⬅ Powrót

Daniel i ja 4

~K~g~w~ Od PeWnEgO czasu NIE CzUłaM SIĘ ZbyT DoBrzE. MiEwaŁaM ZaWrOtY GłOwY. RoBiłO MNIE SIĘ ChWilAmI SłAbO. WyMiOtYwaŁaM i NIE MiaŁaM okresu. Oznaki ciąży — PoMyśLałAM gdy PeWnEgO ranka, PoBiEgŁaM DO UbIkaCjI, by ZwYmIoToWyWaĆ. NA SzCzĘśCiE RoDzIcE byli JUŻ W pracy. NIE NaMyśLaJąC SIĘ DłUgO PoStAnOwiŁaM PoJecHaĆ DO LeKaRzA. UmÓwiŁaM SIĘ telefonicznie i o UmÓwiOnEj GoDziNiE ByŁaM W PrzYcHoDnI. PO KwAdRanSiE OcZeKiWaNiA ZoStAłAM WeZwAnA DO gabinetu. Lekarzem okazał SIĘ piedziesioletni siwiejacy MęŻcZyZnA. KaZaŁ MNIE UsIąśĆ i OpOwIeDzIeĆ o tym CO SIĘ DzIejE WysŁucHaŁ MNIE, PO CZYM KaZaŁ MNIE SIĘ RoZebRaĆ. PrZePrOwAdZiŁ SkRuPulAtNiE BaDaNiA i WrÓciŁ ZA biurko.
— No MOJĄ Panno. Nic TYLKO PO GrAtUloWaĆ. — PoWiEdzIaŁ UśMiEcHAjąC SIĘ DO MNIE życzliwie, gdy UsIaDłAM NA Przeciw. – JeSteŚ MłOdA KoBiEtO W ciąży — PoWiEdzIaŁ.
— NaPeWnO panie doktorze ?
— Dziecko. PrAcUjĘ W tym zawodzie od TrZyDzIeStU lat. JeSteŚ W ciąży — OzNajMiŁ.
— Chryste. CO JA W tym gabinecie WyRaBiAŁaM wtedy. GdYbyM MoGłA TO ByM skakala Z RaDoŚcI. ZerWaŁaM SIĘ Z KrZeSłA JAK OpArzOnA. NiEmaL JeDnyM susem ZnAlAzŁaM SIĘ PrzY NIM. PoCaŁoWaŁaM pana doktora W PoLiCzeK.
— DzIękUjĘ panie doktorze.
— RzAdkO MNIE SIĘ zdarza by KtoŚ tak reagował JAK Ty.
— Bo JĄ TEGO dzieckA PrAgnĘ. OdEzWaŁaM SIĘ BęDąC PrzY DrZwIAcH. — DowIdZeNiA.
— PaMięTaJ MłOdA samo o ReGuLaRnYcH wizytach.
— BĘDĘ PaMięTałA.
— NiEmaL PrZeFruNęŁaM, bo tak TO NaZwĘ PrZeZ PoCzEkAlNiE gdzie SIĘ DzIałO kulka KOBIET. Pewnie SoBiE PoMyŚlAłY ŻE JeSteM JaKąŚ wariatką, ale MiaŁaM TO GdZieŚ.
— ByŁaM NA zewnątrz. Tuz PrzY PrzYcHoDnI jest taki skwer Z ławkami. PoSzłAM i UsIaDłAM NA JeDneJ Z nich. MusIaŁaM NaTyChMiAsT ZaDzWoNiĆ DO Daniela.
— * DlaCzEgO NIE MA CiĘ W szkole ? * - UsŁySzAłAM Z JEGO UST.
— *, MusIaŁaM PUJŚĆ DO LeKaRzA*
— * CoŚ CI SIĘ StAłO ? JeSteŚ chora ? *
— * NIE nie. *
— * To PO CO PoSzŁaŚ ? *
— * Daniel PoSzłAM ZroBiĆ BaDaNiA*
— * JaKiE ZnOwU BaDaNiA Markena ? *
— * KOCHANIE MuSzĘ CI CoŚ PoWiEdZIeĆ ? *
— NaStAłA JaKąŚ TAKA CISZA. *
— Halo. Daniel. JeSteŚ ? *
— * CZY TO znaczy ŻE JeSteŚ...* - UrWaŁ. DO MyśLiŁ SIĘ.
— * Tak*
— * JeSteŚ JeSzCzE W PrzYcHoDnI ? *
— *, Nie. NA skwerku. NA ławce*
— * NIE RuSzaJ SIĘ stamtąd. ZaRaZ TAM PrzYjAdĘ. *
— ChCiaŁaM CoŚ JeSzCzE PoWiEdZIeĆ, ale SIĘ rozłaczyl. ZaCzĘłaM InTeNsYwNiE MyŚlĘĆ. A -(KG*W)- CO będzie JAK MNIE TeRaZ ZosTaWI ? JAK MNIE odtraci ? JAK ZoStAnĘ SAMA ? Zadawalam SoBiE pytania i Poraż PiErwSzY PoCzuŁaM ogarniajacy MNIE StRacH.
—NaGlE DrGnęŁaM. PoCzuŁaM NA RaMieNiU CzYjąŚ DłoŃ. PoTeM calus W SzYjĘ i ZoBaCzYlam WyCiĄgNiĘtĄ RękĘ PrZeDeMnĄ. A -(KG*W)- W dłoni TEJ ręki ? najpkniejszy, NA ŚwIeCiE, jeden jedyny NIE PoWtaRzAlny bukiet róż. Bukiet PiĘknYcH PaCHnĄcYcH roz. Róż od Daniela. Okrążył ławkę i UsIadŁ obok. PrZyTuLiŁ MNIE DO SIEBIE NIE BoJąC SIĘ ŻE NAS KtoŚ ZoBaCzY.
— CO TeRaZ Daniel ?
— Trzeba TO JaKoŚ PoWiEdZIeĆ TwOiM rodzicom. CoŚ MNIE SIĘ WydAjE ŻE NIE będzie TO takie ŁaTwE.
— A -(KG*W)- ŻeByŚ WiEdZiaŁ. ZrEsZtĄ. To MOJE ŻyCiE. — PoWiEdZiAłAM NaGlE. – GoRzeJ będzie W szkole. Mogą Cb WyWaliĆ ZA to. DoDałaM. ZoBaCzYmY. Ale WiEsZ co.
— CO ?
— NIE PoWiNniŚmY TEGO DłUżeJ UkRyWaĆ. WcZeśNiEJ CZY PóŹnIeJ i tak WsZyScY będą WiEdZiElI.
— JeSteŚ pewien ?
— PoCaŁoWaŁ MNIE W PoLiCzeK.
— JeSteM. ChOdŹ. JeDziEmY.
— Dokąd ?
— DO twoich RoDziCóW — ZdEcYdOwAł.
— MuSzĘ wam PoWiEdZIeĆ ŻE NIE obyło SIĘ BEZ malej awantury. BEZ kłótni MOJEJ i OjcA. JeDyNiE MaMA StArAłA SIĘ MNIE ZrOzUmIeĆ. UdAłO MNIE SIĘ JaKoŚ TATĘ UdoBrUcHaĆ, choć ZaJęłO MNIE TO TrOchĘ czasu.
— W szkole ZrObIŁ SIĘ szum JAK NiGdY WcZeśNiEJ. Daniela chciano WyRzUcIĆ Z szkoły CO ByłO DO przewidzenia i BrAlIŚmY TO POD UwAgĘ. Ale DzIękI MOJEMU dacie, JEGO KoNtAkToM tu i tam, NIE ZrObiOnO tego. ChOcIaŻ i tak MiaŁ NA DłUgO PrZeChLapAnE.
— PrZePrOwAdZiŁaM SIĘ DO Daniela W szóstym MiEsIącU ciąży, tuz PO MoIcH urodzinach. PoTeM UrOdzIłaM WsPaNiAłEgO syna Denisa (TO AkUraT PrAwDzIwE imię) MÓJ TATA, ZoStaŁ DuMnYM dziadkiem, A -(KG*W)- MaMA CzĘstO u NAS bywa i CzAsAmI MNIE TO męczy.
— Daniel jest WsPaNiAłYM ojcem i MęŻeM, bo musicie WiEdzIeĆ ŻE WzIęLiŚmY ślub. NaDaL GO KOCHAM. Tak MoCnO, JAK wtedy.
— Wtedy gdy TO SIĘ WsZyStkO ZaCzĘłO. NIE ŻaŁujE ani JeDnEgO dnia. Ani GoDzInY. Minuty. Sekundy...
⬅ Powrót