmAzAnYM MaKiJaŻeM NaDaWałO JeJ NIECO szaleńczy WyGląD) i grzywkę ZaSłaNiAjĄcĄ pół TwArzY, PIERSIĄTKA rozmiar C, 175 WzRoStU, WażYłA OkOłO 65 kg.
— Wielu chłopców UwAżAłO JĄ ZA NaWeT ŁaDnĄ, JeDnaK NIE ChCiAłA MieĆ chłopca. (Więc StArAłA SIĘ odpędzić ich swym NIECO MrOczNyM wizerunkiem. ).
— ChCiAłA MęŻczYzNY, TaKiEgO by SIĘ NIĄ zaopiekował, zapełnił PuStkĘ, ByŁ JAK ojciec, KtÓrEgO NIE ZnAłA i ZaPeWnIŁ bezpieczeństwo, JaKiEgO BrAkOwAłO przy matce alkoholiczce. Gdy sznurowała glany DoTaRłO DO NIEJ ŻE dziś PoNiEdzIaŁeK A -(KG*W)- W poniedziałki PiErwSzY jest angielski. OgArnĘłA JĄ PaNikA – WyGlĄdAłA JAK straszydło, A -(KG*W)- PrZecIeŻ angielskiego uczy ON!.
— O MÓJ NiEiStNiEjĄcY Boże ! MuSzĘ SIĘ DoPrOwAdZiĆ DO stanu używalności ! –
— RzUcIłA SIĘ W KiErUnkU ŁaZiEnkI, odkręciła ZiMnĄ wodę i W pośpiechu UmyŁa TwArZ, ChWyCiłA szczotkę i poczęła RoZcZeSyWaĆ splątane kosmyki, znerwicowana szarpała ZbyT MoCnO i WyRywAłA niektóre. ZrEzYgNowAłA, więc Z DaLszEgO czesania SkUpIaJąC SIĘ NA MaKiJaŻu, PoDkrEśLiŁa OCZY CzArnĄ kredką, PoMaLowAłA USTA NA SwóJ UlUbiOnY CZERWONY KoLoR i WyBiEgłA Z ŁaZiEnkI. JeJ odchudzanie szlag TrAfIŁ. W kuchni LeŻałA torba Z KsIąŻkAmI, A -(KG*W)- Judyta zawsze, gdy SIĘ denerwowała NIE PoTrAfIłA obojętnie PrZeJśĆ obok lodówki.
– NIE MogĘ SIĘ SpÓźNiĆ, NIE MogĘ, NIE NA angielski, NIE DO pana Marka. — PoWtArzAłA PędZąC DO szkoły. DoChOdzIłA 8, biegnąc PO ScHodAcH BłAgaŁA W DuChU by dziś RóWnIeŻ nauczyciel SIĘ spóźnił.
— Ziemkiewicz Andrzej !
– Obecny !
– No to ZaCzYnaMY. OtWórZcie podręczniki NA StRoNiE 54, tłumaczymy dziś tekst.
— Zamykał JUŻ DzIeŃnik, RoZeJrZaŁ SIĘ PO klasie, OdRzuCiŁ niesforny kosmyk WłOSÓW Z CzOłA.
— (Powinien JUŻ PóJśĆ DO fryzjera, odwlekał to JeDnaK JAK TYLKO MógŁ. LuBiŁ SwOjE WłOsY – BrĄzOwE, SiĘgaJąCE ramion LśNiĄcE loki, ogólnie rzecz BiOrĄC LuBiŁ SwOjĄ aparycje, brodę, KtÓrA SpRawIAłA ŻE WyGlĄdAŁ tak dojrzale, szare oczy, NaWeT SwóJ PENIS, NIE MiaŁ kompleksów NA JEGO PuNkCiE, no może NIE LuBiŁ NiEWiElKiEgO brzuszka, ZaPiSaŁ SIĘ, CO PrAwdA NA karate by GO zgubić i PoPrAwIĆ kondycje, lecz ZaCzyNaŁ PoWolI wątpić W sens tych działań. Wśród uczniów, ZysKaŁ przydomek Kung-Fu Pandy, NIE denerwowało GO to. W czasach, gdy sam ByŁ uczniem NaZywAny ByŁ MNIEJ PiEsZcZoTliWiE. ).
— JEGO WzRoK SpOcZąŁ NA PuStyM MiEjScU W PiErwSzEJ ławce. BrAkOwAłO Judyty. CiEkAwY, CO MoGłO JeJ SIĘ StaĆ, ZaWszE ByłA ObEcnA NA JEGO LeKcjAcH. LuBiŁ JĄ, PrAgNąŁ. TAKA CiChA i ZaWszE PaTrZyłA NA NiEgO, gdy MóWiŁ. ChOcIaŻ WyDawAłO SIĘ, iż CzAseM BłąDzIłA GdZieŚ MyŚlAmI. Te JeJ oczy. Takie ZiElOnE, rzadko WiDoCznE zza DłUgIeJ grzywki, UwIeLbIaŁ, gdy MyLiŁA SIĘ W wymowie JaKiEgoŚ SłóWkA, ProSiŁ JĄ wtedy by PoWtÓrZyłA JE KiLkA razy, NaPaWaŁ SIĘ wtedy JeJ NIECO WyStRaSzOnyM WzRoKieM, ChCiaŁbY móc SpOjrZeĆ JeJ GłĘbOkO W oczy, utonąć W nich. RoZmyŚlANiA PrZeRwaŁO MU energiczne OtWarCiE DrZwI.
– PRZEPRASZAM BaRdzO ZA spóźnienie ! Wiem ŻE to brzmi głupio, ale ZaSpAłaM.
— JeDnaK PrZysZłA, STAŁA W DrZwIAcH zmieszana, OdDyChAłA SzyBkO, JeJ PIERSIĄTKA FaLowAłY RyTmIczNiE, (na PeWnO MiAłY IdEaLnY KsZtAłT, MA jasną cerę WięC pewnie RÓŻOWE SuTeCzkI), A -(KG*W)- CZERWONE USTA ŁaPcZyWiE łapały PoWiEtRzE. WsTyDził SIĘ sam PrZeD SobĄ tego, CO CzAseM o NIEJ MyśLaŁ. NIE wolno MU ByłO. nauczyciel ZaFaScYnOwAnY uczennicą, to SkAnDaLicZnE i NiEmOżlIwE, ONA MłOdA ŁaDnĄ. PO CO JeJ TrzYdziestoparoletni facet ? NiEdłUgO jakiś smarkacz sprzątnie MU JĄ sprzed NosA i będzie obłapiał NA PrZeRwAcH, WpYcHaŁ JĘZYK MiĘdzY te WiŚnIowE USTECZKA, A -(KG*W)- ON będzie SIĘ temu PrZyGląDaŁ i ZaStAnAwIaŁ, CzEmU NIE urodził SIĘ PóŹnIeJ lub ONA WcZeśNiEJ.
— CiEkAwE, CZY jest DZIEWICĄ.
– SiAdaJ ! Masz JUŻ WpIsAnA NiEoBeCnOśĆ !
— WiedziaŁ ŻE to NIE JeJ wina, JeDnaK NIE MógŁ PoStĘpoWaĆ wobec NIEJ InAcZeJ, ani ONA ani nikt NIE może SIĘ DoMyśLiĆ ŻE budzą SIĘ W NIM JaKieŚ niepoprawne UcZuCiA.
– JeSzCzE, raz PrZePrAsZaM.
– Daj JUŻ SpOkóJ, tracimy CZAS !
— DlaCzEgO jest wobec NIEJ taki OsTrY ? ByŁ PrZecIeŻ SpOkOjNyM CzŁoWiEkIeM, ZaWszE nad SobĄ PaNoWaŁ, MiaŁ niespisanie ZaSadY, KtÓrYcH przestrzegał. StaRaŁ SIĘ PoStĘpoWaĆ uczciwie. Może, DlAtEgO NaDaL ByŁ sam ? Nie, to ByłY JeDyNiE PoZorY. W GłĘbI DuSzY NaDaL CzuŁ SIĘ JAK ten MłOdY niesforny chłopak, KtÓryM ByŁ KiLkAnAśCiE lat temu. ByłO to RóWnIeŻ JeDnyM Z PoWoDóW, dla KtÓrYcH ZoStaŁ nauczycielem. Utożsamiał SIĘ Z uczniami, NIE ChCiaŁ KoŃczYĆ szkolnego ŻyCiA. CO PrAwdA teraz NIE ByŁ JUŻ uczniem – to ON PrOwAdZiŁ lekcje, JeDnaK, gdy SłYsZaŁ dźwięk dzwonka MiaŁ OcHotĘ RzUciĆ DzIeŃnik W kąt i wybiec NA przerwę, OpOwIaDaĆ dwuznaczne ŻaRtY i PoDrYwAć DzIeWczYnY takie JAK Judyta. ONA budziła W NIM JaKieŚ ZwIeRzĘce instynkty, MaRzYŁ o JeJ DoTykU – gdy WiEcZoReM KłAdŁ SIĘ SaMotNiE DO ŁÓŻKA, ŚnIłO o NIEJ – to ByłY ZaWszE PrZePeŁniOnE erotyzmem sny.
– PrZePrAsZaM. – Bąknęła KoLeJnY raz SiAdaJąC W ławce. ByłA zła NA SIEBIE, tak BaRdzO ZaLeżAłO JeJ by być DoBrzE postrzeganą PrZeZ pana Marka. SpOjRzAłA NA NiEgO. Pisał CoŚ NA tablicy, JaKieŚ NiEznAnE JeJ JeSzCzE SłóWkA, ale to ByłO dla NIEJ nieistotne. SpOsóB, W jaki TrZyMaŁ kredę… JEGO DłUgIE SmUkłE PaLcE i ZaDbAnE równiutkie PaZnOkCiE. JEGO DłOniE tak BaRdzO JĄ PoDnIeCaŁY.
— MaRzYłA o tym by PoCzuĆ ich DOTYK NA SWOJEJ SkÓrzE. ABY te PaLcE wsunęły SIĘ W JeJ WILGOTNE WnĘtRzE, lub ZaCiSnĘłY NA SuTkAcH SpRawIAJąC CuDoWnY LEKKI BÓL. Wtulić SIĘ W JEGO SzErOkIE ramiona, PoCzuĆ BlIskOśĆ, PrZyŚpIeSzOnY OdDecH. FaNtAzJoWaŁa o nim, gdy ZaBawIaŁA SIĘ sama. UkŁaDałA SoBiE dziesiątki scenariuszy o tym JAK WsPaNiAlE i romantycznie MógŁbY WyGlĄdAĆ JeJ PiErwSzY raz, WłAśNiE Z nim. NaMięTnE pocałunki.
– Pani Judytko ! Pani NaDaL śpi ? Dzień DoBrY, CZAS JUŻ SIĘ ObUdZiĆ !
— Obiekt fantazji ZmAtErIaLiZoWaŁ SIĘ. StaŁ nad NIĄ OpIeRaJąC SIĘ o JeJ ławkę. NaJwYrAźnIeJ zadał JeJ WcZeśNiEJ JaKieŚ PyTaNiE. Może NaWeT ZnAłA odpowiedź. Lecz jaka ByłA treść pytania ?
– O-ojej… J-aa…ZamyśliłaM SIĘ troszeczkę… MógŁbY pan PoWtÓrZyĆ PyTaNiE ?
– MogĘ. I powtórzę JE pani, ale PO LeKcjAcH. W TEJ sali. WydAjE MI SIĘ ŻE NIE MA pani PoJęCiA o tym, CO omawiamy NA lekcji, NIE dopuszczę by MIAŁA pani zaległości.
— W JEGO GłoSiE WyCzUłA ironię PO klasie PrZeTocZyŁ SIĘ NIECO szyderczy śmiech. CzEmU ON tak nade MNĄ CiĄglE stoi?- No JaSnE. Rano W pośpiechu NIE ZaŁożYłA STANIKA, A -(KG*W)- MIAŁA DośĆ SpOrY dekolt. PoLicZkI PoKryŁ JeJ rumieniec WsTydU. WyPrOsToWałA SIĘ i ZaCzĘłA ZbIeRaĆ książki. nauczyciel WrÓciŁ NA SwOjE miejsce ZA biurkiem, ZdĄżYłA ZaUwAżyĆ ŻE JEGO SpoDniE MiAłY JaKieŚ WyBrZuSzeNiE W OkOlIcY KROCZA i zawstydziła SIĘ JeSzCzE BaRdzIeJ. ZaJęCiE JUŻ DoBiEgAłY końca. JAK WłAśCiWiE MoGłA CałY CZAS FaNtAzJoWaĆ ? PoWiNnA SIĘ WzIąĆ ZA SIEBIE. JAK tak DaLeJ PóJdZiE PoPaDniE W obsesje.
— Reszta lekcji UpŁynĘłA JeJ NA FaNtaZjAcH i przywoływaniu W MyŚlAcH uśmieszku, KtÓrY MaLoWaŁ SIĘ NA JEGO TwArzY, gdy POCHYlAŁ SIĘ nad NIĄ i ten CZŁONEK wybrzuszający SpoDnIE. JAK to WsZyStkO głupio WySzłO, A -(KG*W)- ONA MA TAM teraz DO IŚĆ i PoWtaRzAĆ JaKieŚ SłóWkA.
— ByŁ NiEsPokoJnY. RÓŻNE MyŚlI KrĄżYłY MU W głowie, gdy PrOwAdZiŁ lekcje Z JeJ klasą. CO będzie, gdy ZoStAnĄ SAMI ? Te UcZuCiA, KtÓrE W NIM budziła, takie DO NiEgO niepasujące. StAwaŁ SIĘ PrZeZ NIĄ erotomanem. JAK SIĘ NIE OpAnUjE ? ŻE ZdZiWieNiEM DoSzEdŁ DO wniosku ZE MA to GdZieŚ. Jest OkaZjA. Tak DłUgO MaRzYŁ by ZoStaĆ Z NIĄ sam NA sam – PrZecIeŻ SAMA MNIE bezczelnie PrOwOkUjE. NIE ZaŁożYłA STANIKA i MyŚlI ŻE DzIękI temu ujdzie JeJ płazem NIE UwAżAniE NA ZaJęCiAcH. CałY CZAS CzUjE NA SoBiE JeJ WzRoK, ale ZaMiAsT SłUcHaĆ jest jakaś nieobecna.
— SERCE WaLiłO JeJ JAK OsZalAłE. – SpOkOjNiE TYLKO powtórzy CI to, CO NA lekcji, A -(KG*W)- PoTeM WyJdZiEsZ Z TEJ sali tortur i WsZyStkO będzie NoRmAlNiE. — TłUmAczYłA SoBiE W MyŚlAcH, JeDnaK NiEwiElE to DaWałO, nogi MIAŁA JAK Z waty. JAK zwykle, gdy ByŁ GdZieŚ W pobliżu.
— RoZlEgŁO SIĘ niepewne PuKaNiE DO DrZwI.
– PrOszĘ !
— ZdEnErWowAnA ZaJrZałA NiEśMiAłO DO klasy. ZoBaCzYłA GO tuż PrZeD SobĄ i WpAtRuJąCegO SIĘ W NIĄ DzIwnYM WzRoKieM. OgArNąŁ JĄ jakiś DzIwnY NiEpoKóJ. – GłuPiA, ON CI SIĘ PoDobA i WyObrAżAsZ SoBiE niewiadomo, co. To TYLKO TwóJ nauczyciel. KaZaŁ CI PrZyJśĆ tu, bo NIE ByŁaŚ SkUpiOnA NA ZaJęCiAcH.
– JeSteM, PRZEPRASZAM ZA to poranne spóźnienie, PO PrOstU ZaSpAłaM, A -(KG*W)- PoTeM.
– WyStArCzY. PoDeJdŹ DO tablicy.
— Zamkną ZA NIĄ DrZwI, CiChO PrZekRęCiŁ, klucz i ScHoWaŁ DO WeWnĘtRzNeJ kieszeni marynarki.
— Judyta NIE ZaUwAżYłA NiCzEgO, ZwYcZajNiE PoŁoŻyŁA torbę Z KsIąŻkAmI NA SwOiM MiEjScU i PoDesZłA DO tablicy. nauczyciel W tym czasie PoDsZedŁ DO okna i ZaCząŁ ZaSłaNiaĆ rolety, PrZeZ KtÓrE DO klasy lało SIĘ GoRącE czerwcowe SłOńcE.
– NIE LuBiĘ TEGO CaŁegO upału…No DoBrzE WEŹ SoBiE kredę, jest W DOŁNEJ szufladzie BiUrkA.
— Dziewczyna ScHyLiłA SIĘ W PoSzUkiWaNiU kredy. Pan Marek IdąC W JeJ KiErUnkU PoWolI RoZwIąZaŁ krawat. ByŁ PODNIECONY. Sam NA sam Z ucieleśnieniem SwOicH ErOtYcZnYcH SłóW. NIE WyTrZyMaŁ PoDsZedŁ DO NIEJ i PoGłAsKaŁ PO WyPiĘtYcH W JEGO StRonĘ PoŚlAdkAcH. ZaSkoCzOnA Judyta BłYsKaWiCzNiE WyPrOsToWałA SIĘ.
– CO pan WyPraWiA ! ? – KrZyKnĘłA NIECO ZaŻeNowAnA. PcHnąŁ JA NA biurko, WyKrĘciŁ DO TyłU oraz skrępował ręce krawatem.
– SpOkOjNiE ! NIE krzycz i NIE szarp SIĘ to nic ZłEgO CI NIE ZroBiĘ.
– BĘDĘ KrZycZeĆ ! ZaRaZ KtoŚ tu PrZyBiEgNiE, ZoBaCzY to i … Aaa !
— DoStAłA Z pięści W TwArZ. OsZoŁoMiOnA PoCzUłA smak KRWI i JAK oprawca WpYchA JeJ W USTA gąbkę DO ścierania tablicy. ZaKrZtUsIłA SIĘ pyłem kredy, lecz NIE MoGłA wypluć prowizorycznego knebla. WyDoByłA Z SIEBIE KiLkA DzIwnYcH ZdUsZonYcH JęKóW.
– Puchm mhnie hulwynu.
— Wyobraźnia PoDsUwAłA JeJ RÓŻNE romantyczne scenariusze zbliżenia, JeDnaK o CzYmŚ takim NiGdY NIE MyŚlAłA. ZdEnErWoWaNiE i strach jakby UsTęPoWaŁy uczuciu PoDnIeCeNiA. ChCiAłA GO KoPnąĆ MIAŁA PrZecIeŻ glany. JeDnaK SpAraLiŻoWaŁ JĄ strach ZoBaCzYłA ŻE TrzYmA W ręku scyzoryk. W walce Z DUŻO WiĘkSzyM od NIEJ SiLnyM MęŻcZyZnA NIE MIAŁA szans. Bała SIĘ BólU WięC PoStAnOwIłA PO PrOstU SIĘ OdDaĆ, Z NaDziEjĄ ŻE gdy ZrObI WsZyStkO, CzEgO od NIEJ zażąda będzie MoGłA SpOkOjNiE WrÓciĆ DO DomU. RoZcIąŁ JeJ sznurówki i ŚcIąGnąŁ buty. PoTeM PrZysZłA kolej NA rajstopy.
– MyŚlAłAŚ ŻE takie kuszenie losu ujdzie CI NA sucho MałA ?
— MóWiŁ PoWolI, przecinając MaTerIaŁ coraz BlIżeJ KROCZA, JEGO GłoS DrŻaŁ Z PoDnIeCeNiA. WbIłA ObOjĘtnY WzRoK W ŚcIanĘ. NIE ChCiAłA WiDzIeĆ TEGO JAK JĄ rozbiera. WoLałA by ZrObIŁ to SzyBkO, TĄ JEGO powolność i ZaBawA StRacHeM JĄ denerwowała.
— PoTrZąSnĘłA przecząco GłOwĄ. RzUciŁ JUŻ bezużyteczne rajstopy W kąt. ZaCiSnĘłA UDA, WięC TYLKO PoKiWaŁ GłOwĄ Z powątpiewaniem i PocZąŁ RoZpiNaĆ guziki koszuli, KtÓrA WyLąDowAłA obok ReSzTeK rajstop. WsZyScY ZaWszE MyŚlĘlI o NIM „Miły SpOkOJnY facet” A -(KG*W)- teraz MiaŁ PrZeWagĘ, RoZpInAjĄC pasek PaTrZyŁ triumfalnie NA SwOjĄ skrępowaną ofiarę.
– Szkoła PoWolI pustoszeje nikt NAS PrZyŁaPiE.
— ŚcIąGnąŁ KoSzUlE, WyLąDowAłA obok ReSzTeK rajstop.
– Masz BaRdzO ZgRaBnE NÓŻKI i TAKĄ jaśniutką cerę, ZaWszE ByŁeM CiEkAwY JAK WyGlĄdAjĄ TwOjE SuTeCzkI wiesz ? UsIądŹ PrZoDeM DO MNIE !
— Smagnął JĄ paskiem, PoCzUłA PiEkĄcY BóL NA pośladku PoJaWiłA SIĘ CzErwOnA pręga.
– Hne lub thak !
— Stęknęła PrÓbuJąC wypluć gąbkę, KtÓrA ByłA PrAwiE W gardle. ŚcIąGnąŁ JeJ SpÓdNicZkĘ. Chyba ZnUdZiłA MU SIĘ ZaBawA nożykiem, ChWyCiŁ JeJ BlUzkĘ i RoZdArŁ. – Boże, jaki WsTyD. – MyŚlAłA PaTrZąC NA StRzĘpY bluzki i ObNażOnE PIERSIĄTKA ŻE StErCzĄcYmI RÓŻOWYMI SUTKAMI. NiEśMiAłO SpOjRzAłA NA NiEgO, tak BaRdzO JeJ SIĘ PoDoBaŁ, dziś ŚnIłA o tym ŻE SIĘ Z NIM kocha, A -(KG*W)- teraz wcale NIE jest tak PrZyJemNiE. PoPaTrzYłA NA ramiona, W KtÓrE JeSzCzE rano ChCiAłA SIĘ wtulić i PoCzUłA ŻE SIĘ PoDniEcA, JEGO MiĘśNiE, JEGO DłOniE, ON CałY, – o KtÓryM MaRzYłA. NiEdłUgO JĄ posiądzie, SPrÓboWałA SIĘ UśMiEcHNąĆ, lecz PrZeZ tkwiącą W USTACH gąbkę, WySzEdŁ TYLKO jakiś DzIwnY grymas.
— ByŁ JUŻ nagi, DośĆ PoKaŹnYcH RoZmIaRóW PENIS PrĘżYŁ SIĘ GoTowY DO DzIaŁaNiA. ONA TYLKO W MaJtEcZKacH, PiErwSzY raz WiDziAłA NaGiEgO MęŻcZyZnĘ. DoTkNąŁ JeJ PIERSIĄTKA, PoWolI ZaCząŁ JE MaSoWaĆ i coraz MoCnIeJ UgNiaTaĆ, JEGO USTA ZbLiŻyŁY SIĘ DO JeJ sutka, PoCzUłA miłe OtUlAjĄcE GO CiEpłO i WiLgoĆ, SsaŁ GO coraz MoCnIeJ, RoZsUnĘłA nogi i PoZwOlIłA by ZdJąŁ JeJ JUŻ NIECO WILGOTNE MaJtEcZkI. UkAzAłA MU WyGolOnE ŁONOWYCH. PoCaŁoWaŁ JĄ JeSzCzE W DrUgĄ PiErŚ.
– BęDziEsZ GrZeCznA to wyjmę CI TĄ gąbkę Z UST, ChCesZ ?
— PoWolI PoKiWaŁA GłOwĄ ByłA PoDnIecOnA. UpOkOrZeNiE, KtÓrE PrZeD ChWilĄ OdCzUwAłA ZaStĄpIłO inne PrZyJemNieJszE UcZuCiE, NIECO radosne. PoPaTrZyŁ JeJ W OCZY i WyJąŁ knebel Z UST.
– PoDobA MI SIĘ pan.
— SzEpnĘłA NiEśMiAłO SpUsZczAjĄC WzRoK. ChCiAłA PoWiEdZIeĆ CoŚ JeSzCzE, ale JeDnĄ RĘKĄ PrZycIąGnĄ JĄ DO SIEBIE, DrUgĄ ZłApAłA ZA WłOsY, NAMIĘTNIE PoCaŁoWaŁ, ZaKrĘcIłO JeJ SIĘ W głowie, PiErwSzY PoCaŁuNeK W JeJ życiu. DUŻO PrZyJemNieJ ByłO MieĆ USTA WyPeŁnIonE JEGO figlarnym JęZykIeM. PrZeSuNąŁ rękę GdZieŚ PO JeJ PlEcAcH i RoZlUźNiŁ więzy.
– CiChO… Teraz zaknebluje CiĘ W NIECO inny SpOsóB, ale TYLKO SpRóBuJ NuMeRóW Z ząbkami to tobie RóWnIeŻ NIE będzie PrZyJemNiE.
– NIE PoTrAfiĘ RoBiĆ TEGO USTAMI.
— ZnóW ZaRuMiEnIłA SIĘ ZaWsTyDzOnA. SpOjrZaŁ NA NIĄ i RoZeśMiaŁ SIĘ.
– WłAśNiE od TEGO MAMY szkołę – żeby uczyć, no JUŻ NA KoLanA !
— Protesty NIE MiAłY sensu, UjĘłA JEGO CZŁONEK lewą RĘKĄ A -(KG*W)- PrAwĄ ObjĘłA GO DeLiKaTniE i PO NIM PrZeSunĘłA.
– NIE MuSisZ być AŻ tak DeLiKaTnA. MoŻesZ SpOkOjNiE ZłApaĆ GO MoCnIeJ. Ale WoLaŁbyM byś WzIęłA GO DO buzi. No DaLeJ !
— Nie MIAŁA InNegO WyJśCiA, LuBiłA smak SwOicH SoCzKóW, ZaWszE ObLiZyWałA paluszki PO ZaBaWiE, MIAŁA NaDziEjĘ ŻE JEGO smak RóWnIeŻ przypaDniE JeJ DO gustu. PoCaŁoWaŁA GłÓwkĘ i NiEśMiAłO WySunĘłA JĘZYK, wcale NIE ByłO to takie StRasZnE, W sumie NaWeT JĄ to PoDnIeCaŁO. ZaCzĘłA LIZAĆ Z coraz WiĘkSzyM ZaAnGaŻowAnIeM. NIE PrZeRyWaJąC NiEpEwNiE SpOjRzAłA NA JEGO TwArZ. Chyba MU SIĘ PoDobAłO, ObSeRwoWaŁ każdy JeJ ruch. JEGO CZŁONEK lśnił od JeJ ŚLINY, NiEśMiAłO i DeLiKaTniE uszczypnęła GO W JĄDRA. Mrukną ZaDoWolOnY.
– WyStArCzY, UsIądŹ NA biurku.
— ZaMiErZaŁ być agresywny, ale CZUJĄC JeJ CiEpłO, niewinność, NIE PoTrAfiŁ JeJ SkRzyWdZiĆ W sercu PoJaWiłA SIĘ jakaś DzIwnĄ nieznana MU DoTąD CzuŁość, ChCiaŁ SIĘ NIĄ ZaOpIeKoWaĆ. Z ReSztĄ gdyby WzIąŁ JĄ BrUtAlNiE MoGłAbY NA NiEgO donieść, A -(KG*W)- W ten SpOsóB może UDA SIĘ to PoWtÓrZyĆ.
— ObjĘłA GO W PaSiE NogAmI, PoCzUłA JEGO CiEpłY, TWARDY PENIS, tuż przy CIPECZCE. NaKiEroWaŁ GO DO JeJ WeJśCiA i MoCnO PcHnąŁ, PocZuŁ OpóR, więc UdErZyŁ JeSzCzE MoCnIeJ i CoŚ jakby W NIEJ PęKłO.
– ByŁaŚ DZIEWICĄ ?
— WsZedŁ W NIĄ CałY i PoWolI ZaCząŁ SIĘ PoRusZaĆ.
-Ajj… Tak.
— Na PoCząTkU CzUłA LEKKI bój, JeDnaK NiEdłUgO PoTeM PoJaWiłO SIĘ PrZyJeMnE WyPeŁnIenie, ZaCzĘłA PoRuSzaĆ BiOdrAmI StAraJąC SIĘ ZsYnChRoNiZoWaĆ ich RuChY. ByłO JeJ DoBrzE, JEGO ręce BłĄdZiłY PO JeJ CiElE, ChWyCiłA SIĘ MoCnO blatu BiUrkA i ZaCzĘłA SzYbcIeJ OdDyChaĆ, PrZyŚpIesZyŁ, CzuŁ ŻE JUŻ jest BlIskO. PoCzUłA JAK StAjĘ SIĘ W NIEJ coraz WiĘkSzY i coraz MoCnIeJ i SzYbcIeJ W NIĄ WcHoDzI, ZaCzĘłA GłOśnO JęCzeĆ. PrZygNiÓtŁ JA CaŁyM swym CiĘżaReM DO BiUrkA, JęKnąŁ.
– Jak, MałA ? PoWiEdZ JAK SIĘ CzUjEsZ ? – WySaPaŁ.
— Miał POD SobĄ JeJ CIAŁO PrĘżĄcE SIĘ i DrŻącE, W UszAcH SłYsZaŁ JeJ JĘKI wydające SIĘ teraz JeDnyM DłUgIM wyciem.
– Oooch… DoBrzE mi, ooo… NIE PrZeRyWaĆj, prooosze…Aaa.
— Maksymalnie PrZyŚpIesZyŁ, ByłO MU BaRdzO DoBrzE, wpił SIĘ W JeJ USTA i PocZuŁ, ZaCiSkAjĄCE SIĘ NA NIM MiĘśNiE JeJ POCHWY.
— WyPełNiŁO JĄ PrZyJeMnE WILGOTNE CiEpłO. DrŻałA NA CaŁyM CiElE, NiGdY NIE MIAŁA tak WsPaNiAłEgO ORGAZM PoDcZaS MASTURBACJI. CO Z TEGO ŻE PrAwiE NIE MoGłA SIĘ RusZaĆ i ByłA PrZyGnIeCiOnA DO BiUrkA, to ByŁ najsłodszy CiĘżaR, jaki MoŻnA dźwigać. WsTaŁ i PoPaTrZyŁ NA nią, LeŻałA NA JEGO biurku, JeJ OCZY lśniły, A -(KG*W)- PoLicZkI i PIERSIĄTKA PoKrYwAł LEKKI rumieniec. ZaCząŁ ZbIeRaĆ LeŻącE NA PoDłOdzE UbRaNiA.
— PozA spódnicą i MAJTKAMI NIE MiAłA, W CO SIĘ UbRaĆ, więc dał JeJ SwOjĄ marynarkę...
⬅ Powrót