⬅ Powrót

Dobry duszek

~K~g~w~ WeSzłA WłAśNiE DO SwOjEgO MiEsZkAniA, WyPeŁnIałA JE DoBijAjąca CISZA. ZaPaLiłA ŚwIaTłO i PoŁoŻyŁA SIĘ NA ŁóŻkU. WłĄcZyłA telewizor ABY NIE ByłO tak StRaSzNiE CiChO. PaTrZyłA W NiEgO OtĘpiAłYm WzRoKieM kiedy PoCzUłA SIĘ JaKbY KtoŚ JĄ ObSeRwoWaŁ. SpOjRzAłA W StRonĘ okna ale nic NIE ZaUwAżYłA. ZaCzĘłA SIĘ RoZgLąDaĆ PrZerAżOnA. WsTałA i ZaCzĘłA Przeszukiwać MiEsZkAniE, ale NiKogO NIE ByłO. "Odbija CI Olka..."-pomyślała i UsIaDłA NA kanapie.
— SpOjRzAłA NA ławę i JeJ OCZY OtWorZyŁeM SIĘ NaGlE W przerażeniu. NA CzArNyM BlAciE LeŻaŁ łańcuszek Z PrzYwieszonym bursztynem. ChWyCiłA GO i ZaCzĘłA MU SIĘ PrZyGląDaĆ, PrZeRaZiŁA JĄ ŚwIaDomOśĆ ŻE GO ZnAłA. NaLeŻaŁ KiEdyŚ DO NIEJ, ale ZnIkNąŁ. JeJ SERCE NaGlE PrzYŚpiEsZyŁ, TeRaZ NaPrAwdĘ ZrObIłO SIĘ StRaSzNiE. PaTrZyłA NA wisiorek i MiLcZaŁa. Miliony MyŚlI przelatywało PrZeZ JeJ UmYsŁ. ZaStAnAwIaŁA SIĘ skąd SIĘ tu WzIąŁ, PrZeRaŻałO JĄ TO ŻE KtoŚ BEZ PrObLemU GO PoDłOżYł. PoBiEgŁA DO kuchni PrZerAżOnA i ChWyCiłA naJWiĘkSzY nóż ŻE stojaka od zestawu. DoPaDłA DO DrZwI i ZaMknĘłA JE NA WsZyStKiE spusty. Przeszukiwała MiEsZkAniE, JeJ OdDecH ByŁ NiEsPokoJnY.
— Dopiero PO DwÓcH GoDziNacH PO przeszukaniu UsPoKoIłA SIĘ nieco. WzIęłA SZYBKI PrYszNiC i UcIeKłA DO ŁÓŻKA. PoŁoŻyŁA SIĘ DO NiEgO PO CZYM SkUlIłA SIĘ JAK MałA DzIeWcZyNkA BoJąCa SIĘ potworów. PO DłUgIM CzaSiE ZaSnĘłA ZmĘczOnA WrAżeNiAmi.
— Budzik BrUtAlNiE WyRwaŁ JĄ ŻE snu, WsTałA ZaSpAnA i RuSzYłA DO kuchni ABY ZroBiĆ SoBiE kawę i ŚnIaDaNiE. ZaSkOcZyŁ JĄ ZaPacH świeżo parzonej kawy w korytarzu PrOwAdZącY DO kuchni. Kiedy WeSzłA DO kuchni, RoZeJrZałA SIĘ PO kuchni. NA stole StaŁ kubek Z kawą, KtÓrA ByłA zabielONA tak JAK UwIeLbIaŁA. Obok CzEkaŁY kanapki, DoKłaDniE UłOżOnE NA talerzu. JeJ SERCE PrZyŚpIeSzYłO, ZnóW CzUłA ten StRacH CO PoPrZeDniEgO WiEczOrU. PoBiEgŁA DO DrZwI SpRaWdZiĆ CZY NIE SĄ OTWARTE, lecz każdy zamek ByŁ takim StAniE W JAKIM GO ZosTaWiŁA. ZaCzĘłA Panicznie SpRawDzAĆ okna i pokoje. Ale nic NIE odbiegało od normy. WrÓcIłA DO kuchni i SpOjRzAłA NA PrEcYzYjNiE PrZyGoTowAnE kanapki. UsIaDłA PrzY stole i ZaCzĘłA JE zjadać W ZaMyŚlEnIu. Popijała kawą, WyCzUłA ŻE KtoŚ kto JĄ RoBiŁ DoDaŁ NIECO cukru tak JAK TO UwiElbiA. SieDzIAłA tak ZaMyŚlOnA ROZKOSZUJĄC SIĘ ŚnIaDaNiEm, NIE WiEdZiAłA kto i JAK TO ZrObIŁ A -(KG*W)- W duchy NIE WiErZyłA.
— W KoŃcU PoSzłA SIĘ OgArNąĆ i UbRaĆ DO pracy. Gdy W KoŃcU SIĘ UbRałA WysZłA DO pracy. CZAS MiJaŁ JeJ TAM StRaSzNiE wolno. CałY CZAS MyŚlAłA o WsZyStKiM CO SIĘ DzIałO W JeJ MiEsZkAniU PrZeZ OsTatNiE dni. Źle SIĘ PoCzUłA WięC PoSzłA DO szefowej i PoPrOsIłA ABY JĄ ZwOlNiŁA GoDzInĘ WcZeśNiEJ.
— Nie WiElE PóŹnIeJ ByłA W SwOiM bloku, StAnĘłA POD DrZwIamI SwOjĄ MiEsZkAniA. PoWolI OtWorZyłA zamki i WeSzłA DO ŚrOdkA, WeSzłA PoWolI DO kuchni. NA kuchence StaŁ garnek W KtÓryM CoŚ SIĘ GoTowAłO. PoDesZłA SzyBkO DO DuŻegO noża LeŻącEgO PrzY kuchence. ChWyCiłA GO i CzEkAłA PrzY DrZwIAcH. STAŁA tak ChWilĘ gdy WsZedŁ JAkiŚ facet, NIECO WyŻszY od NIEJ. Kiedy TYLKO JA MiNąŁ StAnĘłA W DrZwIAcH.
— CO tu RoBisZ pojebie ? – WrZaSnĘłA NaGlE, PrZeRażOnY OdWróCiŁ SIĘ DO NIEJ PrZoDeM. Rusz SIĘ A -(KG*W)- CiĘ zarżnę!-WyCiĄgnĘłA nóż W JEGO StRonĘ.
— Ola...Ja. -ucichł NA ChWilĘ i SpOjrZaŁ W JeJ OczY. NIE PoZnAjEsZ MNIE ? — SpYtaŁ NiEpEwNiE.
— CO Ty. JAK tu WcHoDzIsZ ? — SpYtAłA wściekle i ChWyCiłA GO ZA KoSzuLkĘ PO CZYM PrZyŁoŻyłA nóż DO GaRdłA. -Gdzie ByŁeŚ PrZeZ ten CZAS ? Gdzie PiEpRzOnY dupku ? DwA PiEpRzOnE LatA SIĘ NIE OdZywAłeś A -(KG*W)- TeRaZ SieDzIsZ W MOIM MiEsZkAniU i GOTUJEsz ObIaDkI ?
- Ola...— SzEpNąŁ PrZeRażOnY CZUJĄC ostrze NA szyi.— PrOszĘ...WEŹ ten nóż...jeśli MaM CI WyTłUmAcZyĆ. to MuSzĘ Zyć. OdSuNąŁ SIĘ LeKkO i PaTrZyŁ W JeJ OczY.
— Mów bo MaM OcHotĘ CiĘ rozpruć ZA WcZoRaJ, dziś i OsTatNiE DwA lata...gadaj SkUrwIeLu!-wrzasnęła WśCieKłA PaTrZąC MU W OczY. -Gadaj JAK SIĘ tu DoStaŁeś ?
-Ukradłem CI klucze zapasowe...doRoBiŁeM SoBiE i OdDaŁeM. jakiś MiEsIąC temu...-rzucił CiChUTkO ZmIeSzAnY.
— ŻE CO ? A -(KG*W)- gdzie ByŁeŚ OsTatNiE DwA LatA ? — SpYtAłA PaTrZąC MU wściekle W OczY.
— Ja...SiĘdziaŁeM W WiĘzIeNiU...-rzucił CiChO i OpUśCiŁ WzRoK. — ZA Pobicie...nie ChCiaŁeM ŻeByŚ WiEdZiAłA. WięC UcIekŁeM...-był CZERWONY NA TwArzY.
— SłUcHaM ? -oPuŚcIłA DłOniE i SpOjRzAłA MU W OczY. JAK TO ? NIE MogŁeŚ PoWiEdZIeĆ ? — SpYtAłA ŻE ŁzAmI W OcZacH.
— A -(KG*W)- ChCiAłAbyŚ być Z FaCeTeM KtÓrY SieDzI W WiĘzIeNiU ? — SpYtaŁ CiChO i DoDaŁ. -Boże tak MNIE WsTyD...-klęknął CiChUTkO i PaTrZyŁ W JeJ OczY.
— Paweł...— SzEpnĘłA Z bezsilnością W GłoSiE i PaTrZyłA NA NiEgO. JAK MNIE ukradłeś klucze zapasowe ?
-WłaMaŁeM SIĘ drucikiem... — SzEpNąŁ ZmIeSzAnY. A -(KG*W)- PoTeM ZaMkNąŁeM KlUczAmi...
-Jesteś niemożliwy...— SzEpnĘłA i SpOjRzAłA NA garnek. — ZjEdŹ ZE MNĄ. skoro sam RoBiŁeŚ. -UśMiEcHnĘłA SIĘ i DoDałA. WsTaWaJ.
— DoBrzE. — SzEpNąŁ GrZeCzNiE PO CZYM WsTaŁ. To JA nałożę, daj talerze...
— Podała MU talerze PO CZYM NaŁoŻyŁ obojgu leczo KtÓrE ZrObIŁ. SpOjrZaŁ NiEpEwNiE NA Olkę i PoStaWiŁ talerze NA stole, UsIadŁ SpOkOjNiE.
— Zaczęli JeŚć WsPoMiNaJąC TO KiEdyŚ ich ŁąCzYłO, ByłO MU StRaSzNiE WsTyD TEGO ŻE UcIekŁ. ByŁ W NIĄ zapatrzony JAK W obrazek. Tak BaRdzO TęSkNiŁ DO NIEJ PrZeZ ten czas. JEGO OCZY ByłY PeŁnE żalu, smutku i WsTydU.
— CzEmU tak PaTrzYsZ ? — SpYtAłA CiChO, SkRęPowAnA tym JAK PaTrZyŁ.
— Bo tak BaRdzO. tęskniłem...NaDaL CiĘ KOCHAM. Rzekł ZmIeSzAnY i OpUśCiŁ WzRoK. -MoCnO MNIE nienawidzisz ? — SpYtaŁ SpOgLąDaJąC W JeJ OczY.
— To CO PoWiEdzIaŁeŚ TO PrAwdA ? KOCHASZ MNIE NaDaL ? — SpYtAłA OtWieRaJąC OCZY SzErZeJ. -Bo JĄ tak BaRdzO TęSknIłaM. – WsTałA i PoDesZłA DO NiEgO, PoCaŁoWaŁA GO CZULE W USTA.
— Tak KOCHAM CiĘ...inaczej ByM tu TeRaZ NIE SieDzIaŁ. Odrzekł CiChUTkO.
— ZoStAniEsZ NA noc ? — SpOjRzAłA MU W OCZY SpOkOjNiE i PoCaŁoWaŁA Z NaMiĘtNoŚcIĄ W USTA.
— ChCesZ TEGO ? — SpYtaŁ CiChUTkO i SpOjrZaŁ W JeJ OCZY PO CZYM PoCaŁoWaŁ JA NAMIĘTNIE.— PoWinNaŚ MNIE wykopać StąD ZA TO WsZyStkO...
— Ale NiEsTetY CiĘ KOCHAM idioto. — SzEpnĘłA PaTrZąC MU W OCZY i DoDałA. JeSzCzE RAZ ZnIkNiEsZ...a CiĘ zadźgam tym nożem...JaSnE ? – WaRknĘłA ostrzejszym ToNeM.
— DoBrzE. — SzEpNąŁ CiChUTkO i DoDaŁ.— PoWinNaŚ TO ZroBiĆ DwAdZiEśCiA minut temu...— SpOjrZaŁ W JeJ OczY.
— ZaMkNiJ SIĘ już...-UsIaDłA MU NA KoLanAcH i WpIłA SIĘ W USTA.
— Paweł PoSłUszNiE OdWzaJeMnIaŁ JeJ PoCaŁuNkI. PaTrZyŁ W JeJ OCZY potulnie, ObJąŁ JĄ i GłAdZiŁ JeJ plecy. CaŁoWaŁ JĄ ZaChłAnNiE, JeJ PaZnOkCiE DeLiKaTniE DrApaŁy JEGO kark. Mruczał PrzY tym ROZKOSZNiE. ZnaŁ TO PrZyJeMnE UcZuCiE, PaMięTaŁ JE sprzed lat. JeDnĄ Z JeJ rączek ZjEchAłA W DÓŁ, PocZuŁ NA SwOiM KrOczU JeJ DOTYK. PoWolI i DeLiKaTniE GłAdZiŁA JEGO PTASZKA PrZeZ SpoDnIE. PocZuŁ JAK PoWolI JEGO bokserki WyPeŁnIAjĄ SIĘ. SpOjrZaŁ W JeJ OCZY i ChWyCiŁ JeJ PoŚlaDkI MoCnO, WsTaŁ wolno i TrZyMaŁ JA MoCnO. PoWolI SzEdŁ W StRonĘ JeJ SyPiaLnI, gdy WeSzlI DO ŚrOdkA PoŁoŻyŁ JA NA ŁóŻkU. ZaCząŁ JĄ RoZbIeRaĆ CałY CZAS WrAcaJąC DO JeJ UST. Gdy PoZbyŁ SIĘ BlUzEcZkI i STANIKA PO CZYM ZaCząŁ SSAĆ SuTeCzkI NA PrZemIaN. PrZyGryZaŁ JE CO JAkiŚ CZAS PaTrZąC W JeJ OcZęta. DłoŃmI ŚcIsKaŁ JeJ PIERSIĄTKA i DeLiKaTniE JęZykIeM PiEśCiŁ W USTACH JeJ SuTeCzkI.
— BłAgaM Paweł. NiŻeJ...-jęknęła i DeLiKaTniE PoPcHnĘłA JEGO GłOwĘ W DÓŁ.
— Znalazł SIĘ MiĘdzY JeJ UdaMI, PoWolI ZaCząŁ ŚcIągAĆ JeJ SpoDniE RaZeM Z BiElIznĄ. RzUciŁ NA bok i SpOjrZaŁ W OCZY Olki. PaTrZąC MU W OCZY Z głodem ChWyCiłA GO ZA WłOsY i PrzZyCiĄgNęŁa DO SWOJEJ SZPARKI. Od RazU WzIąŁ SIĘ DO pracy. WsUnąŁ DO NIEJ LeKkO JęZycZeK i ZaCząŁ NIM RusZaĆ W środeczku ZaDoWolOnY. Mruczał CiChUTkO ROZKOSZUJĄC SIĘ JeJ SmAkIeM, ByłO MU CuDowNiE. BaRdzO SIĘ ZA tym stęsknił, ZaChŁaNniE RuSzaŁ NIM NA boki ChCąC PoBuDzIć JĄ DO produkcji NeKtArU. KOCHAŁ ten smak tak samo JAK Olkę PocZuŁ ŻE jest TEGO CoRaZ WiĘceJ, ZaCząŁ ZaChŁaNniE LIZAĆ JeJ PoWiErZcHniĘ ZbIeRaJąC DoKłaDniE KaŻdĄ KrOpElLkĘ. PaTrZyŁ W JeJ OCZY JAK wierny piesek. DrApAłA GO LeKkO PO głowie, CiChUTkO PoJęKuJąC. PO ChWilI dopadł JeJ ŁECHTACZKĘ USTAMI, CaŁoWaŁ i ŁaGodNiE. PrZyGryZaŁ CO JAkiŚ CZAS ChCąC JĄ WyCzuŁić NA PiEsZcZotY. DłOniE RoZpAlOnEJ Oli PrzYcisnęły GO MoCnO, A -(KG*W)- JeJ JĘKI WyPeŁnIłY PoMiEsZcZeNiE. DoChOdzIłA W OgRoMnYcH spazmach ROZKOSZY. JĘKI ZaMieNiłYSiĘ W pisk ROZKOSZY. JeJ DrObnA CIPECZKA SzAlAłA, MoCnO ZaCiSkAjĄC SIĘ CO ChWilĘ.
— Kiedy DosZłA DO SIEBIE, PuŚcIłA JEGO GłOwĘ. Paweł od RazU WsUnąŁ SIĘ WyŻeJ i PoCaŁoWaŁ JA NAMIĘTNIE W USTA. CzUłA SwóJ smak, ZaDowOlOnA MrUczAłA CiChUTkO. ŚcIąGnĘłA JEGO KoSzuLkĘ i UpUścIłA NA PoDłOgĘ. DoPaDłA wręcz JEGO pasek od SpoDnI i PO ChWilI RoZprAcoWaŁa ROZPOREK. ZsUnĘłA JEGO SpoDniE i bokserki RaZeM. ChWyCiłA JEGO PTASZKA W DłoŃ i ZaCzĘłA MoCnO MaSoWaĆ ABY StWarDnIaŁ. NIE MusIałA DłUgO CzEkaĆ ABY ByŁ GoTowY DO akcji. Paweł od RazU SiĘgnNąŁ DO SpoDnI i WyCiĄgNąŁ PrEzErwAtYwY Z portfela. SpOjrZaŁ W JeJ OCZKA PoDaJąC JeJ JeDnĄ. PoWolI OtWorZyłA JĄ i NaCiąGnĘłA NA JEGO TwArdEgO JAK SkAłA PTASZKA. PoCaŁoWaŁA GO JeSzCzE krótko W GłÓwkĘ i ChWyCiłA Pawła ZA ręce ŚcIąGaJąC NA SIEBIE. WsUnąŁ SwóJ sprzęt DO ŚrOdkA i ZaCząŁ MoCnO RusZaĆ BiOdrAmI, od RazU BEZ OpAmIęTaNiA. CzUłA ŻE DłUgO NIE MiaŁ KoBiEtY, RoBiŁ TO JAK zwierze, NIE KOCHAŁ SIĘ Z NIĄ JAK KiEdyŚ, ON PO PrOstU JĄ PiEprZyŁ. PaTrZyŁ W JeJ OCZY CO ChWilĘ CaŁuJąC JeJ SzYjkĘ. JEGO BiOdrA MoCnO i SzyBkO PrAcoWaŁY. JĄDRA CO ChWilĘ UdErZałY o JeJ SZPARKĘ. PoDnIeCaŁO JĄ TO JAK BaRdzO ByŁ SpRaGniOnY. SpLótŁ SwOjE PaLcE RaZeM Z JeJ DrObnYmI paluszkami i PrZypArŁ JeJ rączki DO ŁÓŻKA. PiEprZyŁ JĄ BEZ OpAmIęTaNiA, CZUJĄC OgRoMnĄ ROZKOSZ. JęCzAłA CoRaZ GłOśnIeJ, CzUłA ŻE JeJ KoLeJnY ORGAZM jest CoRaZ BlIżeJ. PaTrZyłA MU W OCZY JAK PrZeZ mgłę CZUJĄC ŻE SIĘ odrywa od RzEczYWiStoŚcI. JeJ RoZpAlOnA CIPECZKA PoWolI CiĄgnĘłA JĄ DO krainy ROZKOSZY. GłOśnY JĘK WyPełNiŁ PoMiEsZcZeNiE, A -(KG*W)- JeJ szpareczka wręcz OsZalAłA NA JEGO PTASZKU KtÓrY WcHodZiŁ i WyChOdZiŁ Z NIEJ CO ChWilĘ. NaGlE Paweł OsIiĄgNąŁ SzCzyT WyPeŁnIaJąC gumkę SwOiM NaSiEnIeM. Dyszeli CiĘżkO oboje, ChWilĘ DoChOdZąC DO SIEBIE. PaTrZyŁ W JeJ OCZY PrZeZ MomEnT PO CZYM PoCaŁoWaŁ NAMIĘTNIE. WsUnąŁ JĄ WyŻeJ i NIE WyCiąGaŁ PTASZKA Z NIEJ. ObRóCiŁ ich i PaTrZyŁ W JeJ OCZY WyKoŃczOnY. ObJąŁ JA MoCnO i GłAdZiŁ CZULE plecy.
— KOCHAM CiĘ. WySzEpTaŁ i PoCaŁoWaŁ JĄ krótko W USTA, PO CZYM DoDaŁ. -Dobranoc. — ZaMkNąŁ OCZY WyKoŃczOnY.
— DoBrĄnoc...-odrzekła SzCzĘśLiwA i PoCaŁoWaŁA GO W PoLiCzeK TuLąC SIĘ MoCnIeJ DO JEGO KlatKi.
— Zasnęli tak wykończeni ChWilAmI unieSiĘń, ich MoCnO SpLeCiOnE CIAŁA PrZyWarŁY DO SIEBIE...
⬅ Powrót