~K~g~w~ Mariusz sapał ZmĘczOnY. Patrzył NA Martę, ozdobioną jego wytryskiem. Kobieta UśMiEchAłA SIĘ, nie ŚcIeRaJąC z twarzy efektów jego działań.
— Nawet PrZejRzAłA SIĘ lustrze wiszącym tuż za nią.
— No i co ? Panie studencie? Co to by było, gdyby taką zobaczyli MNIE moi uczniowie. Z obfitą śmietanką NA twarzy ? Co by sobie pomyśleli ?
— Młodzieńca cholernie podniecał taki obrazek. Dodatkowo napełniał dumą, przecież był świadectwem tego, ŻE oto on, nieśmiały ciapciak, zerżnął w PIERSIĄTKA taką laskę! Taką damulkę, która niespełna dzień wcześniej wydałaby mu SIĘ absolutnie nieosiągalną ! - Czy to SIĘ dzieje NaPraWdĘ ? Ktoś MNIE musi uszczypnąć ? Do tego ONA nie ściera z siebie MoJegO lukru ! Jest z niego dumna ?
— Och... Marto, gdyby uczniowie cię taką zobaczyli wariowaliby. Podnieca MNIE, gdy tak mówisz I cholernie do twarzy CI z moim kremikiem. Nie ścieraj go.
— Marta ZaŚmiAłA SIĘ, jeszcze bliżej przysuwając SIĘ do lustra.
— Podobno taki balsam doskonale działa NA cerę, więc chyba już nie potrzebuję kosmetyków.
— Mariusz czuł, jak zachowanie kobiety, każde JeJ słowo, coraz mocniej działają NA niego. Chciał SIĘ tym napawać.
— Marto, nawet nie wiesz jak rozpala MNIE takie twoje zachowanie... ChCiAłByM CI teraz obiecać, ŻE codziennie mogę CI przysposabiać taki makijaż. Cała przyjemność byłaby po MOJEJ stronie.
— Och, ty hultaju ! Jesteś gotów codziennie MNIE nawiedzać ?
— O tak. Codziennie wstępowałbym w MOJE progi !
— Marta UśMiEcHnĘłA się.
— W MOJE progi powiadasz? No tak... Moje progi są bardzo gościnne. — UśMiEcHnĘłA SIĘ jeszcze szerzej, pomyślawszy. - No tak wyraz progi jest bardzo zgrabny, mimo, ŻE oznacza inne słowo, ale też NA "p".
— Skwapliwie bym wykorzystywał gościnność twoich... progów.
— Podniecał się. Czuł, ŻE lada moment znów będzie gotów do akcji.
— Marta cicho wyszeptała.
— Mariuszu patrz, twój balsam powoli skapuje NA mój biust.
— Najwyraźniej JeJ SIĘ to PoDobAłO.
— Marto ! Boski widok! Boski !
— Nauczycielka wcześniej WłOżYłA PIERSIĄTKA do stanika. Rzeczywiście krople rozpuszczonej substancji pociekły NA JeJ biustonosz.
— A -(KG*W)- MożE Marto... NA PIERSIĄTKA też moja śmietanka działa jak kosmetyk?
— Kobieta ponownie przybrała czarujący wyraz twarzy.
— Ależ podobno, jak twierdzą znawcy, właśnie tak wpływa... Powoduje, ŻE biust staje SIĘ jędrny i większy.
— Zatem Marto. Nie osłaniaj go stanikiem! Niech twe skarby, mimo, ŻE wcale, ale to wcale już nie muszą być większe, chłoną tę ożywczą substancję! Koniecznie !
— Historyczka UśMiEcHnĘłA się.
— Mariuszu, jesteś taki logiczny i jak zawsze masz rację.
— Ledwie to wypowiedziała, natychmiast wysunęła swe obfite PIERSIĄTKA z koronkowych miseczek biustonosza.
— O, teraz kapie prosto NA MOJE PIERSIĄTKA prościutko. To dzięki tobie one teraz staną SIĘ jeszcze bardziej kształtne.
—Chłopak mimo, ŻE przecież kilka chwil wcześniej JE nie tylko widział, ale nawet dotykał, wręcz macał, znowu poczuł potężne podniecenie.
— Ech, Marto ! One już są nad wyraz kształtne ! Jędrne arbuzy ! Ale. Coś czuję, ŻE szykuje SIĘ powtórka.
— Młodzieniec powoli rozochaca SIĘ PaTrZąC NA Martę z obnażonym biustem, NA który powolutku kapało z JeJ twarzy jego własne nasienie.
— Marto, wyglądasz bosko. Pozwól, ŻE wezmę cię NA ręce.
— Mariuszu jesteś miły, ale patrzysz NA MNIE tak drapieżnie. Ale dlaczego NA ręce ?
— Chwyta JĄ dziarsko. .
— Po to żeby cię zanieść.
— Mariuszu jaki jesteś silny. Czuję SIĘ jak panna młoda noszona NA rękach. Ale gdzie ty MNIE niesiesz ?
— Młodzian niesie JĄ po pokoju, delektując SIĘ tym aktem czuje SIĘ, jakby miał JĄ NA własność.
— NA łóżko !
— Zmierza wprost w stronę okna. Wreszcie kładzie Martę delikatnie NA łóżku.
— Ach, dlaczego MNIE tu zaniosłeś ?
— Chłopiec przysiadł przy niej.
— Aby mieć Cię RoZłOżOnĄ.
— Ale dlaczegóż to chcesz MNIE mieć RoZłOżOnĄ ? — Dopytuje Marta, usmiechając się.
— Żeby ZroBiĆ to ! — Wykrzykuje, po czym zadziera JeJ sukienkę.
— Ojej ! Dlaczego zadzierasz MI kieckę ?
— Po to! .
— Chłopak zsuwa JeJ MAJTKI NA bok.
— Ojej, dlaczego zsuwasz MI MAJTKI ?
— Muszę zbadać teren - mówi Mariusz.
— I natychmiast zaczyna LIZAĆ JeJ CIPECZKĘ.
— A -(KG*W)- to dlaczego ? — Pyta Marta.
— Każdy najeźdźca, każdy poważny wódz, najpierw wysyła zwiad NA tereny które chce ZdObyĆ.
— Chłopak średnio sobie radzi, więc nauczycielka instruuje go, mówi mu jak pieścić ŁECHTACZKĘ, gdzie najlepiej i pod jakim kątem wkładać palce.
— Mariuszku, coraz lepiej, o tak ! !
— Staram się !
— Uczysz SIĘ bardzo szybko, jesteś pojętym uczniem, właśnie tu ! Tak.
— Chłopak czuje już jak mu stoi, jest gotowy do akcji.
— Marta stara SIĘ, dla zasady zgrywać niedostępną.
— Mariusz, czy ty sobie wyobrażasz ŻE weźmiesz MNIE tak sobie, jak pierwszą lepszą... jak jakąś niewolnicę ?
— Chłopak zaczyna wkładać PTASZKA w CIPECZKĘ, WZWODEM który może WbIjaĆ gwoździe. Jest jak opętany.
— Droga Martusiu. - cedzi przez zęby.
— Najpierw językiem rozpoznałem teren, jak powiedzmy Mongołowie podczas najazdu NA Europę. Cześć armii wjechała do Polski i.
— Tutaj chłopak dopycha SIĘ po same JĄDRA i zaczyna po prostu pompować nauczycielkę.
— Marta myśli o tym co tu SIĘ właśnie dzieje. — Ja, porządny pracownik oświaty, daje zamoczyć, zruchać SIĘ, wydupczyć, temu chudemu studenciakowi, tak po prostu ! Trzyma MNIE za uda i dyma, nawet SIĘ nie zająknie.
— Faktycznie - nieopierzony chłopak, rąbie coraz szybciej i szybciej, zupełnie nie przejmując SIĘ właścicielką penetrowanego otworu.
— Aaaa... Mariuszku, mówiłeś coś o najeździe aaa...achhh ! Mongołów ?
— Ttttak, najechali nasze tereny, żeby odwrócić uwagę od głównego uderzenia NA Węgry.
— Chłopak już rżnie Martę aż oddech mu świszczy !
— Pod Legnicą, pewien Heniek stracił głowę, zaraz SIĘ zleje, o boże, nie wytrzymam. Węgrzy stracili kwiat rycerstwa, w walnej bitwie co odcisnęło. Jeszcze chwila i SIĘ SpUsZcZaM. Odcisnęło trwały ślad NA ich państwie.
— Nie do środka, nie mam żadnego zabezpieczenia, Mariusz ! Uważaj ! Bo odciszniesz NA MNIE trwaly ślad !
—Wizja Marty z potężnym brzuchem, która idzie obok niego, trzymana za rękę, przywodzi studentowi chwalebne czyny Aleksandra Wielkiego. Też mówili, ŻE to niemożliwe.
— Nikt nie uwierzy ŻE nauczycielka pociągnęła mu druta i tak po prostu dała SIĘ penetrować.
— Ale jak zobaczą taki widok.
—Mariusz dyszy jak wybuch wulkanu ! Nagle PoJaWiAjĄ SIĘ dreszcze NA całym ciele, przed oczami przesuwa SIĘ orgia kolorów, ostatnie podrygi świadomości UśWiAdaMiAjĄ mu, ŻE właśnie ma wytrysk, ŻE leje bezkarnie w damulkę, która jest spełnieniem jego marzeń.
— Mariuszu ! Bezkarnie MNIE wypełniłeś nasieniem, bez pytania, jakbym była twoją poddaną w haremie. Używasz MNIE jak ostatniego LaChoCiĄgA, jak Sama nie wiem. Nikt MNIE tak nie traktował.
— Martusiu, bogini MojA, Afrodyta przy tobie BleDniE jak światło świecy w blasku słońca.
— Jesteś wyjątkowa, nigdy nie byłem z kobietą, aż teraz.
—Zabrakło mu słów, leżał NA łóżku i oddychał jakby NA beczce przepłynął ocean.
—Jeszcze tego samego wieczoru, dwa razy studencka pała zwiedzała zakamarki nauczycielki. Raz NA stole gdzie widok bujających SIĘ cyców, działał lepiej niż viagra i później znów NA łóżku gdzie młokos tym razem zaszedł swą damę od tyłu.
—Zadbana i niewątpliwie kulturalna kobieta, nie mogła SIĘ nadziwić i za nic zrozumieć dlaczego tak podnieca JĄ ryzyko zajścia w ciążę z tym miłym i nad wyraz chudym nerdem.
— OdDawAłA mu SIĘ niezwykle ulegle przez cały wieczór...