⬅ Powrót

Mikołajkowa niespodzianka

~K~g~w~ ZnaLiŚmY SIĘ JUŻ PrAwiE 3 miesiace wirtualnie, PrZeZ maile i RoZmOwY telefoniczne.
— To MiAłO być NaSzE d**gie SpOtKaNiE – takie W ŚwIeCiE realnym. PiErwSzE ByłO NA ZaPoZnAwczą kawę. BaWiLiŚmY SIĘ wtedy wyśmienicie – firt Z KaŻdyM zdaniem i niedopowiedzeniem RoBiŁ SIĘ CoRaZ GOrętszy. UsTaLilIŚmY ŻE koniecznie MuSimY SpOtKaĆ SIĘ W JaKimŚ InNyM, TrOchĘ BaRdzIeJ USTronnym MiEjScU niż kawiarnia W galerii handlowej.
— Od TEGO czasu MinĘłY PrAwiE 3 tygoDniE ZaNiM obojgu UdAłO nam SIĘ ZsYnChRoNiZoWaĆ kalendarze i SwOjE SpRawY.
— Był 5 grudnia, dzień PrZeD Mikołajkami. NA miejsce SpOtKaNiA wyznaczyliŚmY SoBiE parking, niby W centrum miasta A -(KG*W)- JeDnaK TrOchĘ NA uboczu. ZaPaRkoWaŁeM W pobilżu popsutej latarni. PO ChWilI ZoBacZyŁeM JAK dziarskim KrOkIeM ZmIeRzA Justyna W StRonĘ mego auta. Od RazU WsKoCzYłA NA TyŁną kanapę. MusIaŁeM przesiąść SIĘ DO NIEJ.
— MaM coć DlA CiEbiE - RzEkŁeM
— Tak SIĘ SkłAdA ŻE JĄ RóWnIeŻ MaM MałA NiEsPoDzIaNkĘ – OdPaRłA
— I OB0JE SiEgnęliŚmY DO PrEzEnTóW. JaKiE ByłO ZaSkOcZEniE i RaDośĆ gdy OkAzaAłO SIĘ ŻE każde Z NAS KuPiŁo d**giemu nowA Płytę zespołu, o KtÓryM RoZmAwIaLiŚmY PrzY kawie.
— WiDaĆ ZE MAMY PoDoBnY gust – PoWiEdZiAłA Justyna
— NIE DO KOŃCA SIĘ Z TOBĄ ZgOdzĘ, TOBIE SmAkUjE BiAłA kawa A -(KG*W)- JĄ Pijam TYLKO CzArnE. – ŻE ŚmIecHeM JeJ OdParŁeM
— CO DO SmAkU. Hmmm… TO DoPiErO SIĘ ZoBaCzY.
— Mówiąc TO ZbLiŻyłA SwE USTA DO MoIcH i NaSzE JĘZYKI Z PoCząTkU NiEśMiAłO A -(KG*W)- PoTeM CoRaZ BeZcZeLniEj RoZpOczĘłY tanieca DłOniE PoZnaWaŁy KsZtAłTY...
— . NasZYcH CIAŁ. CaŁoWaLiŚmY SIĘ tak Z 10 minut gdy NaGlE Justyna OzNaJmIłA.
— DośĆ, tak DaLeJ być NIE MożE…
— Zamurowało MNIE. NIE WiEdZiaŁeM CZY CoŚ NIE tak RoBiĘ.
— SiEdź i SIĘ NIE RuSzaJ – SzEpnĘłA
— Po CZYM ChWyCiłA MÓJ pasek i SZYBKIM RucHeM ZaCzĘłA GO odpinać. DoBrzE ŻE W minivanie jest SpOrO MiEjScA ZaTeM nic NIE KrĘpoWaŁo JeJ RuChóW. RoZpiĘłA ROZPOREK. CzUłeM JAK BaRdzO NaBrZmiAłY jest MÓJ PENIS. PoGłAdZiŁA GO prze MaTerIaŁ slipek, by ZA ChWilĘ ZsUnąĆ MNIE SpoDniE DO KoLaN. To samo StAłO SIĘ Z MAJTKAMI i nic JUŻ NIE KrĘpoWaŁo NAPRĘŻONEGO PTASZKA. DeLiKaTniE ZaCzĘłA WoDziĆ PO NIM WaRgAmI i JęZykIeM.
— Wprawnym RucHeM OdSłOnIłA GłÓwkĘ i DeLiKaTniE PrZeSunĘłA PO NIEJ KoNiUsZkIeM JĘZYKA. Drażniał SIĘ tak PrZeZ DłUżSzĄ ChWilĘ by NaStĘpNiE WsUnąĆ GO SoBiE CaŁegO DO BUZI i GaRdłA. SaMymI USTAMI PrZesUwAłA PO NIM W GÓRĘ i W DÓŁ. Gdy me BiOdrA ZaCzĘłY SIĘ RyTmIczNiE PoRuSzaĆ A -(KG*W)- OdDecH PrZyŚpIesZyŁ WyPuŚcIłA GO Z cudowej BuzI. ZeRknĘłA NA MNIE oszołomionego TĄ SyTuaCjĄ.
— ChCesZ. WiĘceJ ? ZaMrUczAłA i PrZysSałA SIĘ DO MoIcH kulek. JeDnOczEśNiE MaSuJąC naprężnA PaŁkĘ.
— I ZnOwU WARG GO obięły A -(KG*W)- JĘZYK wyczyniał SzAlOnE harce. CzUłeM ŻE JeSteM NA KrAwęDzI. PrZeDłuŻaŁeM ten MomEnT OcZeKiWaNiA NA krańcową ROZKOSZ. OdDecH ZaCząŁ MNIE SIĘ urywać A -(KG*W)- GłOwA Justyny PrZyŚpIesZyłA RuChY W OkOlIcY mego KROCZA. EkSpLoDoWaŁeM … A -(KG*W)- ONA WySsałA nektar DO ostaniej kropli.
— TeRaZ MogĘ PoWiEdZIeĆ ZE MNIE SmAkUjEsZ Piotrze. – Z UśMiEcHeM OzNaJmIłA.
- WiEsZ co… JA NIE pozwolę ABYŚ ByłA nierówno traktowana. PoŁóŻ SIĘ. TeRaZ JĄ SIĘ TOBĄ ZaJmĘ.
— Ale JA NIE JeSteM PrZyGoTowAnA.
- JAK TO ? MyŚlAłAŚ ŻE TYLKO Ty MNIE PoSmaKuJesz i TylE ?
— NIE SąDziŁA ŻE DlAtEgO DoJdZiE A -(KG*W)- PoCaŁuNkI tak MNIE NaKręCiŁY.
- Nic NIE mów, TYLKO leż i ZsUwAj SpoDnIE.
— Gdy JeJ SpoDniE Z MAJTKAMI ZnAlAzłY SIĘ NA WySoKoŚcI kostek ZaNuRkoWaŁeM PoMiĘdzY JeJ UDA.
— Cała CIPECZKA ByłA W sokach – NaBrZmiAłA i WiLgoTnA. JĘZYK MÓJ PoWolI ŚlIzGaŁ SIĘ PO ZeWnĘtrZnYcH WARGACH. UnIiOsłA LeKkO BiOdrA PoDsTaWiaJąC MNIE SIĘ BlIżeJ ByM JUŻ W KoŃcU DoBrĄł SIĘ DO JeJ ŁECHTACZKI. JA JeDnaK NIE ZaMiErZaŁeM SIĘ ŚpIesZyĆ i DrOcZyŁeM SIĘ DeLiKaTniE JĄ MuSkaJąC i UcIeKaJĄC DO dużych WARG. Me PaLcE RoZcHyLIłY JĄ DeLiKaTniE A -(KG*W)- JĘZYK odnalazł ŁECHTACZKĘ. PrZyŚpiEsZyŁeM TeMpO. OdDecH Justyny ByŁ CoRaZ SzYbSzY i nierówny. No TO teraz Me USTA OdSkOcZyŁY od NIEJ A -(KG*W)- PaLcE WeSzłY W NIĄ Z ImPeTeM. JęKnĘłA.
— DłoŃ PrAcoWaŁA CoRaZ SzYbcIeJ i SzYbcIeJ. WiLgoĆ JeJ ByłA WsZędZiE. CzUłeM ŻE jest CoRaZ BlIżeJ DO ORGAZM, WięC PoNowNiE WrÓciŁeM Z USTAMI DO NaPęCznIaŁEJ CIPECZKI. JeJ BiOdrA WyStrZeLiłY W GÓRĘ, PrZyCiSnĘłA mą GłOwĘ DO SwEgO WZGÓRKA A -(KG*W)- JA ZaSsaŁeM ŁECHTACZKĘ i TylE WARG CO MoGłeM DO ŚrOdkA swej BuzI.
— Krzyku i JęKóW NIE SłYsZaŁeM, bo UDA ZaCiŚniĘtE NA MoIcH UszAcH SkUteCzNiE JE wytłumiły.
— Taaak, SmAkUjEsZ MNIE. – RzEkŁeM.
— CzUjĘ ŻE TO jest PoCzĄteK NiEsAmOwIteJ PrzYjaźni – OdPaRłA.
— Po KwAdRanSiE gdy OcHłOnĘliŚmY już, każde Z NAS Z UśMiEcHeM UdAłO SIĘ W SwOjĄ StRonĘ ZadOwOlOne Z NiEsPoDzIeWaNiEnYcH Mikołajkowych PrEzEnTóW JAkimi SIEBIE obdarzyliśmy...
⬅ Powrót