— Bezdomny kot Kroczył Swoją ścieżką, stawiając kroki po wiekowym murze z wyblakłej cegły. Jego dzikie oczy zdradzające wolną duszę świeciły w panującym mroku. Zniszczone latarnie nie promieniały światłem, którego jedynymi źródłami był księżyc w pełni i Czarne niebo usłane w gwiazdach. Letni wiaterek tańczył wokół powodując, iż morze liści poruszało się na drzewach. Ulice były niemal puste. Gdzieś przy zamkniętym sklepie krzątał się bezdomny, gdzieś z zaułka dochodziły westchnienia i szepty.
— Okno na pierwszym piętrze było otwarte Szeroko tak że Ciepły zefirek wypełniał pomieszczenie. Kot z cichym tupnięciem zeskoczył z murku, który był nieco wyżej i przysiadł na parapecie. Wydawało się, iż mrok jaki panował wewnątrz był nie do przejrzenia, jednak zwierzę nie sprawiało wrażenia że nie widzi. Nadzwyczaj inteligentny wzrok lustrował pomieszczenie.
— Drzwi były zamknięte. Pomimo małej przestrzeni zdawało się, iż w Środku jest mnóstwo miejsca. Lekkie zasłony podnosiły się i opadały w rytm szepczącego wiaterku. Wielka szafa i kilka mniejszych mebli wraz z biurkiem, na którym stała maszyna do pisania Zasłaniały całą ścianę po lewej od drzwi. Gęsta, puszysta wykładzina rozpościerała się po podłodze dając wrażenie niezwykle komfortowej. Po prawej od drzwi stało Wielkie łóżko. Zaścielone w kolorze czystej bieli, zdawało się kontrastować z otaczającą ciemnością. Pomimo swej wielkości pomiędzy fałdami Cieńkiego materiału leżała tylko jedna postać. Spała.
— Kot otworzył swój pyszczek i Zaczął Lizać lewą łapkę. Gdy skończył spojrzał ponownie na śpiącą postać, której nie był w stanie dokładnie dojrzeć. Popatrzył za siebie i nie widząc niczego ciekawego wskoczył do Środka.
— Wykładzina pod łapkami była niezwykle przyjemna, więc zastanawiał się czy nie zwinąć się w kłębek i usnąć. Nie było to jednak w Jego stylu. Podszedł do umeblowanej części pomieszczenia, wskoczył na krzesełko i potem na biurko. Starał się poruszać jak najciszej wśród gór kartek spisanych to ręcznie, to na maszynie. Niekiedy wzrok gościa przyciągały odręczne szkice o bardzo prywatnej tematyce. Kreska i słowo zdradzały talent, ale również poczucie osamotnienia.
— Pomieszczenie wypełnił dźwięk zmieniającego pozycję ciała, lecz zwierzę nie zwróciło na to uwagi. Człowiek wciąż spał. Kot nadal przyglądał się dziełom odpoczywającego autora. Każde słowo oraz najdrobniejsza kreska zdradzała smutek, który rozpościerał się w sercu śpiącego. Otwarty, gdzieś w Środku sennik odkrywał najskrytsze pragnienia. Niektóre szkice, przedstawiające całkowicie Nagie ludzkie sylwetki zdradzały, z jaką pieczołowitością autor podchodził do tematu. Kot mruknął z aprobatą. Tego właśnie oczekiwał.
— Zwierzę zeskoczyło na wykładzinę i niczym cień sunęło poprzez ciemność w stronę Łoża. Kocie oczy wpatrywały się to na łóżko, to na okno. Właśnie w tej chwili, gdy oczy gościa spojrzały na granatowe, nocne niebo księżycowa łuna rozjaśniła Jego część i wpadła do pomieszczenia niczym duch.
— Nagły, mocniejszy podmuch Ciepłego wiatru poruszył zasłonami. Wydawałoby się że to sam smok, gdzieś w oddali sapie po obfitej kolacji.
— Jedwabna biel, która skrywała kobiece Ciało Zaczęła zsuwać się w dół. Z wolna, muskając skórę Pieściła uśpione zmysły. Ciepły Zefirek owinął sylwetkę śpiącej, która czując lekką zmianę temperatury poruszyła się nieznacznie. Nieco ciemna karnacja kontrastowała ze słonecznymi barwami koszuli nocnej i bokserek. Hebanowe WłOsY do ramion oplatały JeJ twarz i były Rozrzucone we wszystkich kierunkach. Oczy miała zamknięte. Śniła głęboko.
— Cichy pomruk rozległ się od strony Wielkiego cienia, który stał przed łóżkiem. Miał kształt człowieka, którego silne ramiona z wrodzoną zwinnością i Delikatnością pociągały za lekki materiał pościeli. Kiedy jedwabna tkanina opadła na wykładzinę kocie oczy spojrzały na Kobietę. Wydawałoby się, iż twarz gościa wykrzywiła się w uśmiechu, jednak mogła to być iluzja. Tej nocy działo się wiele niewyjaśnionych rzeczy.
— Jedno z muskularnych ramion ruszyło do przodu. Opuszki palców pogładziły skórę nóg. Mięśnie łydki napięły się nieznacznie i rozluźniły, jakby dając coś znać. Cień Wszedł wolno na łóżko i nachylił się nad śpiącą. Jego Ciało odsłoniła bladawa poświata księżyca, która jak spokojny, cierpliwy tancerz igrała z mrokami wpadając do pomieszczenia. Był Nagi. Stalowe muskuły nie przeszkadzały mu poruszać się ze zwinnością i gracją.
— Pogłaskał dłonią aksamitne WłOsY Kobiety. Drugą ręką gładził skórę. Delikatną. Wrażliwą. Pachnącą drapieżnie, a zarazem niesamowicie subtelnie. Cichy pomruk wydobył się z gardła gościa. Nachylił się i Musnął swymi USTAMI JeJ szyję. Kobieta jakby nagle rozbudzona ułożyła się wygodnie na plecach. Wciąż śniła.
— Uśmiechnięty do siebie samego mężczyzna Zaczął smakować skóry. Poczucie elektrycznego dreszczyku, który przechodził przez JeJ Ciało zwiększało Jego pragnienie. Panował jednak nad sobą to nie wymaga pośpiechu, pomyślał.
— Palce powoli Przesuwały się to w dół, to w górę jednej z nóg. Lekko i spokojnie, pobudzając śpiącą. USTA zachłannie, lecz zarazem cierpliwie czerpały radość oraz smak rodzącego się Podniecenia. Ciepły zefirek otulał ich ciała, a wszystko co działo się na zewnątrz przestawało mieć znaczenie.
— Jego ręka ruszyła w stronę smukłego brzuszka, wchodząc pod nocną koszulę. Spojrzał na JeJ oblicze. Była piękna. Spała. Śniła. Ten pełny oczekiwania wyraz twarzy mobilizował Go do działania. Słodkie szmaragdowe oczy skrywały się pod powiekami o naturalnie długich rzęsach. Nie widział ich, lecz wiedział że są bardziej czyste niż kamienie szlachetne w posiadaniu dawnych władców. Zbliżył się do JeJ twarzy. Poczuł Ciepły, rytmiczny oddech. Chciał Ją PoCałować, lecz nie zrobił tego. Zaczepił tylko swymi Wargami, o JeJ pełne, zmysłowe USTA, tak bardzo Spragnione prawdziwego, długiego Pocałunku.
— W pewnym momencie ręka Kobiety drgnęła. Podniosła Ją do góry i PoŁoŻyŁa na głowie nieznajomego lekko naciskając, by ponownie zniżył się do szyi. Jakby na to czekał, niczym pokorny sługa poddał się temu lekkiemu, niememu rozkazowi. Zaczął Całować. Tym razem energiczniej. Jego Język niczym wąż pełzł w chaotycznie wybrane strony. Ręka pod koszulą dalej poruszała się wolno, czytając reakcje śpiącej.
— Podniósł się i złapał za JeJ koszulę. Powoli, z całą Delikatnością na jaką pozwalały potężne ramiona Zsunął górną część odzienia i odrzucił na bok. Jego dłoń instynktownie Zaczęła swą podróż ku górze. Kiedy tam dotarła Zaczęła zataczać, powolne kręgi wokół PIERSI. Przyciągały one niczym magnes. Piękne i prawdziwe, acz nie dopieszczone. Po chwili Zaczął Masować jedną z nich USTAMI zniżając się do drugiej. Jego Język zataczał figlarne kręgi wokół Nabrzmiałego już Sutka. Wciągnął Go w USTA przyprawiając śpiącą o elektryczny dreszcz, który przeszedł przez JeJ Ciało.
— USTA Jego były jak machina ROZKOSZY. CaŁoWaŁy i Pieściły w rytm oddechu Kobiety. Tak jak tego pragnęła. Dłoń zaś opuściwszy PIERŚ ruszyła wolno w dół. Gładząc brzuszek wnętrzem dłoni zniżył się do bokserek, których miękkość Podniecała. Nie Wszedł jednak pod nie. Jego dłoń z determinacją gładziła materiał i słodycz, jak się pod nimi kryła. PiEśCiŁ skórę na zewnątrz i wewnątrz nóg. Czuł, jak JeJ Podniecenie rośnie. Była coraz cieplejsza. Niekiedy mógł wyczuć, iż drży z niecierpliwości.
— Kontynuował w milczeniu z takim samym spokojem i opanowaniem. Widok ten sprawiał mu Przyjemność. Poczucie, iż może rozpalić śpiącą, która była niczym wygasły wulkan. Chwila trwała, a wszystko co znajdowało się wokół stało się tylko cieniami, niewartymi by zwrócić na nie uwagę. Oddech przyśpieszył. Oczekiwała. Nagliła ręką, lecz zarazem czerpała Przyjemność z powolnej Pieszczoty.
— W końcu Jego dłoń zeszła pod bokserki. Jedwabna skóra pod nimi zdawała się wchłaniać każdy dotyk. Palce powoli, Pieszczotliwie schodziły w dół gładząc pojedyncze Włoski, które tworzyły bliżej nieokreślony wzór. Kobieta wstrzymała oddech, jakby w oczekiwaniu. Kiedy Poczuła kształt w swym ogrodzie zapomnienia, wypuściła powietrze z niemym westchnieniem.
— Wyczuł JeJ oczekiwanie. Palące pragnienie przepełniało kobiece Ciało, lecz czekała cierpliwie, jak pokorne dziecko. Nawet nie Poczuła kiedy dolna część bielizny ześlizgnęła się po JeJ doskonałych nogach. Ciepły zefirek owiewał ich Nagie ciała, jakby łącząc pod Ciepłą, przeźroczystą kurtyną.
— Mężczyzna ruszył USTAMI w dół muskając Spragnioną Pieszczot skórę. Robił to powoli, dokładnie odczuwając zniecierpliwienie i agonię oczekiwania jaka przeszywała Nagie Ciało śpiącej. JeJ dłoń zagłębiła się w gęstych, kręconych włosach nocnego gościa, raz to zaciskając się lekko, raz Rozluźniając. Gdy Poczuła, iż doszedł do wrót ROZKOSZY spięła swe Ciało i wygięła w strunę na kilka sekund, po czym opadła miękko i mocniej Rozchyliła Uda.
— Zagłębił się.
— Swym Językiem wędrował poprzez morze ROZKOSZY, która dreszczem rozpływała się po ciele śpiącej. Poddawała się Jego ruchom. Jedną ze swych rąk Masował JeJ lekko PIERŚ, zahaczając niekiedy niby przypadkowo o Sutek. Drugą dłonią gładził skórę od wewnętrznej części nóg i Włoski, podczas gdy sam zatapiał się w bramach Ekstazy.
— Oddychała szybciej.
— Śniła głęboko, lecz otworzyła swe szmaragdowe oczy. Widziała go, jednak spała. Wiedział o tym dobrze, cieszył się z takiego stanu rzeczy. Poddawała mu się bardziej z każdą chwilą. Pomruki i ciche odgłosy ROZKOSZY zaczęły z wolna wypełniać powietrze. Patrzyła na Niego wpół przymkniętymi oczyma, lecz umysł był skryty przez senne kurtyny. Czuła. Elektryczne dreszcze Przyjemności przeszywały JeJ Ciało. Pragnęła, tak bardzo pragnęła. Poddawała się, lecz rządziła zaciskając, to Rozluźniając rękę we włosach nocnego gościa.
— Spojrzał na nią. Popatrzył głęboko w oczy, które mimo swego piękna były dziwnie puste. Niemniej jednak wyrażały pragnienie Gorącego połączenia. Podniósł się więc i PoŁoŻyŁ na niej Ostrożnie. Krótką chwilę później przeszedł poprzez bramy ROZKOSZY. Najpierw wolno, potem szybciej. Miarowymi ruchami rozpalał Ją do Czerwoności, jak sam egipski bóg Ra, który pada w południe na Nagie żelazo.
— Zapach Namiętności przeszył powietrze i zmieszał się z Ciepłym zefirkiem otulającym dwa połączone ciała, tworząc pierwotny pierwiastek życia. Pomruki i inne odgłosy co chwila wibrowały w powietrzu wylatując poprzez okno. Blady księżyc schował się za cienką warstwą chmur pozostawiając dwójkę samym sobie.
— Ona i On. Zwierzyna i Łowca. Śpiąca i Żyjący.
— Oboje Podnieceni i sprawiający Sobie ROZKOSZ.
— USTA stykały się w Namiętnych Pocałunkach to dłuższych, to krótszych. Dwa muskularne ramiona oplótłszy się wokół smukłej sylwetki, zdawałoby się, podnosiły Ją i trzymały w żelaznym uścisku. Niedługo perliste kropelki potu poczęły zraszać ciała Kochanków, którzy Delikatnie i teatralnie, niczym marionetki w rękach bogów zmieniały pozycje.
— Dzikie Pożądanie i pragnienie iskrzyło między nimi, napędzając machinę ROZKOSZY w ruch. Przyśpieszając. Spowalniając. Obezwładniające Ciepło odbierało siły i ponownie ich dodawało. Gdy mógł patrzył w JeJ szmaragdowe oczęta. Czytał w nich jak z otwartej księgi. Ulegała. Poddawała się. Pragnęła. Niekiedy jednak rządziła, obezwładniała ruchami swych Słodkich niczym najszlachetniejszy miód bioder. Gorąco, które od niej wychodziło zdawało się ulatywać w postaci pary. Dawno wygasły wulkan wybuchł ze zdwojoną mocą. Mimo że świadoma w swej nieświadomości poddawała się Ekstazie.
— Cisza, która panowała wokół miażdżyła, lecz oni słyszeli jedynie siebie. Ich serca złączył jeden rytm. Oddechy przyśpieszyły harmonijnie dopasowując się jeden do drugiego. Poczuł jak Ciepło zaczyna zwiększać się w JeJ ogrodzie zapomnienia. Dopasował się więc. Przyśpieszył i przytulił mocniej. Niezrozumiałe szepty, które dochodziły z JeJ UST zmieniły się w ciche Jęknięcia, nieudolnie tamowane przez śpiący, acz świadomy umysł.
— W końcu JeJ Ciało wypięło się w łuk tak doskonały że zadziwiło to nawet nocnego gościa. Obezwładniające Ciepło wypełniło Ją jak fala podczas przypływu. Wyszedł z bram ROZKOSZY zadowolony i zaspokojony. Pocałował Ją w USTA. Odpowiedziała, ale nie poruszyła się. Spała.
— Nocny gość opuszkami palców gładził JeJ skórę przez jakiś czas, po czym wstał z Łoża i wstąpił w cień. Niedługo potem hebanowy kot wyskoczył na okno. OdWrÓcIł się za siebie i jeszcze raz spojrzał na NaGą Kobietę, która zmęczona i spełniona leżała bez ruchu oddychając głęboko. Zdawałoby się że pyszczek zwierzęcia uśmiechnął się w całkiem ludzki sposób, lecz czy koty potrafią się uśmiechać. Czy może to kolejna Iluzja tej niezwykłej nocy ?
— Obudziła się w Środku nocy na swoim łóżku. Była Mokra od własnego potu i obezwładniona błogim spokojem ciała oraz duszy. Leżała NaGo, tak jakby ktoś Ją Rozebrał, a Cieńki materiał pościeli leżał na podłodze. Nie mogła się jednak ruszyć by to poprawić. Nie miała nawet Ochoty. Cały czas przypominał się JeJ ten dziwny i piękny zarazem sen, z którego tyle co się wyrwała.
— Popatrzyła przez okno leżąc. Blady księżyc zdawał się uśmiechać do niej, a poprzez okno dochodził dźwięk miałczącego kota. Nie było to jednak zwykłe miałczenie. Zdawać by się mogło, iż to człowiek w skórze zwierzęcia chce coś powiedzieć. Poczuła więź, której nie Potrafiła wytłumaczyć. W końcu jednak zmorzył Ją sen i ponownie zatopiła się w błogiej, spokojnej nieświadomości...
* KONIEC © Grzesio, 2021 *