~K~g~w~ Najeźdźca był wniebowzięty, aż palił SIĘ do natarcia. Szybko NaKiEroWaŁ NA cel.
— Gdy PoCzUłA agresora ŚlIzGaJącEgO SIĘ po kroczu, wszczęła lamentowanie.
— O Boże ! Cóż za potężny taran zaczyna szturm mych BeZbRoNnYcH wrót.
— Mariusz niewprawnie próbował ulokować PENISA w POCHWIE kobiety. Niestety robił to NeRwOwO, ponadto Marta, pozorując opór, wierzgała NogAmI, więc mu nie WyChOdZiłO.
— Był jednak potwornie ZdEtErMinOwAnY. Sapał.
— Nadaremny trud oblężonych mego szturmu nic nie powstrzyma !
— Studenta historii PoDnIeCaŁO to słownictwo nie mniej niż nauczycielkę.
— Historyczka cały czas PrOtEsTowAłA. PoWtArzAłA w kółko:
— Nie… nie.
— Ale PrZeStAłA wierzgać. Bała SIĘ, ZE Mariusz SIĘ zdeprymuje swoim niepowodzeniem. Nawet, niby nieświadomie, szerzej RoZłoŻyŁA nogi.
— Wreszcie Mariusz dopiął swego. Czubek jego CZŁONKA ZaNurZyŁ SIĘ w CIPECZCE.
— Miejsce miecza jest w POCHWIE – sapnął.
— Teraz musi SIĘ udać ! – DoPiNgoWaŁ sam siebie.
— Ojjj… – JęKnĘłA Marta. – Wiedziała już, ŻE zostanie zdobyta. Mogła sobie pozwolić NA kolejne protesty. – Mariuszu nie ! PoWsTrZyMaJ okrutną inwazję.
— Ale Mariusza już wołami by nie odciągnął. Z całą siłą, bez litości, WepChNąŁł Marcie do końca. Był arcyszczęśliwy.
— ZrObiŁeM to! Już nie jestem prawiczkiem ! Jak on powiedział ? Zakisiłem ogóra w nauczycielskiej CIPECZCE !
— Powoli wycofał SIĘ nieco, by wykonać kolejne pchnięcie. Marta zareagowała NA to jękiem. JęCzAłA po każdym kolejnym sztychu, szepcząc:.
— Nie, nie.
— Ale nie OpIerAłA się. Mariusz był w siódmym niebie.
— Kiedy jego CZŁONEK uderzał MoCnO o dno pochwy, kobieta stękała głośniej.
— Mariuszu ach jesteś BeZlItoSnY. – Wiedziała ŻE takie słowa pobudzą męskie ego.
— Tak! ZdObyŁeM cię. Jesteś teraz moja !
— Tak… ach… jestem… ach… twoja, zdobyłeś mnie, WzIąŁeŚ w jasyr – JĘCZĄC, potwierdzała PoDnIecOnA Marta.
— Jeszcze bardziej rozogniony chłopak PrZyŚpiEsZyŁ cwał. W jego rytm pobrzdękiwała, żywo PoDsKaKuJąC biżuteria: koczyki i naszyjnik. Młodzian ZaChWyCaŁ SIĘ, ŻE jego fantazje stają SIĘ rzeczywistością.
— Mariuszu… ochh twój taran, jest taki potężny i brutalny. A -(KG*W)- moja świątynia jest tak CiaSnA.
— To… doskonale… złupię JĄ niemiłosiernie !
— Och… JA biedna, zniewolona, pohańbiona.
— Ten dialog straszliwie PoDnIeCaŁ Mariusza. Teraz całe swoje siły wkładał w to, żeby PcHnIęCiA były takie, jakby chciał przebić dziewczynę NA wylot. Kozetka ZaCzĘłA trzeszczeć.
— Mariuszu ależ jesteś ekspansywny, czuję SIĘ niczym nabita NA pal.
— Kiedy chłopak PrZyŚpiEsZyŁ i RoZpOcZąŁ istną galopadę, raźno JeJ sekundowały kolczyki, omal nie UrYwaJąC się.
— Marta PrZeStRaSzYłA SIĘ, ŻE wkrótce może dojść do WYTRYSKU. W niej.
— Mariuszu, jesteś NiEzAbEzPieCzOnY, uważaj, żeby nie SkOńCzyĆ we mnie – kobieta bała SIĘ tego bardzo, ale jednocześnie, o dziwo, strach PoDnIeCaŁ ją. I słowa wypowiadane do chłopaka.
— Jego z kolei, pobudzała świadomość, ZE Może SPUŚCIĆ SIĘ w CIPECZCE dojrzałej kobiety. W CIPECZCE nauczycielki.
— Aaaa! Chcę tego! Chcę SkOńCzyĆ w tobie! W nauczycielskiej CIPECZKĘ !
— Nie, błagam ! Mógłbyś ZroBiĆ MI dziecko !
— To jeszcze bardziej go rozjuszało. On, nastoletni do tej chwili, nieśmiały prawiczek, mógłby ZmAjStRoWaĆ brzuch dojrzałej kobiecie.
— Trzymał Martę mocno, jak w ŻeLaZnYcH kleszczach. Wręcz GrZmoCiŁ ile sił.
— Tymczasem, za ścianą UrwAłA SIĘ muzyka. Można było dosłyszeć gromkie odliczanie: dziesięć! dziewięć ! Osiem !
— Mariusz DoStOsoWaŁ SIĘ do tempa odliczania. PcHnIęCiA stały SIĘ wolne, ale głębokie. Marta OdCzUwAłA JE intensywnie. JeJ jęki PrZeRoDzIłY SIĘ w głośne krzyki.
— Achhh ! Achhhh !
— Cztery ! Trzy ! Dwa !
— Nagle RoZlEgŁ SIĘ WyStrZaŁ, fajerwerki obwieściły odejście starego roku...