⬅ Powrót

Dotrzymałam obietnicy

~K~g~w~ Jeszcze RAZ CoŚ TaKiEgO ZrObIsZ i PóJdZiEsZ DO DomU dziecka.
— Rozwścieczony TATA MiOtaŁ groźbami i WyGlĄdAŁ NA GOtOwEgO JE SpEłNiĆ.
— Zrozum!- JeSteM ZA MłOdY ŻebY spędzać ŻyCiE Z TOBĄ W DomU A -(KG*W)- ty JeSteŚ WyStArCzAjĄcO DużA ŻeByŚ SAMA o SoBiE PoMyŚlAłA.
— Pomyślała, PoMyŚlAłA – PrZeDżeźniaŁaM rodzica. JA MyŚlĘ o MaMiE i o ObIeTnIcY KtÓrĄ JeJ ZłOżYłaM NIM ZmArłA ŻE BĘDĘ SIĘ TATĄ opiekowała.
— Wzbierał WE MNIE żal. TyMcZaSeM TATO biegał W kółko NiCzyM Dulski NA Wawel i nakręcał SIĘ JAK StArY zegar.
— I o CO to WsZyStkO ? RoZpAcZAłaM.
— PotraktowaŁaM SiEkierą SaMocHóD JEGO zdziry A -(KG*W)- ten ciska SIĘ jakby to ByłA CO NaJmnIeJ królowa angielska.
— Poprzednim babom także szkodziłaM ale to ByłY takie malowania albo SPUSZCZANIE powietrza WięC KoŃcZyłO SIĘ NA UśMiEcHAch i umizgach. Tfu.
— Tą PoTrAkToWaŁaM ZdEcYdoWaNiE i. PrOszĘ.
— Baba WrZeSzcZaŁA JAK obdzierana ŻE skóry. DałA TACIE W TwArZ i SkOńCzyŁA ZnAjOmOśĆ. PrAwdA ŻE tak jest SkUteCzNiEj ?
— Nie MoŻnA WiErZyĆ facetowi – konkludowałaM, NaWeT JAK to jest własny ojciec.
— Mama ledwo ZmArłA DwA LatA temu A -(KG*W)- ten JUŻ NoWeJ KoBiEtY SzUkA.
— I CO gorsza DwA RazY PrZeDstAWiaŁ MI JaKieŚ babska jako MOJE NowE MAMY ; Ohyda.
— Co JĄ SIĘ napracowaŁaM ŻebY JE zniechęcić to słowo NIE opisze.
— I CO ONE MajĄ TaKiEgO W SoBiE CzEgO JĄ bym NIE MIAŁA – KoNtEmPloWaŁaM SIEBIE StOjąC NAGO PrZeD LuStReM.
— Piersi MaM, No reszta dorasta ale jest NiEźlE. Chłopcy wybałuszają ZA MNĄ gały A -(KG*W)- ZaUwAżYłaM ŻE FaCecI też MNIE obcinają i to NaWeT starsi od TATY, A -(KG*W)- ten ZaMiAsT ZaJąĆ SIĘ takim klejnotem to PO ŚwIeCiE lata.
— Naprawdę CoŚ BĘDĘ MusIałA Z NIM ZroBiĆ.
— OtWorZyłAM szafe PO MaMiE i ZrObIłaM przegląd BiEliZnY KtÓrĄ PoZoStaWiŁA.
— Znalazlam MnÓsTwO przeźroczystych peniuarów, halek, MaJtEcZeK, stringów, BiUsTOnOszY, KoSzUlĘk W WiĘkSzoŚcI NIE WyMagAjĄcYch przeszycia ŻeByM JE MoGłA SobĄ WyPeŁnIĆ.
— I DlA kogo to WsZyStkO ? DlA człowieka, KtÓrY KiLkU MiEsIęcY NIE PoTrAfI WyTrZyMaĆ, żeby uszanować ŻonĘ.
— W PoNiEdzIaŁeK JAK zwykle TATO WrÓciŁ Z pracy PO SzÓsTeJ i WyKoŃczOnY. CoŚ TAM ZaWszE odrabiali.
— Zjadł i PoSzEdŁ DO SIEBIE SIĘ kimnąć. SłYsZaŁaM WłĄczOnY telewizor i CzEkAłaM AŻ ZaDzwOnI DO MNIE KoLeŻaNkA Z KtÓrĄ UmÓwIłaM SIĘ NA 20.
— Komórkę ZosTaWiłaM POD telewizorem, żeby MieĆ pretekst DO WeJśCiA, PoSzUkAnia, A -(KG*W)- PrZedE WsZyStKiM ŻebY dzwonek ObUdZiŁ GO gdyby SpaŁ.
— CzEkaŁaM TYLKO W peniuarze. POD SpoDeM NIE MiaŁaM nic.
— Koleżanka ZaDzWoNiŁA, punktualnie. OdCzEkaŁaM DwA SyGnaŁy i WeSzŁaM. TATA padł JAK DłUgI NA wznak i UDAWaŁ ŻE śpi.
— Nie UłAtwIałAM MU SpRawY. StaŁaM W ŚwIeTlE telewizora i nawijaŁaM PrZeZ telefon. KiLkA RazY PoWolI ObRacAłAM SIĘ, tak ABY DoKłaDnIeJ SIĘ przypatrzył. Peniuar to taki wynalazek KtÓrY będąc okryciem EkSpOnUjE WdZiĘkI LePieJ niż NaGiE CIAŁO.
— Tata LeŻaŁ Z ZaMkNiĘtYmI OczAmI ale ZoBacZyŁ CO ChCiAłAM bo kiedy WysZłAM SkOcZyŁ NA równe nogi.
— Jeszcze KiLkAkrOtNiE DO czwartku WyChOdZiłAM MU NaPrZeCiW albo NAGO albo W ledwo okryta AŻ TATA zmykał CZERWONY JAK burak. Czyli NIE OsIąGnĘłaM rezultatu.
— W CzWaRteK ZmIenIłaM TaKtYkĘ. PoSzłAM nad stawy. TAM WyStaWiłAM PUPĘ NA żer komarom i PO ChWilI PoCzUłAM PiErwSzE UkŁuCiA.
— W piątek rano PUPĘ ByłA JAK trzeba. Ledwo wySiĘdziaŁaM W szkole. PO DomU to JUŻ ChOdzIłAM BEZ NiCzEgO ZwŁaSzCzA ŻE NIE ChCiAłAM zaogniać ŚlAdóW PO ukąszeniach.
— Tata WrÓciŁ sam i WcZeśNiEJ, bo rozeszło SIĘ CO ZrObIłaM Z SaMocHoDeM i NA RAZIE ŻaDnA NIE ChCiAłA RyZyKoWaĆ SpOtKaNiA SaMoChOdU Z SiEkierą.
— Słowem SIĘ NIE OdEzWaŁ TYLKO ZaMkNąŁ ostentacyjnie DrZwI.
— OdCzEkaŁaM DwA kwadranse i WeSzŁaM DO NiEgO NAGO Z żelem W ręku.
— Tato MuSisZ MI PoMóC SIĘ posmarować, bo CoŚ MI SIĘ StAłO W PUPĘ, A -(KG*W)- NIE TYLKO W PUPĘ bo MNIE też pogryzło DoOkOłA. I Z PRZODU także.
— StAnęłaM DO NiEgO PrZoDeM.
— Łykał gulę i omal NIE DoStaŁ ślinotoku. Mimo TEGO SpRawDzAł SIĘ jako rodzić bo OgLąDaŁ MNIE Z TrOskĄ.
— Komary CiĘ tak pogryzły ale JAKIM CuDeM ? Daj ten żel to CiĘ PoSmaRuJę.
— StAnęłaM W RoZkrOkU od KtÓrEgO NiEjeDeN SpUścIłby SIĘ W gacie A -(KG*W)- ten nic.
— KombinowaŁaM Z figurami ale BeZsKuTeCzNiE.
— WySmAroWaŁ CałY żel i NaWeT MU SpoDniE SIĘ NIE wzniosły.
— Do SaMegO WiEcZorA swędział MNIE nos, JAK NA KłOpOtY i NIE PoMyLiłAM SIĘ.
— Zaraz PO smarowaniu MNIE PoJeChaŁ DO ciotki. WrÓciŁ Z WiAdOmOścIą KtÓrA ZwaLiłA MNIE Z nóg.
— Córeczko. JeSteŚ JUŻ BaRdzO MłOdĄ KOBIETĄ. StAraM SIĘ JAK MogĘ ale NIE PoTrAfiĘ CiĘ wychowywać. Musi SIĘ TOBĄ ZaJąĆ KoBiEtA. UzGodNiŁem Z ciocią Lusią ŻE albo ty ZaMiEsZkAsZ u NIEJ albo JĄ TAM zamieszkam A -(KG*W)- ciotka PrZyJdZiE TuTaJ.
— Całą rzecz ZaPlAnoWaLiŚmY ZA tydzień WięC DO wtorku MASZ CZAS DO NaMySłU.
— PoWiEdzIaŁ i WySzEdŁ Z MiEsZkAniA ZaNiM DoTaRłO DO MNIE niebezpieczeństwo.
— Pewnie DO miasta SzUkaĆ NoWeJ ZnAjOmoŚcI.
— Mama CzUwAła Z nieba nade MNĄ. OJCIEC SpOtkAŁ kolege Z wojska i PoSzlI NA JeDnEgO. NiGdY NIE MiaŁ GłOwY DO alkoholu WięC WrÓciŁ ledwo ŻYWY. OsTaTkIeM SiŁ ZrZuCiŁ UbRaNiE, WalNąŁ SIĘ NA tapczan i ZaSnąŁ.
— Tego MI ByłO trzeba. nakłułaM SoBiE palec igłą, RoZmaZaŁaM TrOchĘ KRWI PO kroku i WeSzŁaM DO NiEgO NAGO.
— Pewnie myslał ŻE DoStaŁ MaMĘ bo ObJąŁ MNIE WpóŁ, PoCaŁoWaŁ WE WłOsY i PrZyCisNąŁ DO SIEBIE. ŚmIeRdzIaŁ okropnie. DłOniE WęDrOwAłY to PO PIERSIĄTKACH to PO BrZusZkU ŻebY zjechać NA KrOczEk. InIcJaCjĘ PrZeżYłaM KiLkA MiEsIęcY temu ale mimo to BaŁaM SIĘ. NIE ByŁaM ZuPełNiE ZiElOnA, CoŚ TAM doczytałaM, CoŚ SIĘ DoWiEdZiAłAM. TATO o tym incydencie JeSzCzE NIE WiEdZiaŁ. WrEszCiE PoCzUłAM to NA CO CzEkAłaM. Wzwiedziony siusiak WęDroWaŁ MiĘdzY UdaMI. ZłOżYłaM SIĘ TrOchĘ Żeby TrAfIŁ gdzie trzeba i PO ChWilI PoCzUłAM GO W SoBiE. PoMogłaM MU SIĘ nasunąć i tak SoBiE LeŻałaM. TATO ByŁ MoCnO PiJanY ale siusiak SpRawDzAł SIĘ JAK u trzeźwego. PO ChWilI ZłApAłA MoCnIeJ DoBiŁ ŻE DwA RazY i sflaczał. Tak SIĘ SkOńCzyŁO i ZaSnĘłAM.
— ObUdZiŁo MNIE szarpanie.
— Jezus Maria – ChOleRnA wódka. CO JA NaRoBiŁem. - łkał JAK ZwyKłA szmata – PRZEPRASZAM CiĘ córeczko.
— No DoBrzE, JUŻ SIĘ tak NIE PrZejMuJ – UsPokAjaŁaM GO JAK MoGłaM. W TEJ ChWilI JEGO SpOjrZeNiE PaDłO NA pościel.
— Chryste Panie CZY JA CiEbiE zdeflorowałem. ŻE CO ? NIE ZrOzUmIałAM. Noooo CZY hymen CI przebiłem.
— Że CO – GaDaJ JAK człowiek. No CZY CiEbiE. SzUkAŁ OdOoWiEdnIcH SłóW WięC MU PoMogłaM.
— Znaczy CZY MNIE PrZelEcIaŁeś. – POdsUnęŁaM . Ooo WłAśNiE, Z ulga PrZyJąŁ podpowiedź.
— No pewnie, KłaMaŁaM JAK Z nut. PrZySzEdŁeŚ spity i KaZaŁeŚ MI PrZyJśĆ DO SIEBIE NAGO i PoTeM WzIąŁeŚ MNIE BrUtAlNiE.
— Kurcze. No i CO teraz. JAK my BęDzIemY żyli.
— Normalnie – tak JAK DO TEJ PorY TYLKO NIE BęDziEsZ SpRoWaDzAŁ bab bo JA CI wystarczę.
— Ty to PoWażNiE mówisz ?
— Jak NajBarDzIeJ – PrZejĘłaM inicjatywę.
— I tak jest DO TEJ PorY...
⬅ Powrót