— Wracają z Johnem po imprezie. Joanna ma na Sobie długą, Czarną sukienkę. Wkłada klucz do zamka, John obejmuje ją, Rozpina zamek sukienki, zsuwa Ją z JeJ ramion, obnaża PIERSI. Oddech Joanny staje się szybki, urywany.
— Poczekaj, wejdźmy do mieszkania.
— John JeJ nie słucha. Wodzi USTAMI po JeJ Nagich ramionach, bardzo Delikatnie Masuje JeJ PIERSI… Nagle wyciąga zza siebie kij golfowy, bierze potężny zamach… W chwili, kiedy Joanna odskakuje od niego, wszystko zalewa Czerwona ciecz. Nie widać już nic, tylko krew, na rękach Johna, na Jego twarzy, na JeJ PIERSIACH, brzuchu. Krew, tyle Krwi… Joannę budzi JeJ własny krzyk. Siada w łóżku i Drżącymi rękami zapala lampkę nocną.
— Posłuchaj, John został aresztowany.
— Aresztowany. Mój Boże, czy dlatego że pracował bez permitu ?
— Nie, sprawa jest znacznie poważniejsza.
— Poważniejsza. Co masz na myśli ?
— Został aresztowany za morderstwo.
— To nieprawda.
— Został aresztowany. Chcę wierzyć że jest niewinny. Posłuchaj Asiu, zostanę z tobą. Nie powinnaś być teraz sama.
— Nie, nie, chcę być sama. Idź już, proszę.
— Ta rozmowa odbyła się już trzy miesiące temu, a wciąż boli tak, jakby była wczoraj. Bogu dzięki, było to w piątek po południu i nie musiała iść do pracy do poniedziałku. Zupełnie nie pamięta, co działo się po wyjściu Toma. Pierwszą rzeczą, którą uświadomiła sobie, było to że leży zdrętwiała z zimna na dywanie, wokół panują ciemności, a nią targają nudności. Na nogach jak z waty dowlokła się do łazienki i zwymiotowała, po czym wiedziona jakimś irracjonalnym strachem pozapalała wszystkie światła w mieszkaniu. Spojrzała na zegarek. Czwarta. Czwarta w nocy tom był u niej o siódmej wieczorem. Nie wie więc zupełnie, co działo się z nią przez... Boże, ile to jest. Ile to jest. Dziewięć godzin. John, morderca. Ten John, w którego ramionach leżała jeszcze wczoraj, ten, który uczył Ją Samodzielności, wiary w siebie, najwspanialszy, najłagodniejszy, najdroższy.
— "Nie wierzę w to. Nie on.".
— Poczuła wreszcie, jak łzy spływają JeJ po policzkach. Nie gasząc ani jednego światła rzuciła się w ubraniu na łóżko i momentalnie zasnęła. Nie pamięta, czy miała jakieś sny. Kiedy obudziła się o wpół do siódmej, serce łomotało JeJ tak, jakby chciało Rozsadzić klatkę PIERSIOWĄ.
— "Coś się stało, co Ach, już wiem. Muszę coś zrobić. ".
— Weszła do łazienki. Widok własnej podpuchniętej twarzy z porozmazywanym makijażem nie zrobił na niej specjalnego wrażenia. Szybko zmyła makijaż i weszła pod prysznic. Odkręciła tak Gorącą wodę, jaką tylko mogła wytrzymać i stała tam, dopóki nie zrobiło JeJ się słabo.
— A więc przyszła, jest tu. Wygląda, jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę. JeJ twarz sprawia mi Ból, a jednocześnie chłonę JeJ widok, usiłuję się nauczyć na pamięć JeJ rysów. Wiem dobrze, co chciałaby usłyszeć. Obawiam się jednak że najważniejszy jest dla niej JeJ własny komfort psychiczny. Nie potrafi spojrzeć na sytuację z innego punktu widzenia niż JeJ własny. Nie dociera do niej że to moje życie się skończyło to przecież JA nie będę zdobywał szczytów, to JA nie poczuję na USTACH słonego smaku morskiej wody, to JA nie będę skakał przez fale, to JA nie będę podziwiał wschodów słońca. Moje życie będzie ograniczało się do kontaktów z prymitywnymi dealerami narkotyków, śmierdzącymi złodziejaszkami i tępymi, nadętymi strażnikami to JA będę upokarzany i gwałcony. Ona jeszcze ma szansę nadać swojemu życiu wyższy sens. Usiłowałem nauczyć Ją Samodzielności A może tak mi się tylko wydawało. Może uwalniając Ją od patologicznych relacji z rodzicami, uzależniłem Ją od siebie ?
— Johna poznała, kiedy jeszcze na studiach Zaczęła pracować w szkole Językowej. Było tak pięknie, wszyscy lektorzy, Polacy i nativi tworzyli taki zgrany zespół. Początkowo spotykali się wszyscy razem, już wtedy jednak czuła że z tym wysokim chłopakiem o niebieskich, głębokich oczach łączy Ją niewidzialna więź.
— Kiedy zaproponował JeJ pierwszą Randkę, myślała że oszaleje ze szczęścia. Potem wszystko działo się jak w bajce. Romantyczne spacery, pierwsze Pocałunki, wspólne wyprawy na szczyty gór… To On przekonał Ją że powinna wynająć mieszkanie że da radę załatwić wszystko sama, bez pomocy rodziców.
— Muszę wiedzieć jedno. Zrobiłeś to ?
— Jest taka jak wszyscy. Nie potrafi wznieść się ponad to prymitywne ludzkie rozumowanie. Zrobiłeś to. Nie jest w stanie pojąć, jak niewiele wyjaśnia prosta odpowiedź na tak postawione Pytanie, nie czuje, co jest naprawdę istotne. Kiedy z nią byłem, wmówiłem w siebie że jest inna że oprócz fizycznego Pożądania, łączy nas wyższa duchowa więź że już nigdy nie będę samotny. Tak, w łóżku było nam dobrze, ale….
— Pierwsza noc z nim… Wtedy naprawdę, jak u Hemingwaya, poruszyła się ziemia.
— Wyjechali na przedłużony weekend do Zakopanego. Weszli na Giewont. Byli sami na szczycie, zmęczeni, dumni z siebie i szczęśliwi. Rzuciła mu się na szyję i przywarła do Niego całym Ciałem.
— Zaczął Delikatnie Całować JeJ USTA i gładzić plecy, później WsUnĄł Język między JeJ zęby, a rękę pod bluzkę, ściskając JeJ Sutki, doprowadzając Ją do szaleństwa. Później Jego dłoń Pieściła od wewnątrz JeJ Uda, znalazła wejście przez nogawkę szortów, Wsunęła się pod majtki. Palce sprawnie odnalazły ŁECHTACZKĘ, Pieszcząc Ją Delikatnie, a zarazem niecierpliwie. Czuła, jak bardzo jest tam Wilgotna, nie mogąc nad sobą zapanować, wydawała ciche Jęki.
— What do you want me to do. – Pytał, jakby się z nią drocząc.
— Touch me, touch me, don’t stop – błagała.
— Kiedy usłyszeli obok siebie głosy turystów, trwali jeszcze przez chwilę w objęciu, Jego ręka w JeJ szortach. Gdyby tego chciał, oddałaby mu się wtedy, przy tych ludziach. W końcu puścił ją. Obrzuciła wyzywającym spojrzeniem rozbawione twarze trzech Młodych chłopców, chyba jeszcze z liceum i ruszyła na dół. W drodze powrotnej zatrzymali się tylko raz, przy górskim Strumieniu, pijąc nawzajem ze swoich dłoni. Mieli jednak inne pragnienie do zaspokojenia, dlatego szli szybko, nie rozmawiając, wsłuchując się w Swoje Rosnące Pożądanie. Do kwatery dotarli około ósmej. John Delikatnie Zsunął z niej ubranie. Smakował JeJ Ciało zlizując z Niego kropelki potu. PoŁoŻyŁ Ją na dywanie, PiEśCiŁ JeJ PIERSI, plecy, brzuch, Pośladki, dłońmi, USTAMI, Językiem.
— RoZsUnĄł JeJ Nogi, skupiając teraz Pieszczoty na najbardziej wrażliwym miejscu JeJ ciała. Zaczęła Go rozbierać, wyczuwając Jego męskość, twardą, Olbrzymią, cudowną.
— Pragnęła dać mu ROZKOSZ, wzięła tę męskość do UST i widząc Jego reakcję, sama czuła narastające, prawie nie do wytrzymania Podniecenie. On jednak Ją powstrzymał, PoŁoŻyŁ Ją na stole i Wszedł w nią. I wtedy właśnie poruszyła się ziemia to było doznanie zarówno fizyczne, jak i duchowe, całkowite zjednoczenie, najwyższy stopień wtajemniczenia w plan boski.
— John wynajmował mieszkanie z Tomem, ale snuli plany że już niedługo przeprowadzi się do niej. W przyszłym roku mieli wyjechać uczyć angielskiego do Hiszpanii, później była w planach Francja. Życie wydawało się cudownym snem.
— Aż do momentu, kiedy sen zamienił się w koszmar – zdała Sobie sprawę że ostatnie zdanie Powiedziała na głos.
— Wzięła telefon i wykręciła dobrze znany numer.
— Tom, gdzie On jest. Jak mogę się tam dostać.
— Jest na Rakowieckiej, w przyszłym tygodniu ma być deportowany. Pomóc Ci załatwić wizytę ?
— Tak, obawiam się że sama nie dam rady tom pozałatwiał wszystkie formalności. Ona sama czuła się znowu, jak mała, słaba Dziewczynka. Nie wiedziała, czy starczy JeJ sił na rozmowę z człowiekiem, który…. Nie, nie miała jeszcze pewności. Musiała wierzyć wbrew logice, wbrew temu, co czytała w prasie o Jego przyznaniu się do winy.
— Chcesz wiedzieć, czy zabiłem ?
— Kiwa głową. Wbrew Sobie chciałbym Ją pocieszyć. Chciałbym powiedzieć to, co chciałaby usłyszeć. Nie będę jednak kłamać. Kłamstewka są dla małych ludzi.
— Zabiłem.
— Dlaczego. Jak mogę JeJ to wytłumaczyć. Przecież tak naprawdę już dawno wiedziałem że nie jest w stanie zrozumieć Mojego sposobu myślenia. Weźmy choćby JeJ uwagi na temat MoJeJ powieści.
— John pisał książki, nawet coś wydał. Oczywiście przeczytała wszystko. Była to jednak literatura, która kompletnie do niej nie przemawiała to, co pisał, wydawało JeJ się tworem zupełnie innego człowieka, niż tego, którego znała i kochała, tworem umysłu, który wydawał JeJ się kompletnie obcy, tworem, wtedy oczywiście tego tak nie definiowała, chorego umysłu. Kiedyś usiłowała z nim na ten temat porozmawiać.
— Widocznie, Moja droga, powinnaś zadowolić się Harlekinami – Jego głos był lodowaty, a w oczach zobaczyła, coś, czego się przeraziła. Chociaż sama czuła się urażona, PoŁoŻyŁa mu rękę na ramieniu. Brutalnie jednak zrzucił JeJ dłoń i wyszedł bez słowa, trzaskając drzwiami. Wrócił po pół godzinie.
— Przepraszam – szepnął, wtulając twarz w JeJ WłOsY – zraniona duma grafomana. Znów było pięknie. Więcej jednak już nigdy nie poruszała tematu Jego pisania.
— Zabił. Powiedział że zabił. Zapytała, dlaczego. Jakie to miało znaczenie. Zawsze wierzyła że najważniejszą wartością jest ludzkie życie A jednak siedziała i czekała na odpowiedź.
— Mieszkałem ze swoim wujem. Prosił MnIe o to ojciec, kiedy umierał. Nie byłem święty, od czasu do czasu przyprowadzałem do domu jakąś chętną Panienkę. Któregoś wieczoru, kiedy Pieprzyłem się z koleżanką z kursu dla nauczycieli, zobaczyłem Go w drzwiach. Kiedy napotkał mój wzrok, szybko się wycofał. Odprowadziłem Mary do domu i PoSzEdŁeM do niego. Wyparł się wszystkiego. Powiedział że mam jakieś urojenia. Zarzucił mi nawet że wykorzystuję Jego dom jako miejsce schadzek. Jego dom to, moi rodzice zaproponowali mu mieszkanie z nami, kiedy stracił pracę A On zawsze zachowywał się tak, jakby wszystko do Niego należało. Po śmierci rodziców uznał się za Mojego opiekuna to był robak, nędzny, płaski robak. PoCzUłEm że miarka się przebrała. Sięgnąłem po Jego kij golfowy i uderzyłem go. Upadł. Uderzyłem jeszcze raz. Powiedział: „Przestań, gówniarzu !” Nawet w tej chwili uważał że coś może mi nakazać. PrZeStAłEm liczyć uderzenia. Nie wiem, ile czasu jeszcze żył. Potem spakowałem się, wziąłem paszport i przyjechałem tutaj.
— Znowu Poczuła mdłości. Więc to jest prawdziwa twarz Johna. Musi już iść, nauczyć się z tym żyć, a poza tym sprawdzić…. O Boże miłosierny, nie dopuść do tego.
— Podnosi się. Kieruje się do wyjścia. Więc to już wszystko. Błagam, niech Ona tak nie odchodzi. Niech podaruje mi choć jedno spojrzenie, choć jedno słowo, które wystarczy mi na resztę życia. Wiem że jestem sentymentalnym durniem, ale to już ostatni raz. Nic z tego. Znów jestem sam. Rzucam się na ziemię, biję w nią pięściami i krzyczę. Wykrzykuję cały Ból istnienia. Przychodzi dwóch facetów, Krępują mi ręce i Nogi, nie mogę się poruszyć, czuję ukłucie zastrzyku A potem już tylko ciemność i cisza.
— Po wyjściu z więzienia pierwsze kroki Skierowała do apteki. Kupiła test ciążowy. Wyszedł pozytywnie. Noc, która nastąpiła, była najgorszą w JeJ życiu. Spędziła Ją bez ruchu na dywanie, z podkulonymi pod siebie nogami, zimna jak lód. Czuła się jak skopany, wyrzucony na ulicę pies. O świcie jednak podjęła decyzję. Urodzi to dziecko i będzie JE kochać.
— To było trzy miesiące temu. Teraz, choć wciąż męczą Ją koszmary, choć wciąż widzi Johna z kijem golfowym w ręku, obryzganego Krwią Wuja, czuje że JeJ życie ma sens. Czasem tylko, w Środku nocy, lodowatym dreszczem przejmuje Ją Pytanie: „ Jakie będzie dziecko, które urodzę. Czy nie podniesie kiedyś na kogoś kija golfowego...
* KONIEC © Grzesio, 2021 *