⬅ Powrót

Hindus w parku

~K~g~w~ Pewnego WiEczOrU WrAcAłaM Z ImPrEzY.
— Był TO ŚrOdeK NocY.
— SzŁaM PrZeZ park.
— Trochę SIĘ BałaM, ale park WyDaWaŁ SIĘ PuStY.
— Wtem CoŚ UsŁySzAłAM.
— OdWróCiŁaM SIĘ PrZerAżOnA, ale TO ByŁ TYLKO kot, KtÓrY SzyBkO UcIekŁ.
— Gdy JeDnaK DaLeJ SzłaM, SAMA i BeZbRoNnA, PoCzUłAM czyjś OdDecH.
— ZamarłaM.
— OdWróCiŁaM SIĘ i ZoBaCzYłaM PrZeD SobĄ Hindusa, KtÓrY WcZeśNiEJ ObSeRwoWaŁ MNIE NA ImPrEziE.
— Miał CzArnE i PrZeRaZajĄcE OczY.
— CzułaM WyRaźNiE, JAK MNIE PrAgNiE.
— SzyBkO RoZpoCzĘłaM rozmowę, ON OcZywIśCiE wdał SIĘ W NIĄ ZE MNĄ.
— SądziłaM ŻE DzIękI temu UDA MNIE SIĘ WyJśĆ Z parku bezpiecznie.
— NA PrzYległej ulicy PO DrUgIeJ StRoNiE StAłY JUŻ domy.
— OkAzAłO SIĘ ŻE ChłOpaK ten jest BaRdzO zabawny i kulturalny.
— W PeWnyM MoMenCiE PoWiEdzIaŁ ŻE TrOchĘ MNIE SIĘ PIERSIĄTKA WyLewAją ŻE STANIKA.
— ZaTkAłO MNIE, ale ŻebY RoZłAdoWaĆ NaPięCiE, UdErzYaŁaM GO PO PrZyJacIeLsku.
— MyŚlAłaM ŻE Uderzę GO W BrZucH, A -(KG*W)- tak NaPrAwdĘ, NIE WIEM NaWeT JAKIM CuDeM ZnAlAzłA SIĘ TAM MOJA RękĄ.
— UderzyłaM W JEGO SzErOkIegO PTASZKA.
— PoCzuŁaM CałY KsZtAłT WyRaźNiE POD MaTerIaŁeM JEGO SpoDnI.
— Zestresowana ZaCzĘłaM przepraszać, ale ON nic NIE PoWiEdzIaŁ.
— Zastygł i Z OgRoMnyM PoŻąDanIeM WBIŁ WE MNIE WzRoK.
— ZobAcZyłaM JAK PoWolI JEGO masywny PTASZEK PoDnOsI SIĘ DO GÓRY.
— ChłOpaK CałY SIĘ NaPręŻyŁ I ZaCząŁ CiĘżkO OdDyChaĆ.
— ZnóW PrZyPoMnIaŁaM SoBiE DOTYK JEGO PTASZKA.
— Był ON GłAdKi, TrOchĘ TWARDY i BaRdzO PrZyJeMnY W DoTykU.
— Ale i tak NIE MiaŁaM OcHotY GO LiZaĆ.
— Serce WALilo MNIE NiEmIłoSiErNiE.
— BaŁaM SIĘ.
— Hindus TO WyRaźNiE PocZuŁ i NIM SIĘ ObEjRzałaM, BrUtAlNiE ChWyCiŁ MNIE ZA RaMiOnA i WrZuCiŁ W krzaki.
— Nie MiaŁaM NaWeT czasu KrZykNąŁĆ, bo WBIŁ MNIE JĘZYK JaKbY sztylet, GłĘbOkO DO GaRdłA.
— ZaCząŁ MNIE NAMIĘTNIE CaŁoWaĆ, ale PrzY tym MiAżdŻyŁ MNIE PIERSIĄTKA.
— Łzy CiEkłY MNIE Z TwArzY.
— Facet gryzl MNIE niezwykle MoCnO, A -(KG*W)- kolce krzewów WbIjAly MNIE SIĘ W CAŁE CIAŁO.
— Wtem PoCzUłAM JAK JEGO ręce WęDrUjĄ DO zamka od MoIcH SpoDnI.
— ZaCząŁ mietosic MaTerIaŁ Z WiElkĄ PaSjĄ.
— Chociaż NIE ChCiAłAM tego, NIE MoGłaM SIĘ RuSzyĆ, bo JeSzCzE WiĘceJ kolców wbiloby SIĘ WE MNIE ! Ale mimo TEJ CaŁeJ RoZpAcZY, CzUłaM JAK moknie MOJA CIPECZKA.
— Hindus ZeRwaŁ ZE MNIE KoSzuLkĘ.
— Macal MOJE PIERSIĄTKA BaRdzO MoCnO, przegryzl MNIE WaRgĘ, PoTeM WbIjAjac MNIE PaLcE W OCZY i DO BuzI, ZsZedŁ JęZykIeM DO brodawek.
— Wtem JeDnĄ Z NicH tak UgrYzŁ ŻE PoCzUłAM TYLKO JAK saczy SIĘ JAkiŚ płyn PO MOIM CiElE.
— Odgryzl JĄ i WcIsNąŁ MNIE JĄ DO OdBytU.
— ByłaM NiEprZyToMnA Z BólU.
— WrEsZciE MusIaŁ ekspolodowac, DlAtEgO SzyBkO zdarl ZE MNIE SpoDniE i od RazU WsAdZiŁ GłĘbOkO PTASZKA.
— WBIŁ GO, JAK DzIdĘ DO SaMegO KOŃCA, A -(KG*W)- JĄ BęDąC DZIEWICĄ, PoCzUłAM JAK RoZrYwA MNIE CałA WAGINĘ.
— Jak dziki, ZaCząŁ MNIE rznac.
— Tak NAMIĘTNIE, tak AgReSywNiE ŻE AŻ W KoŃcU OddAłAM SIĘ MU CaŁkOwiCiE ! PchAl TEGO SwOjEgO PTASZKA MoCnIeJ i MoCnIeJ i SzYbcIeJ, AŻ W KoŃcU OB0JE ZaCzęLiŚmY SzCzyToWaĆ.
— PoCzuŁaM JAK CiEpłA substancjA PrZyJemNiE RoZpłYwA SIĘ WE MNIE.
— ChłOpaK WyJąŁ PTASZKA, CałY płyn SIĘ ZaCząŁ WE MNIE WyLewAć.
— WłoŻyŁ MNIE JeSzCzE DO BUZI SwOjEgO PTASZKA, CaŁegO W SPERMIE i ŚlUzie, ale MAŁO ZoStAłO TAM płynu.
— KaZaŁ MNIE TO PoŁkNąĆ.
— ChCiaŁaM rzygać.
— Ale JAK ZaCząŁ MNIE ZA karę dusić, ZgOdZiłaM SIĘ, ŻebY TO polknac.
— Jemu WiDoCzNiE ByłO ZA MAŁO.
— PaTrZyłaM Z PrZeRażEnIeM, CO RobI.
— ŚcIąGnąŁ SwOjE SpoDniE DO KOŃCA, PoTeM gacie i OdWrAcaJąC SIĘ DO MNIE TyŁeM, CałA MNIE zakneblowal, A -(KG*W)- OdByTem zatkał MNIE USTA.
— MoCnO SIĘ naprezyl i W PeWnyM MoMenCiE PoCzUłAM JAK obrzydliwa maź WycHoDzI CiĘżkO Z JEGO dupy.
— Nie MoGłaM przechylic GłOwY.
— MiaŁaM wybór albo SIĘ UdUsiĆ, albo WsZyStkO PoŁkNąĆ.
— Gówno rozprowadzilo MNIE SIĘ PO CaŁyM przełyku, gardle, wciskalo SIĘ MiĘdzY zęby, A -(KG*W)- ON NIE KoŃczYl.
— W KoŃcU, gdy UsŁySzaŁ ŻE JeSteM BlIskA agonii WsTaŁ, UśMiEchNąŁ SIĘ.
— ByłaM CałA W kupie, MOJĄ TwArZ cuchnela i ByłA CaŁkIeM obsmarowana.
— Hindus StaŁ nade MNĄ JAK pan i.
— To NIE ByŁ JeSzCzE koniec.
— Wziął DO ręki SwOjEgO PTASZKA i ZaCząŁ NA MNIE SiKaĆ.
— Lał StRuMieŃ W MOJE OczY, DO BuzI, upewnial SIĘ ŻE przelykam I W KoŃcU wytarl PTASZKA o MOJE WłOsY.
— W KoŃcU StRacIłaM PrZyToMnOśĆ, ObUdZiŁaM SIĘ W szpitalu, ale DO dziś NIE MogĘ ZaPoMnIeĆ TEGO FaCetA i ZA KaŻdyM RaZeM, gdy GO WsPoMiNaM, MOJA CIPECZKĄ WiLgOtNiEjE, A -(KG*W)- PaLcE WęDrUjĄ MNIE DO ŚrOdkA i ZnóW PrZeŻyWaM TĘ SamĄ historię...
⬅ Powrót