⬅ Powrót

Dopieszczony do ostatniej kropli

~K~g~w~ Nie LuBiĘ takich wstępów, ale TO MOJE PiErwSzE OpOwIaDaNiE TuTaJ, ale LiCzĘ NA CiEpłE PrZyJęCiE;) Postaw SIEBIE NA MiEjScU bohatera, KtÓrY TO opowiada, A -(KG*W)- zaznasz PrZyJeMnoŚcI.
— Leżę NA WiElKiM ŁóŻkU W SaMycH BoKsErkAcH i podkoszulku. CzEkaM, NA KoGoŚ kto MNIE zaspokoi. DrZwI NA PrZeCiWkO MNIE SIĘ OtWiErAjĄ i WcHoDzI OkOłO 25-letni NAGI facet. Jest DoSyĆ WySokI i CaŁkIeM NiEźlEZbUdOwAnY, NA BrZuChU rysują SIĘ DeLiKaTniE MiĘśNiE, WiDaĆ wytrenowane bicepsy, ale NajBarDzIeJ UmIęŚniOnE SĄ nogi, CAŁE PoKrYtE CZARNYMI JAK węgiel KrĘcOnYmI WłOskAmi, ZrEsZtA PoDobNiE ręce. Tors MA CaŁkIeM GłAdKi, ale Z POD pachy wystaje KiLkA włosków, WięC pewnie jest ich TAM NiEzłA kępka. ale NajBarDzIeJ InTeResUjE MNIE OcZywIśCiE PTASZEK, TeRaZ JeSzCzE CaŁkIeM SkUrcZony, ledwo WyStAjĄcY Z bujnego GąSzCzU WłOSÓW, A -(KG*W)- POD NIM kołyszą SIĘ przecuDniE JaJeczka.
— Podchodzi DO MNIE NePeWniE.
— Wysłano MNIE DO Pana...
- JAK MASZ NA ImiĘ ?
— Paweł.
— DoBrzE, MNIE BęDziEsZ MóWiŁ Pan Adam i MASZ MNIE SłUcHaĆ i NIE ZaDaWaĆ NIE PoTrZeBnYcH pytań. ZrOzuMiAnO ?
— Tak Panie Adamie.
— ZdJąŁeM podkoszulek, ZaŁoŻyŁeM ręce ZA GłOwĘ i PoNowNiE krytycznie SpOjrZaŁeM NA ChŁopAkA.
— Zrób użytek Z tych twoich WiElkIcH UST i JĘZYKA, zacznij od pach i PrZesUwAj SIĘ NiŻeJ, JeŚlI MNIE SIĘ CoŚ NIE SpoDObA DoWiEsz SIĘ, UwIerZ.
— Tak Panie Adamie.
— Musiał DłUgO ZbIeRaĆ ŚlInĘ W USTACH, bo ZaCząŁ bardo MOKRO, NaJpIerW SaMyM KoNiUsZkIeM JĘZYKA PrÓboWaŁ PrAwĄ Pachę, PoTeM CoRaZ DłUżSzyMi PoCiąGnIęCiAmI obie, na ZmIanĘ. Tak JAK KaZaŁeM ScHodZiŁ NiŻeJ CaŁoWaŁ KlAtĘ, oblizywał DoOkOłA SuTeCzkI, DrAżNiŁ JE końcem JĘZYKA i PrÓboWaŁ JE PrZyGryZaĆ, ale DaŁeM MU Z liścia W TwArZ, MóWiąC ZE MiaŁ UżYwaĆ TYLKO WARG i JĘZYKA, PrZeProSiŁ i KoNtYnUoWaŁ. PoDcZaS TEGO ByŁ schylony i MIAŁEM ŚwIeTnY WIDOK NA JEGO JęDrnE GłAdZiuTkiE PoŚlaDkI.
— ZacZęłO MNIE SIĘ TO nudzić WięC KaZaŁeM MU ŚcIągNąĆ MOJE boksy i ZroBiĆ MNIE LODA. ZaCząŁ od ściągnięcia DO KOŃCA naPLETKA, WsAdZiŁ SoBiE DO UST NaJpIerW GłÓwkĘ, CałA JĄ DoKłaDniE WyLiZaŁ DoOkOłA, odrobinkę podrażnił JĄ Zębami CO TAM JUŻ MNIE SIĘ PoDobAłO. ZaUwaŻyŁeM ZE MusIaŁ SIĘ tym WsZyStKiM NiEźlE PoDnIeCiĆ, bo JEGO JAK SIĘ OkAzaAłO 15 cm PTASZEK StaŁ, CałY LeKkO DrŻąC, A -(KG*W)- NA JEGO KocU BłYsZczAłA SIĘ KrOpeLkA JEGO SoKóW. DaLeJ obrabiał MoJegO PTASZKA CaŁegO WkŁaDaJąC JUŻ DO BuzI, LIZAŁ NaSadĘ, ZnaŁ SIĘ NA SWOJEJ robocie, ale JA ChCiaŁeM JUŻ WiĘceJ. KaZaŁeM MU PrZeStaĆ, SzyBkO WsTaŁeM, PrZeWróCiŁeM GO NA Plecy i WsAdZiŁeM MU PTASZKA DO UST, PosUwAjąc GO PO same JAJKA. Krztusił SIĘ i PrÓboWaŁ WyRwaĆ ale GO PrZyTrZyMaŁeM. IdEalNiE ZrObIony lód i OsTrE jebanie SpRawIłY ŻE JUŻ nad SOBA NIE PaNoWaŁeM, trząsłem SIĘ CałY NIE mogą JUŻ WyTrZyMaĆ CiŚnIeNiA, WyRwaŁeM MU PTASZKA Z UST, NiCzyM Exkalibura ŻE skały i StRzeLiŁeM W GÓRĘ, SPERMA LeCiAłA chybA POD sam sufit, SpAdAłA NA MNIE i NA DysZąCego Pawła.
— W PoKojU RozChoDził SIĘ ZaPacH POTU i SPERMY. Mimo tak DuŻegO WYTRYSKU NIE OpAdŁ MNIE ani NA centymetr, MIAŁEM OcHotĘ NA WiĘceJ. KaZaŁeM MU zebrać SPERMĘ i WsMaRoWaĆ SoBiE W DZIURKĘ W KtÓrA SpAdAłA NA MNIE PoSmaRoWaŁeM SwOjEgO PTASZKA. ZsZedŁeM Z ŁÓŻKA PoDcIągNąŁeM ChłOpaK DO SIEBIE, WzIąŁeM GONA PaGonY i BEZ ceregieli WpAkoWaŁeM MU SIĘ W TyŁeK. Od RazU ZaCząŁeM DO Z CałYcH SiŁ JeBaĆ PO same JAJA, WaRcZaŁeM PrzY tym PrAwiE KrZycZąC, OCZY zaszły MNIE mgła, krew szumiała W UszAcH tak ŻE PrAwiE NIE SłYsZaŁeM JęKóW Pawła. RĘKĄ badaŁeM JEGO UmIęŚniOnE UDA, WłOsY NA ŁyDkAcH DrApaŁy MNIE PO szyi. CzUłeM WeWnĘtrZnE GoRącO i SpŁywAjący PO MNIE pot. DłUżeJ JUŻ NIE MoGłeM, od GoTujĄcEj SIĘ SPERMY AŻ BÓLały MNIE JĄDRA A -(KG*W)- PTASZEK PuLsoWaŁ JaKbY MiaŁ ZaRaZ WyBuChNąĆ. StRzeLiŁeM MU W DUPKĘ KoLejNyM WiElKiM ŁaDuNkIeM SPERMY. GłOśnO DySzaŁeM NIE MoGąC DoJśĆ DO SIEBIE, MoCnO ŚcIsKaŁeM JEGO nogi. PoWolI odzyskiwaŁeM WzRoK i słuch, CałY CZAS MajĄC DeLiKaTniE kurczącego SIĘ PTASZKA W DuPeCzCE Pawła.
— CzuŁeM potworne ZmĘczEnIE i chyba W KoŃcU SpEłNiEniE, ale ZoBacZyŁeM RękĘ równie ZmĘczOnEgo Pawła NA JEGO PTASZKU i BrZucH CałY zalany SPERMĄ.
— CZY JĄ PoZwoLiŁeM CI SIĘ SpUśĆiĆ ?
— NIE Panie Adamie, ale JĄ JUŻ NIE MoGłeM.
— Nic MNIE TO NIE ObChoDzI, MiaŁeŚ RoBiĆ TYLKO WyŁąCzNiE TO CO CI karzę...
— PrÓboWaŁ SIĘ PoDniEśĆ i chybA PrZeProSiĆ, A -(KG*W)- le NIE PoZwoLiŁeM NA TO DaŁeM MU DwA RazY Z liściA PO TwArzY i ChWyCiŁeM JEGO JĄDRA MoCnO JE WyKrĘcaJąC.
— NIE BęDziEsZ JUŻ NIE PoSłUsZnY, PrAwdA !
- OcZywIśCiE Panie Adamie.
— ByŁeM BaRdzO ZmĘczOnY i NIE MIAŁEM JUŻ NA nic SiłY, NaWeT NA karę DlA Pawła, ale MusIaŁeM SIĘ UMYĆ, ByłA TO ŚwIeTnA OkaZjA ABY MógŁ SIĘ JeSzCzE wykazać.
— PoSzLiŚmY RaZeM DO SpEcjAlNiE PrzYstosowanej ŁaZiEnkI. WyTłUmAcZyŁeM MU CO MA RoBiĆ. PoŁoŻyŁeM SIĘ NA DrEwNiAnEj ławce, A -(KG*W)- ON OdWróCiŁ SIĘ PO wodę, kiedy SIĘ DeLiKaTniE ScHyLiŁ i WypIąŁ ZoBacZyŁeM JAK Z DzIuRkI CiEkNiE MU MOJĄ SPERMA. PoLaŁ MNIE DeLiKaTniE LeTniĄ wodą i mył gąbka, każdy centymetr MoJegO CIAŁA, TAM gdzie JeSzCzE ByłO NaSiEniE NaJpIerW JE ZlIzyWaŁ. PoTeM WyTarŁ MNIE DO SuChA i PomÓgŁ UbRaĆ. WySzEdŁeM Z PoKojU i UDAŁeM SIĘ DO MiEsZkAniA, A -(KG*W)- ON sprzątał pokój i CzEkaŁ NA NaStęPnEgO klienta. PiErwSzY RAZ od DaWnA CzUłeM PuStkĘ W JĄDRACH PO SEKSiĘ, NIE ZoStAłA W NicH ani KrOpeLkA...
⬅ Powrót